Po obiedzie w Mińsku 12 kwietnia 2019r. późnym popołudniem wyruszyliśmy do Grodna oddalonego od Mińska około 150 km. Po drodze obserwowaliśmy krajobraz, lasy, uprawne pola nawożone naturalnym obornikiem, wsie i małe miasteczka z pięknymi cerkwiami.

Minęliśmy oddalone kilkadziesiąt kilometrów od drogi Wasiliszki miejsca urodzenia Czesława Niemena. Nie mogliśmy tam wstąpić bowiem ograniczał nas czas – szkoda.

Po kilku godzinach dojechaliśmy do liczącego 370 tys. mieszkańców Grodna. Wzmianka o nim pojawiła się po raz pierwszy w 1128, w ruskiej kronice „Powieści minionych lat” Było kulturowym, handlowym i przemysłowym centrum krainy historycznej na terenie dzisiejszej Białorusi, zwanej Czarną Rusią. Na przestrzeni wieków znajdowało się pod panowaniem Litwinów, Rusinów, Krzyżaków, Polaków, Rosjan, Francuzów, Niemców.

Pod koniec XIII wieku rozpoczęły się najazdy krzyżackie, które nękały Grodzieńszczyznę aż do bitwy pod Grunwaldem w 1410 roku. Na zamku w Grodnie Kazimierz Jagiellończyk zgodził się przyjąć koronę polską od rycerstwa małopolskiego. Pomiar miasta z 1558 wykazał w mieście 35 ulic i place z 700 domami.

Przez wiele lat mieszkał w nim król Stefan Batory. Okres jego pobytu mieszkańcy określali jako „złote lata” miasta. Podczas wojny polsko-rosyjskiej (1654-1667) zniszczyły go wojska rosyjskie. Po odbudowaniu sejm w 1673 uchwalił, że co trzeci sejm walny Rzeczypospolitej będzie odbywał się w Grodnie tzw. sejmy grodzieńskie. Decyzja ta spowodowała powstanie w mieście i okolicach wielu pałaców i dworów szlacheckich.

W 1708 Grodno zniszczyli Szwedzi, po nich w 1753 miasto strawił pożar. Dopiero w latach 1765–1780 nastał czas zwany „Holandią kwitnącą” za sprawą powstania 50 manufaktur różnego typu (m.in. produkującą sukna, świece woskowe, powozy królewskie, kapelusze). Założony został Królewski Ogród Botaniczny, będący pierwszym polskim ogrodem botanicznym. Rozwój miasta zatrzymał kolejny wielki pożar śródmieścia w 1782 roku, a w 1793 na Dolnym Zamku, odbył się niesławny sejm grodzieński, który zatwierdził II rozbiór Polski.

30 września 1794 do Grodna przybył Tadeusz Kościuszko na czele wojsk powstańczych, jednak po upadku insurekcji kościuszkowskiej miasto ponownie opanowali Rosjanie. W dniu 25 listopada 1795 na Zamku abdykował król Polski Stanisław August Poniatowski. Przez cały okres zaborów było ważnym ośrodkiem ruchu narodowowyzwoleńczego.

W okresie I wojny światowej było okupowane przez Niemców, od W 1921 na podstawie Traktatu ryskiego oficjalnie weszło w skład II Rzeczypospolitej. Po II WŚ po konferencji jałtańskiej, mimo rozpaczliwych apeli wielu mieszkańców, definitywnie utraciliśmy Grodno na rzecz ZSSR.

W lipcu 1944 stało się częścią ZSRR i pozostało nią aż do jego rozwiązania w 1991. Obecnie znajduje się w składzie Republiki Białorusi. Jest ważnym ośrodkiem przemysłowym.

W Grodnie po zakwaterowaniu w hotelu „Siemaszko” udaliśmy się pieszo na pożegnalną kolację do restauracji w centrum miasta. Po drodze mijaliśmy miejsca i obiekty które następnego dnia będziemy zwiedzać np. polską katedrę.
Zapadał zmrok gdy dotarliśmy na miejsce.

Zaskoczyła nas bogata oferta dań, składająca się z miejscowych przysmaków. Nie sposób było zapamiętać wszystkich ich nazw. W dobrych humorach wróciliśmy do hotelu, aby wypocząć przed czekającymi nas w następnym dniu niespodziankami.

Po śniadaniu spotkaliśmy się z naszą miejscową przewodniczką Swietłaną Słowik, mającą polskie korzenie, która opowiadała nam o życiu mieszkańców miasta i Białorusi.
Przechodzić można na emeryturę w wieku 58 lat – kobiety, 62 lata-mężczyźni. Nie jest ona wysoka, w przeliczeniu to 100 – 170 euro. Najwyższe zarobki i co się z tym wiąże emerytury mają wojskowi a najniższe nauczyciele, naukowcy. Sytuacja wydaje się bez perspektyw, więc ludzie wyjeżdżają na Zachód.

Dobre warunki stworzono jednak dla rodzin z dziećmi. Mają duże ulgi, dobre warunki mieszkaniowe i kredytowe. Dla matki opiekującej się dziećmi dodatek równowartości 170 euro. Oprócz tego w szkole dzieci korzystają z bezpłatnego wyżywienia, co w sytuacji drogiej żywności jest znaczącą pomocą dla rodziny.

Rolnicy indywidualni nie mogą kupić ziemi , natomiast mogą ją wziąć w tzw. arendę. Jeśli jednak ktoś ją zaniedbuje lub nie uprawia płaci karę.

W mieście jest wiele śladów komunizmu. Monumentalny pomnik Lenina stoi na Placu Tyzenhauza, natomiast pomnik Żołnierzy Polskich z 1920 roku zlikwidowano. Widać też stojący na honorowym miejscu, w samym centrum ronda czołg T34 z lufą skierowaną na Zachód. Istnieje ulica Gorkiego długości 4 km. z domami wg planów Chruszczowa, chociaż żaden z nich nie był związany z historią miasta.

Dzień był słoneczny, ale chłodny i wiał zimny wiatr. Spacerując pięknymi alejkami parku, w którym na ławeczkach umieszczono postacie z różnych epok doszliśmy do ulicy Elizy Orzeszkowej, na której znajduje się replika XIX wiecznego domu i pomnik polskiej pisarki. Drewniany budynek jest kopią oryginalnego domu rozebranego po II wojnie światowej.

Zatrzymaliśmy się chwilę i Swietłana opowiadała nam o faktach z jej życia o których nie uczono nas w szkole i o których nie wiedzieliśmy. Wielka polska pisarka była skandalistką, którą można nazwać pierwszą polską feministką. Dwukrotnie w 1905 i 1909 roku był nominowana do nagrody Nobla.

Przy ulicy Orzeszkowej znajduje się również jeden z najpiękniejszych zabytków Grodna, pochodzący z początków XX w. – Sobór Pokrowski (nazywany również Soborem Przenajświętszej Bogarodzicy lub Cerkwią Opieki Matki Boskiej).

Już z daleka zwraca na siebie uwagę nietypową różowo-białą elewacją i ciekawą architekturą. Został wzniesiony w 1907 r. ku czci żołnierzy poległych w wojnie rosyjsko-japońskiej.

Z zewnątrz prezentowała się wspaniale, dlatego byłam bardzo ciekawa jak wygląda w środku. Miałam nadzieję, że wnętrze równie będzie wspaniałe. Rewelacji nie było. Kolumny oddzielające są w kolorze ekri, sufitu nie zdobią freski lecz jest pomalowany jasnoniebieską farbą, a ikonostas ubogi. Jedynie co przykuwa uwagę to ciekawa posadzka.

Po jej zwiedzeniu udaliśmy się w dalszą drogę już autokarem. Malownicza trasa wzdłuż Niemna prowadziła do Zamków i uroczej starej Cerkwi Borysa i Gleba.

Idąc w kierunku XII w. cerkiewi Św. Borysa i Gleba, minęliśmy monumentalny kamień upamiętniający obrońców miasta przed Krzyżakami.

Sama cerkiew została zbudowana na terenie pogańskiego uroczyska Kalożań. Jest najstarszą cerkwią prawosławną w Grodnie, równocześnie jedynym zachowanym zabytkiem architektury staroruskiej sprzed najazdu mongolskiego na zachodniej Białorusi oraz jedną z najstarszych zachowanych prawosławnych świątyń w Europie północnej.

Była wielokrotnie niszczona i odbudowywana. Ma niejednorodną strukturę, gdyż w XIX w. doszło tu do osunięcia się ziemi, podczas którego zawaliła się niemal połowa świątyni. Drewniane ściany i dach są efektem odbudowy. Na zewnątrz widać wyraźnie pozostałości starych murów.

Z daleka jej elewacja robi wrażenie szarości, jednak im bliżej się do niej podchodzi zmienia kolor na czerwonawy, nadawany przez cegły z której jest zbudowana. Między cegłami znajdują się obrobione duże polne kamienie. Dekoracje zewnętrznych ścian stanowią ceramiczne płytki ułożone w krzyże.

Zarówno rozmieszczone na ścianach nieliczne ikony jak i skromny ikonostas idealnie pasują do surowego wnętrza tej starej cerkwi. Ciekawostką są umieszczane w ścianach i sklepieniach średniowieczne „głośniki” – tzw. garnki akustyczne poprawiające akustykę świątyni.

Obok starej cerkwi ale nieco wyżej jest kolejna cerkiew.Jest dużo młodsza i nosi nazwę taką samą jak ta XII wieczna – Borysa i Gleba.

Po obejrzeniu świątyń udaliśmy się na wzgórze zamkowe na którym stoi pochodzący z końca XIV w. zamek królewski Stefana Batorego, zwany Starym Zamkiem. Był on miejscem sejmów I Rzeczypospolitej. Obecnie mieści się tu Państwowe Muzeum Historyczno-Archeologiczne. Na terenie zamkowego dziedzińca zachowały się pozostałości murów i fundamentów średniowiecznej cerkwi. Niestety był w remoncie, zagrodzony i nie można było wejść. Ze wzgórza zamkowego rozciąga się piękny widok na rzekę Niemen.

Natomiast weszliśmy na dziedziniec Nowego Zamku (Pałacu Królewskiego) wzniesionego w połowie XVIII w. za czasów panowania króla Augusta III. Był letnią rezydencją królów Polski i wielkich książąt litewskich. W 1793 r. odbył się w nim ostatni sejm Polski szlacheckiej. To w nim został podpisany traktat rozbiorowy Polski.

Poniżej wzgórza zamkowego znajduje się pochodzący z początków XX wieku budynek straży pożarnej – remiza. Figurka strażaka na dachu wieży strażackiej wskazuje skąd wieje wiatr, a frontową ścianę zdobi fresk przedstawiający strażaków w różnych uniformach. Niektórzy weszli do środka gdzie znajdują się wozy strażackie, kilka dziewiętnastowiecznych.

Idąc uroczymi uliczkami Grodna w kierunku Katedry św. Franciszka Ksawerego część z naszej grupy robiła po drodze zakupy w znanej w Grodnie drogerii. Weszłam do środka by zobaczyć co jest w ofercie. Nie było nic czego nie można byłoby dostać w polskich sklepach. Pozostali korzystając z przerwy fotografowali ciekawe miejsca.

Doszliśmy do rozległego placu przed katedrą to plac Sowiecki. Często odbywają się na nim koncerty lub organizuje się tu niewielkie bazary. Gdy byliśmy na części placu znajdowało się kilkanaście stoisk z pamiątkami dla turystów. Typowe „mydło i powidło”.

Niedaleko znajdowała się wysadzona w powietrze przez komunistów w 1961 gotycka świątynia fara Witoldowa (główny kościół parafii).

Miałam możliwość zobaczenia stojącej przy placu kamienicy w której mieszkał sławny kat ludności polskiej podczas powstania styczniowego generał-gubernator Murawiew (wieszatiel). Przydomek „Wieszatiel” związany jest prawdopodobnie ze zbiorowymi pokazowymi egzekucjami, które nakazywał, a w niektórych brał udział. Zastosował niespotykane dotąd represje poprzez stosowanie zasady odpowiedzialności zbiorowej. Zapytany o to, czy „według niego Polacy mogą być dla Rosji pożyteczni?, odpowiedział: „Tak, powieszeni”.

Masowo więził podejrzanych o sprzyjanie powstaniu styczniowego, tych, których uznawał za nie dość lojalnych, kierował na zsyłkę. Palił całe wsie za pomoc powstańcom, a mieszkańców wysyłał na Syberię. Konfiskował majątki tym którzy sprzyjali powstaniu styczniowemu. Wystarczyło podejrzenie o pomocy powstańcom by otrzymać nakaz sprzedaży w ciągu 2 lat majątku Rosjanom. Na majątki szlacheckie nałożył kontrybucję w wysokości 10% ich wartości i bezwzględnie ją egzekwował. Szlachtę zmusił do skierowania wiernopoddańczego listu do cara Aleksandra II. Zmusił hierarchię kościelną do publicznego potępienia powstania. Różnym rodzajom represji poddano około 10 tys. osób (powieszono, zesłano na katorżnicze roboty, przymusowo wcielono do wojska, zesłano na Syberię, przesiedlono w głębi Rosji. Zsyłki i przesiedlenia wiązały się jednocześnie z konfiskatą majątków skazanych). Polacy mieli się władzy carskiej bać.

Główną ozdobą placu jest pochodząca z końca XVII wieku bazylika katedralna św. Franciszka Ksawerego. To jedna z największych barokowych świątyń na terenach dawnej Rzeczypospolitej: ma 60 m długości i 30 m szerokości.
Z daleka skupia uwagę jej wielkość i pomalowane na turkusowo kopuły i dach. Pierwotnie pokryte były dachówkami, ale z powodu nietrwałości zostały zastąpione blachą pomalowaną na czerwono.

Podchodząc bliżej widzimy obustronne schody prowadzące do wnętrza świątyni których zwieńczeniem jest wykonana z brązu przepiękna rzeźba Jezusa dźwigającego krzyż.

Po przekroczeniu progu zachwyca kolorystyką i kolorem wnętrze. Jest to efekt trwających sto lat prac wykończeniowych. Patrząc na przepiękny pochodzący z pierwszej połowy osiemnastego wieku ołtarz główny, wzrok zatrzymuje się mimo woli na wykonanych w Królewcu ołtarzach bocznych w których znajdują się obrazy z pierwszej połowy XVIII wieku.

Im bliżej podchodziłam do ołtarza głównego, tym bardziej uwidaczniało się jego piękno. Ołtarz jest dwukondygnacyjny. Każda kondygnacja składa się z rzędu kolumn, pomiędzy którymi ustawione są posągi świętych i apostołów. Pośrodku drugiej kondygnacji znajduje się figura Chrystusa. Całość spina umieszczona promienista gloria. Gdy przyglądałam się rzeźbom trudno było mi uwierzyć, że wykonane są z drewna.

W bocznym ołtarzu znajduje się ikona Matki Boskiej Kongregackiej. A na jednej ze ścian tablica upamiętniająca harcerzy pomordowanych podczas II wojny światowej.

Nad łukami arkad znajdują się freski, jednak są umiejscowione zbyt wysoko by z dołu zobaczyć co przedstawiają.

Z dużym zainteresowaniem przyglądałam się rokokowym konfesjonałom ozdobionych rzeźbionym ornamentem i intarsjami.

Ciekawy jest pomnik w kształcie smukłego obelisku, ku czci zasłużonego dla Grodna podskarbiego litewskiego Antoniego Tyzenhauza. Przedstawia naturalnych rozmiarów postać kobiecą ze złoconego brązu siedzącą na stopniach z szarego marmuru i składającą dwa liście palmowe. Pośrodku pomnika znajduje się medalion brązowy z reliefem Tyzenhausa, a pod nim tablica z napisem:
„ANTONI HR. TYZENHAUS, STAROSTA GRODZIEŃSKI, PODSKARBI W. KS. L., UR. 1733 – 1785. MARJA Z HR. TYZENHAUSÓW ALEKSANDROWA HR PRZEŹDZIECKA, SPEŁNIAJĄC WOLĘ OJCA I BRATA, POMNIK TEN WZNIOSŁA”.
Nie jest on jednak tu pochowany, jego szczątki spoczywają w podziemiach kościoła w Żołudku.

Po wyjściu ze świątyni Swietłana zaproponowała nam zwiedzenie małego Muzeum Farmacji które znajduje się w najstarszej aptece na terenie Białorusi, aptece jezuickiej. Budynek w którym się ona mieści zbudowany został na początku osiemnastego wieku i przylega do kościoła.

Została założona w 1687 roku ma bogatą historię. Początkowo służyła mnichom oraz uczniom i wykładowcom grodzieńskiej szkoły. Przygotowano w niej leki na bazie dziko rosnących ziół i roślin hodowanych w specjalnie w tym celu założonych ogrodach położonych przy aptece. Po III rozbiorze Polski została sprzedana prywatnym właścicielom, następnie po włączeniu miasta w skład ZSSR w 1939 r. upaństwowiona.

W czasie okupacji niemieckiej znaczna część pracowników apteki została zamordowana przez Niemców jako „nieczysta rasowo”. Po powrocie Grodna do ZSRR została ograbiona z kosztownych i zabytkowych mebli oraz urządzeń, a sam budynek przekształcono w magazyn aptekarski, następnie w salon meblowy i dom nauczyciela.

W niepodległej Białorusi budynek przekazano w dzierżawę pod warunkiem przekształcenia budynku w Muzeum.
Wchodząc do niej myślałam, że jest to typowa apteka, a Muzeum Farmacji znajduje się na piętrze, jednak zaskoczyło mnie to, iż składa się ona z dwóch pomieszczeń. W pierwszym jest typowa apteka w której sprzedaje się leki, należy przez nie przejść i wejść do drugiego pomieszczenia. To w nim znajduje się ta mini muzeum. Na półkach i w gablotach znajdują się różne naczynia, sprzęt aptekarski, stare recepty, leki z ubiegłych stuleci, opakowania na leki, zielniki czy historyczna lada. Były też zdjęcia i dokumenty z polskimi nazwiskami świadczącymi o historii apteki. Niektórzy z nas (w tym i ja) dokonali w starej aptece zakupów, balsamów i mydełek sporządzonych wg starych receptur.

Kończył się nasz czas pobytu w Grodnie ze smutkiem opuszczałam to piękne miasto. Jeszcze tego samego dnia późnym wieczorem będziemy w Polsce, w domu.

Czekało nas jeszcze przekroczenie granicy białorusko-polskiej w związku tym byłam pewna obaw, mając w pamięci to jak wyglądało przekroczenie granicy łotewsko-rosyjskiej. Muszę przyznać, że niepotrzebnie się niepokoiłam. Oprócz długiego oczekiwania na odprawę mimo, że byliśmy jedyną grupą na granicy nic specjalnego się nie wydarzyło.
Dużym zaskoczeniem był dla nas sklep wolnocłowy, pełen wspaniałych trunków z całego świata po atrakcyjnych cenach. Niektórzy z nas mogli się nieźle zaopatrzyć.

Po przekroczeniu granicy nieoceniona Pani Bożenka jak zwykle opowiada nam ciekawostki historyczne i przyrodnicze związane z mijanymi miejscami. Bardzo ciekawie opowiadała o ptaku batalionie żyjącym w tych rejonach.

Pani Grażynka, inicjowała modlitwy, a na koniec zaskoczyła nas pięknym śpiewem. Okazało się ,że ma piękny ,operowy głos. Dużą radość sprawiła nam napisana przez mjr rez. Jarosława Walińskiego rymowanka, która w dowcipny sposób opisywała naszą podróż i uczestników. Po zakończeniu autor otrzymał huraganowe brawa.

Mijając Sokółkę, Lipsk. Kanał Augustowski dotarliśmy do Ełku. Jadąc jego ulicami na obiad w pewnym momencie zobaczyliśmy na ścianach budynków przepiękne patriotyczne murale.

Na zakończenie swoje refleksje przedstawili Państwo Gwiazdowie.

Pan Andrzej: „Byliśmy zawiedzeni, tym, że tak mało liczna była publiczność. Trzeba przyznać, że konsul wywiązał się z zadania na medal. Przyjechał z całą świtą z Moskwy, ale z Polski była tylko nasza wycieczka. Wydaje mi się, że jest to brak organizacji. Co roku kluby Gazety Polskiej robią wielki wyjazd na Węgry, natomiast w Smoleńsku nie było poza konsulem i jego świtą nikogo, i gdyby nie nasza wycieczka to byłyby pustki”

Pani Anna: „Ja myślę, że nasza obecność w Smoleńsku jest bardzo ważna dlatego, że widać jak to miejsce w którym zginęła elita państwa polskiego jest coraz bardziej zapuszczane i zniekształcane. Jeżeli nie będziemy tam obecni, to maskirowka która w tej chwili jest, jest już porażająca. Dlatego myślę, że jeśli nie można tego w inny sposób odzyskać, to przynajmniej być tam i dopominać się o to”

Mam nadzieję, że te słowa spowodują refleksję u rządzących i szefach klubów Gazety Polskiej. Smoleńsk i Katyń to miejsca które tragicznie wpisały się w kod naszej historii i kod naszej kultury. Rządzący powinni ze wszystkich sił wspierać wyjazdy Polaków, a zwłaszcza młodzieży do tych tragicznych miejsc, by naocznie zapoznali się z historią jak to ma miejsce w przypadku izraelskiej młodzieży i ich przyjazdu do Oświęcimia. Mam nadzieję, że kluby Gazety Polskiej rozpropagują wyjazdy do Smoleńska i Katynia jak to ma miejsce w przypadku Węgier.

Jadąc ubywało nas po drodze. Dwóch uczestników naszej wycieczki Jan Jankowski i Krzysztof Siuciak – reporter, który dokumentował nasz wyjazd opuściło naszą grupę w Ełku. Pani Grażynka pożegnała nas w Olsztynie. Ale miejmy nadzieję, że się znów spotkamy. Nieoceniony szef klubu Gazety Polskiej ze Starogardu Gdańskiego Pan Sebastian na pewno coś wymyśli.

Chciałam szczególnie podziękować organizatorom za ten piękny patriotyczny wyjazd Panu Sebastianowi Kucharczykowi, Pani Justynie Nadolskiej i tym wszystkim, którzy im pomagali.

Państwu Joannie i Andrzejowi Gwiazdom za to że zaszczycili nas swoją obecnością. Pani Bożence przewodniczce za profesjonalne prowadzenie naszej grupy i ciekawe opowiadania. Panu Jarkowi Walińskiemu za piękne wiersze. Panu Krzysztofowi Siuciakowi – reporterowi i reżyserowi za piękny profesjonalny film z naszej podróży. Kierowcom za bezpieczną jazdę i wam wszystkim moi Kochani za miłe towarzystwo.

Do ponownego spotkania na turystycznym szlaku.

Foto: Liliana i Zdzisław Borodziuk, Andrzej Motylski