Świt. Mgła i nieśmiałe promienie słońca nad Wisłą. Na zakręcie zauważam, że mignęła lampka oleju. Często się to zdarza. Wiadomo, stara Toyota. Gonię na stację. Mijam Orlen. Ma niewygodny zjazd, trzeba zawrócić na rondzie. Dalej jest Lotos.

Wbiegam na stację, kieruję się ku półce z olejem. Tzn zawsze tam był olej. Teraz chipsy. Patrzę obok – orzeszki, prasa, dwie lodówki z piwem, i kilka półek alkoholu. W kącie jest! Stoi olej! Litrowy…

– Chciałbym kupić dużą butelkę oleju – mówię do Miłej Pani.
– No stoi przecież- odpowiada Miła Pani.
– To płyn do spryskiwaczy
– A to do sklepu musi Pan się przejść. Tam, widzi Pan? Pan tam zapyta.
– Dziękuję, zawsze kupowałem olej na stacji, pojadę na Orlen. Żegnam.

Pędze z powrotem na Orlen. Wbiegam na stację. Jest promocja. 4 litry plus 0.5 a do tego płyn do spryskiwaczy. Szarpie towar i prawie zrzucam cały rząd butelek. Zapięte na lince jak rower przy słupie. Staje w gigantycznej kolejce do kasy. Jest 7 rano. Co tu się dzieje?

– Zapiekanka!! Jakie sosy?
– Ten pan jest chyba w toalecie!
– Parówka czy kabanos?
– Kabanos
– Ale jest zimny
– Poczekam, mam czas

Boże… ale ja nie mam… Wreszcie moja kolej.

– Olej poproszę
– Który dystrybutor?
– Nie, nie, w butelce. Ten tam
– Ach to trzeba odpinać
– Ano trzeba
– Pan poczeka – pani woła kolegę- Jasiu weź obsłuż Pana
Pan walczący z zapiekanką powoli wykłada towar- już idę.

– Słucham?
– Olej poproszę, ten tam, wiem, przypięty
– To nic, mam na zapleczu- uśmiechnięty Miły Pan przepadł w czeluściach zaplecza. Wraca. Stawia butelkę.
– Ale ja chciałem skorzystać z Waszej promocji – wiem, wyraźnie marudzę – tam jest pół litra więcej i płyn..
Przeszyło mnie spojrzenie typowe dla źle opłacanych, przemęczonych pracowników.
– Ale odpinać trzeba… – wyszeptał a w tle rozległo się złowieszcze – Z meksykańskim czy czosnkowym!!??

Jak to leciało? Murarz piecze chleb…

Autor: Wojciech Pokora