Fałszywka w postaci „nowych stenogramów” wrzucona do mediów tuż po świętach przez wyznawców sekty pancernej brzozy wcale nie świadczy o jakiejś starannie przygotowanej ofensywie uczestników zbrodniczego smoleńskiego spisku, ale o panującej tam panice, chaosie i kompletnie rozregulowanych emocjach spowodowanych narastającym strachem. Strachem wywołanym między innymi książką Jurgena Rotha oraz publikacjami niemieckiej prasy zapoczątkowanymi przez „Bild”. Mówi się tam już otwarcie o zawiązanym polsko-rosyjskim spisku, który dokonał w Smoleńsku zamachu.

Wszyscy ci, którzy dążą do ujawnienia prawdy i ukarania osób odpowiedzialnych i współodpowiedzialnych za zamach muszą w obliczu zaistniałej sytuacji zachować zimną krew i trzeźwe myślenie, tym bardziej, że właśnie tej zimnej krwi i trzeźwego myślenia zaczyna brakować zdrajcom.

Tę wrzutkę służb śmiało można określić jako raport Anodiny II. Podczas ogłaszania tego pierwszego Tusk uciekł w Dolomity. Teraz wyemigrował do Brukseli. Ci, którzy mu dzisiaj zazdroszczą kariery nie rozumieją jednego. Ten uwikłany w narodową zdradę i zbrodnię człowiek już do końca swoich dni będzie tylko uciekał. Miejmy nadzieję, że kiedyś wolna Polska sprowadzi go tu nad Wisłę i sprawiedliwie osądzi.

Smoleńsk jest w stanie zdetonować wielki ładunek wybuchowy, który wysadzi w powietrze tę całą III RP. Oni o tym wiedzą. Oczywiście nie mam tu na myśli tylko przedstawicieli władzy i służącej jej prokuratury. Tak się złożyło, że zakładnikami smoleńskiej zbrodni stali się także salonowi dziennikarze, niemal wszystkie powołane po 1989 roku „autorytety”, a także cała armia tak zwanych ekspertów, celebrytów i komediantów nazywanych artystami, którzy przewijali się przez media i uwiarygodniali wersję zamachowców. Oczywiście przyjdzie taki czas, że część tych ludzi będzie biło się w piersi, kajało i przysięgało, że ulegli kłamliwej propagandzie podobnie jak spora część polskiego społeczeństwa, ale nie będzie to tłumaczenie wiarygodne.

W przypadku smoleńskiego zamachu wystarczyło kierowanie się zwykłym chłopskim rozumem, a nie fałszywego „mędrca szkiełkiem i okiem”.

Każdy, kto nie ma już 12 lat i kręconych loczków wie, że w cywilizowanym świecie wszelkie spekulacje dotyczące przyczyn katastrof lotniczych toczą się krócej lub dłużej, ale tylko do momentu odnalezienia i odczytania czarnych skrzynek. Historia nie zna przypadku, aby po ich odnalezieniu przez długie pięć lat trwało ich odczytywanie i publikowanie kolejnych kłamliwych i wykluczających się nawzajem wersji stenogramów. Historia nie zna też przypadków, kiedy tuż po lotniczej katastrofie na miejsce zdarzenia zamiast specjalistów i profesjonalnych służb wysłano by archeologów, a z takim przypadkiem mieliśmy do czynienia w przypadku smoleńskiej katastrofy.

Kontynuując mój smoleński cykl artykułów chcę przypomnieć dzisiaj Czytelnikom propagandowy zabieg, którego celem było uspokojenie opinii publicznej wstrząsanej mnożącymi się doniesieniami o kolejnych szczątkach odnajdywanych na miejscu zdarzenia już po tym jak obecna premier Ewa Kopacz dopuściła się dwóch potwornych, obrzydliwych i nieludzkich kłamstw przemawiając z trybuny sejmowej tymi słowy: Z wielką uwagą obserwowałam pracę naszych patomorfologów przez pierwsze godziny. Pierwsze godziny nie były łatwe i to państwo musicie wiedzieć. Przez moment nasi polscy lekarze byli traktowani, jako obserwatorzy tego, co się dzieje. To trwało może kilkanaście minut, a potem, kiedy założyli fartuchy i stanęli do pracy razem z lekarzami rosyjskimi, nie musieli do siebie nic mówić. Wykonywali jak fachowcy swoją pracę, z wielkim poszanowaniem ofiar tej katastrofy […] Dziś wiem, że dotrzymaliśmy słowa. Dotyczy to nie tylko sprawy ciał, które trafiły, jak państwo wiecie, jako ostatnie na nasze lotnisko w liczbie 21 bodajże w piątek, bo najmniejszy skrawek został przebadany. Gdy znaleziono najmniejszy szczątek na miejscu katastrofy, wtedy przekopywano z całą starannością ziemię na głębokości ponad 1 m i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny. Każdy przebadany skrawek został przebadany genetycznie. Dlatego jest ta dzisiejsza informacja i to, co się dzieje na tej sali – szczera rozmowa z państwem. Szczególnie wam, bo wy prosiliście o tę informację, chcielibyśmy przekazać, że z pełną starannością zabezpieczyliśmy wszystkie szczątki, jakie znaleziono na miejscu wypadku.

Dzisiaj wiemy już, że nie tylko nikt starannie nie przesiewał i nie przekopywał ziemi na metr w głąb. Okazało się także, że przy sekcjach zwłok nie asystowali polscy lekarze i patomorfolodzy. Mało tego, polskiego lekarza ani patomorfologa nie było przy sekcji zwłok śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Autorka tych podłych smoleńskich łgarstw zastąpiła na stanowisku zbiegłego do Brukseli swojego pryncypała i byłego premiera Tuska. Kopacz jako szefowa rządu to wymowny symbol upadku III RP. Osoba tego pokroju w poważnym państwie nie mogłaby sprawować żadnej funkcji publicznej. Mam pomysł gdzie mogłaby zarabiać na wikt i opierunek, ale z ostrożności procesowej tego nie napiszę. Z resztą publiczne szalety są już dzisiaj rzadkością.

Ale wróćmy jeszcze do dawno zapomnianego już wątku archeologów. To właśnie piękną obywatelską inicjatywę tego środowiska z prof. Markiem Dulniczem na czele postanowiła propagandowo wykorzystać władza chcąc uspokoić nastroje społeczne. Oczywiście udawano, że archeolodzy mają zapalone zielone światło. Przypomnijmy historię tej wyprawy.

PAP, 5 maja 2010r.
Tusk powiedział, że chce, aby na tym obszarze mogli pracować polscy archeolodzy. „Po to, aby rzeczywiście już w sposób tak skrajnie profesjonalny przeszukać każdy fragment terenu, gdzie mogłyby się znaleźć fragmenty samolotu lub przedmioty, które pozostały po ofiarach” – tłumaczył premier. Dodał, że nie wyobraża sobie, aby Rosjanie się na to nie zgodzili. Zapowiedział jednak, że jeśli zasygnalizowane zostaną mu jakiekolwiek problemy, będzie interweniował.

IAR, 05 maja 2010 r.
„Minister w Kancelarii Premiera Michał Boni poinformował, że do Smoleńska pojedzie grupa kilku archeologów z Polski, by przeprowadzić prace na miejscu katastrofy. Naukowcy mają za zadanie zabezpieczyć przedmioty pozostałe po rozbitym samolocie.
Michał Boni tłumaczył, że z podmokłego terenu pod Smoleńskiem cały czas na wierzch wychodzą przedmioty, zatopione tam w chwili katastrofy. Minister dodał, że grupa archeologów będzie gotowa do wyjazdu w przyszłym tygodniu, a prośba o zgodę na ich prace została już przekazana Rosjanom. W pierwszym etapie archeolodzy spędzą około 10 dni pod Smoleńskiem, lecz najpewniej nie będzie to ich jedyny wyjazd.”
– „Profesjonalnie, fachowo, z użyciem odpowiednich narzędzi cały ten teren można przebadać szukając wszystkich pozostałości – zaznaczył minister oceniając projekt archeologów z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN i Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.”

Polska Kurier Lubelski, 6 maja 2010 rok
„Szef kancelarii premiera Michał Boni informował, że do Smoleńska wybierają się archeolodzy z Lublina w celu zbadania szczątków w miejscu katastrofy prezydenckiego samolotu. Jednak naukowcy nic o tym nie wiedzą.
Katarzyna Mieczkowska-Czerniak, rzecznik prasowy UMCS zaprzecza, aby do Smoleńska wybierała się ekspedycja archeologów z UMCS. – Archeolodzy nigdzie się nie wybierają. Nic o tym nie wiem – poinformowała rzeczniczka.
O sprawie nic nie wie także prof. Andrzej Kokowski, dyrektor Instytutu Archeologii UMCS. Trudno w to uwierzyć, aby szef lubelskich archeologów nie wiedział nic o takiej ekspedycji.”

PAP, 10 maja 2010 r.
„W drugiej połowie tygodnia do Smoleńska wyjedzie grupa archeologów, która ma zbadać teren na miejscu katastrofy – poinformował minister w kancelarii premiera Michał Boni. Jest zapowiedź, że Rosjanie wyrażą na to zgodę. Boni powiedział w TVN24, że archeolodzy mają wyjechać „po uzyskaniu zgody strony rosyjskiej”. – Była nota dyplomatyczna w tej sprawie i rozmawiał minister (spraw wewnętrznych i administracji) Miller. Jest zapowiedź strony rosyjskiej, że zostanie to rozpatrzone pozytywnie – powiedział Boni.
– Jest poniedziałek, mam nadzieję, że w ciągu dzisiejszego, jutrzejszego dnia będziemy wiedzieli i w drugiej połowie tygodnia ekipa będzie gotowa – dodał.”

Wprost, 14 maja 2010r.
„Najpewniej jeszcze w piątek dojdzie do rozmowy telefonicznej Donalda Tuska z Władimirem Putinem – poinformował minister SZ Radosław Sikorski, który tego dnia rozmawiał przez telefon ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem.
„To była rozmowa przygotowawcza do rozmowy premierów, do której być może dojdzie jeszcze w dniu dzisiejszym” – powiedział Sikorski.Minister mówił, że z szefem rosyjskiej dyplomacji rozmawiał m.in. o przekazaniu Polsce zapisów z czarnych skrzynek z katastrofy samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem, co określił jako najpilniejszą sprawę, oraz o wyjeździe polskich archeologów na miejsce tragedii.”
Polskie Radio, piątek 28 maja 2010 r.
„Opóźnia się wyjazd polskich archeologów na miejsce katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. MSZ twierdzi, że powodem są kwestie prawne. Kancelaria premiera: naukowcy teraz mają sesję egzaminacyjną.”

Radio zet, 1 czerwca 2010r.
„Jest zgoda Rosjan na wyjazd polskich archeologów do Smoleńska – dowiaduje się Radio ZET. Polscy naukowcy mają przeszukać miejsce katastrofy prezydenckiego tupolewa. Wyjazd może dojść do skutku w drugiej połowie czerwca.
O tym, że archeolodzy planują taki wyjazd Radio ZET mówiło jako pierwsze. Teraz już wiemy, że mogą oni wyjechać w drugiej połowie czerwca.
Grupie archeologów będą towarzyszyć polski konsul i polski prokurator wojskowy. I to do nich będzie należała decyzja, co będzie należało zrobić z materiałami i szczątkami, które mogą być odnaleziona na miejscu katastrofy.”

6 czerwca w tragicznym wypadku samochodowym ginie wraz z żoną Grażyną pomysłodawca i szef wyprawy archeologów, pan prof. Marek Dulnicz, wicedyrektor Instytutu Archeologii i Etnologii PAN, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Super Expres, 11 czerwca 2010r.
„Jest szansa, że już 15 czerwca grupa polskich archeologów pojedzie badać miejsce katastrofy w Smoleńsku. Wyjazdu nie opóźni nawet niespodziewana tragedia – w minioną niedzielę w wypadku samochodowym zginął szef wyprawy prof. Marek Dulinicz (+43 l.).”

Radio Zet, PAP, 15 czerwca 2010 r.
„Polscy archeolodzy jak na razie nie wyjadą do Smoleńska, aby zbadać teren po katastrofie prezydenckiego samolotu – poinformowało Radio ZET. Polski rząd jeszcze nie podpisał umowy z naukowcami w tej sprawie.
Naukowcy byli gotowi do wyjazdu już dwa miesiące temu, ale blokuje ich brak umowy, która miała być podstawą ich działań.
W tej chwili przeszukanie miejsca katastrofy jest już niemożliwe z powodu bujnej roślinności, która wyrosła na tym terenie i utrudnia poszukiwania. Badania będą możliwe dopiero jesienią.”

Do tego momentu archeologom z całego świata nie przeszkadzały całe minione wieki, a nawet tysiąclecia. W przypadku Smoleńska na przeszkodzie stanęła bujna roślinność, która wyrosła dwa miesiące po katastrofie.
Na koniec wszystkim uwikłanym w zamach i wspierającym sektę pancernej brzozy ku przestrodze coś przypomnę. Otóż nawet w tak nieodległej przeszłości dochodziło do wydarzeń, których nikt nie był w stanie przewidzieć. Rosja już kiedyś chcąc ukryć swoją odpowiedzialność za zbrodnię przetrzymywała czarne skrzynki nie pięć, ale całe dziewięć lat. Było to po zestrzeleniu w 1983 Boeinga 747, należącego do Korean Air i wykonującego lot nr 007. Dopiero na fali przemian Borys Jelcyn w 1992 roku zwrócił je władzom Korei przyznając się tym samym do zbrodni. Tego samego roku na polecenie Jelcyna ujawniono „teczkę specjalną nr 1” dotycząca zbrodni katyńskiej.

Zapamiętajcie sobie zdrajcy i zbrodniarze, że jesteście zakładnikami Putina i musicie trzymać za niego kciuki oraz wznosić modły o jego zdrowie. Nie daj Boże, żeby go gdzieś zawiało, albo dostał katarku lub kaszelku. Z przerażeniem musicie obserwować, jak nietykalny i wyłączony spod krytyki w 2010 roku dyktator staje się dzisiaj wrogiem nr 1 wolnego świata. Jego koniec może być także waszym końcem. Czas pakować manatki i szukać azylu w Korei Północnej.

Mirosław Kokoszkiewicz

Artykuł opublikowano pierwotnie w Warszawskiej Gazecie.