Jak po kolejnym pomyśle naszego Ministerstwa myślimy, że właśnie osiągnęliśmy dno – to po jakimś czasie znowu znowu głośne pukanie od spodu i schodzimy parę metrów w mule.

Ministerstwo organizuje debaty, jak wykorzystać efektywniej budżet przeznaczony na nasze zdrowie. Po pierwsze zajrzeć do szaf i biurek w Ministerstwie, gdzie zalegają od wielu lat kolejne ekspertyzy, opinie i zdania ekspertów, mapy potrzeb zdrowotnych itepe, które były zlecane przez kolejnych urzędników Ministerstwa i zapłacone z naszych podatków. Zlecane były oczywiście w celu poprawienia efektywności działań MZ i NFZ oraz podległych im instytucji. Zajrzeć też można do archiwów sejmowych, bo tam też sporo tego, w końcu Biuro Analiz Sejmowych pracuje jak mróweczka. NIK też miałby sporo do powiedzenia, ale ich analizy już od dawna spoczywają w Ministerstwie – trzeba tylko znaleźć tego ciecia, który je przywiózł i schował do szafeczki.

Po drugie można zajrzeć do sekretariatu Ministerstwa i biura prasowego, gdzie uraczą Pana wiceministra setkami danych na temat już odbytych narad, spotkań, paneli dyskusyjnych, konsultacji społecznych i wszystkiego, o czym tylko zamarzył sobie Pan wiceminister. Bo to już wszystko było.

Po trzecie można sprawdzić ile pieniędzy przeznaczamy na ochronę zdrowia, ilu mamy pracowników na 1000 mieszkańców i porównać to z innymi krajami co najmniej w Europie. Warto też odwiedzić naszych sąsiadów w Czechach i zapytać jak oni to zrobili,że są o lata świetlne w reformie systemu opieki zdrowotnej w stosunku do nas, choć chyba my startowaliśmy z wyższego pułapu. A i do Belgów i Holendrów też warto zadzwonić i dopytać.

Po czwarte nieśmiało proponujemy, by zapytać u źródła, czy w Polsce mamy system elektronicznych danych pacjentów, który ułatwiałby diagnostykę i leczenie oraz zmniejszałby koszty świadczeń medycznych, szczególnie tych najdroższych np. badań obrazowych i inwazyjnych …… chociaż nawet tanie morfologie i transaminazy wykonane niepotrzebnie i dublowane też generują gigantyczne koszty w skali kraju.

Można też zobaczyć – po piąte – ilu ubezpieczonych nie zgłasza się na wizyty lekarskie, ilu przychodzi na SOR/AOS/POZ bez wskazań lekarskich, ile wynosi dopłata pacjenta do recept tzw. refundowanych i ilu nie kupuje z tego powodu leków lub też jak wygląda wycena świadczeń medycznych w stosunku do ich realnych kosztów. Itd, itd.

Ale to mnóstwo pracy, na którą przecież nikt w Ministerstwie czasu nie ma, bo zajęci są Bardzo Ważnymi Sprawami. Najprościej będzie wziąć doktorów w kamasze, skoszarować, dać racje żołnierskie, sort mundurowy akcji lato i akcji zima,łaźnię raz w tygodniu i zagonić do darmowej pracy na rzecz ubezpieczonych. A jak się będą skarżyć, to zwiększyć rację marmolady do śniadania. Do tego nadzorca w każdym gabinecie liczący czas przyjęć, by było „efektywnie”. Można też zrobić koszary w każdej poradni i szpitalu, by nie tracić czasu na dojazdy do pracy. Rodziną zajmą się pozostali poza koszarami bliscy i znajomi – będzie odpowiedni rozkaz – a jeśli oboje rodziców są lekarzami, to w domach dziecka też nie jest źle.

Uśmiech na twarzy Pana wiceministra dowodzi, że złapał w mig sens naszej ostatniej propozycji, która rozwiązuje teraz i w przyszłości wszystkie problemy Ministerstwa. Bo przecież wiadomo, że kolejne konsultacje, to tylko ucieczka do przodu i mydlenie oczu przed kolejnymi wyborami. Jak ktoś zada niewygodne pytanie, to będzie można odpowiedzieć, że tak, wicie rozumicie, macie rację obywatelu, ale …. wicie rozumicie trwają właśnie konsultacje, potem opracujemy wnioski i opinie, poczekamy na to co powie NIK, Komisja Sejmowa i Centrala NFZ, następnie zlecimy analizę .