W sieci zagotowało się po naszym wpisie… A więc kilka wyjaśnień! Facet organizował zbiórkę, która sama w sobie była sprzeczna z jakimikolwiek zasadami. W dodatku zakończył zbiórkę 22 lutego 2017 roku i nie miał czasu przelać kwoty na konto Sebastiana K. dla którego zbierał kasę? Zrozumcie to ludzie, że ten gość jaja sobie z Was tym oświadczeniem robi.

Kolejna sprawa, on się teraz tłumaczy na Facebook’u, że człowiek dla którego zbierał lub jego rodzina musi określić cel na, który przekaże zebrane środki. Trzymajcie mnie! Jak można organizować zbiórkę, która jest nie uzgodniona z osobą na konto której się zbiera kasę. Czyli de facto zrobił wszystkich w konia, bo nie zbierał na Seicento?

Mało tego, ten zbierający pieniążki w sieci, po zakończeniu zbiórki powinien zrobić przelew natychmiast po jej zakończeniu na konto Sebastiana K. (sprawcy wypadku z Oświęcimia), a wtedy nikt nie miałby pretensji.

Obecne tłumaczenie tego gościa jest skrajnie śmieszne i pokazuje jak wielka to była operacja. W mojej opinii nie była to żadna spontaniczna akcja… Czy może kasa miała iść na alimenty dla słynnego bojownika?

Jeszcze jedna uwaga, która wg niego w oświadczeniu jest argumentem przemawiającym za tym, że kasy nie przelał (sam się do tego przyznał), musi sprawdzić kto ma zapłacić podatek. Nie mam więcej pytań.

Jeśli uważacie, że wszystko jest w porządku i ten tekst był nie potrzebny, to życzę Wam dobrego samopoczucia. Moim skromnym zdaniem dopiero medialna akcja zmusiła, go do określenia, gdzie jest kasa ale nadal nie podał kiedy przekaże kasę Sebastianowi K. tylko ściemnia w internecie.