Kiedyś, dawno temu, zachwyciłem się płytą polskiego pianisty jazzowego Adama Makowicza pod tytułem Winter Flowers (Zimowe kwiaty). Słuchałem jej bardzo często z mojego pierwszego odtwarzacza kaset – walkmena, przegraną na sprzęcie mego Taty z winylowego krążka. Muzyka nieprawdopodobnie wirtuozowska, roziskrzona, zwiewna ale i momentami niezmiernie melancholijna. Często zastanawiałem się co Makowicz miał na myśli, nadając jej taki tytuł. Rzeźbione mrozem na szybach rozety i wzory? Pierwsze kwiaty, przebiśniegi, nieśmiałe krokusy? Nie mogłem tego wszystkiego jakoś z tą muzyką połączyć. Ale życie czasami potrafi rozwiązać zagadkę nieoczekiwanie, wręcz zaskakująco.

Zima tego roku nie dopisuje za bardzo. Jednak ostatnio powietrze drgnęło i kto wie czy nie nadejdzie fala bieli. Jadnak w Nadrenii, przełomie Renu – Rheingau, gdzie mieszkam, jest na ogół dosyć ciepło. Dociera tutaj zimą często łagodny wiatr znad Morza Śródziemnego, przekradając się szczeliną między Alpami, stąd też i tereny te tak dobre są pod uprawę wina, bo reńska wilgoć dostarcza im na okrągło wody a powulkaniczne gleby są żyzne w minerały.

Wybraliśmy się dzisiaj na spacer na położone powyżej doliny szczyty gór Taunus, jego nadreńskiej części, którą Hesja styka się z Palatynatem. Na górnych polanach pojawiła się przy lesie biel. Pomyślałem – czyżby śnieg? Nie.. jakież było moje zdumienie gdy biel ta okazała się pozamarzaną mglaną szadzią, wielkim oszronionym lasem opadającym w wietrze i wyściełającym ziemię. Widok był nieprawdopodobny, wśród lasu wisiała nadal gęsta mgła a gałęzie dosłownie uginały się pod opatulającym je szalem z wielkiej pozamarzanej w długie płatki wodnej pary. Gałązki drzew wyglądały jak gdyby znajdowały się w ciągłym ruchu, widać było na nich każdy podmuch wiatru, który delikatnie układał tę tkaninę na ich powierzchni, przyodziewając je w zimową szatę. Naturalny impresjonizm, a może nawet ekspresjonizm obrazów Vincenta Van Gogha przyszły mi od razu na myśl. Można było pomyśleć że te sploty lodowych warkoczy to krzaki przekwitającej bawełny. Wyjąłem mojego Olympusa i zrobiłem kilkanaście zdjęć. Winter flowers, zimowe kwiaty, białe rzeźby, misternie wyplecione na gałązkach przez parę wodną, lekki wiatr i delikatny mróz z płatków szklistego, cienkiego jak bibuła lodu, który z szelestem opadał, sypiąc się pod nasze nogi na drogę. Czyżby to te zimowe kwiaty, malowane i rzeźbione tak subtelnie przez naturę miał na myśli Adam Makowicz? Kto wie…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tekst i fotografie: Tomasz Trzciński