Do polskiej prokuratury trafiły właśnie zeznania kobiety, która utrzymuje, że w styczniu 2020 roku została zgwałcona przez „Gwiazdora TVP” w hotelu Parisel Palace w Klimkach pod Łukowem. – W tej chwili są tłumaczone – potwierdza moje informacje Agnieszka Kępka, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Ofiara była przesłuchiwana w Londynie przez oficerkę Interpolu. Kobieta zeznawała trzy razy. Pierwszy raz w komisariacie, dwa razy w domu. Jej zeznania są wstrząsające. Tymczasem mi udało się z nią porozmawiać. O ten wywiad zabiegałem ponad 2,5 roku. To nie będzie krótka rozmowa. Posługuję się –pseudonimem sprawcy wskazanego przez ofiarę, ponieważ śledztwo wciąż jest w toku.

PIĄTEK: GWAŁT

– Jak poznałaś „Gwiazdora TVP” [pseudonim stosowany przez autora]?

– Zobaczyłam go przy stole w Parisel Palace Hotel podczas zgrupowania do konkursu Miss Generation 2020. Był tam gościem specjalnym. Pierwszy raz zobaczyłam go, jak siedział przy stole z organizatorem konkursu, Pawłem Majewskim. Wyglądało na to, że się dobrze znali. Potem widziałam go na kolacji.

– Skąd jesteś?

– Mieszkam w Wielkiej Brytanii i w Niderlandach. Nie mówię po polsku, choć sporo rozumiem, bo mówię płynnie po rosyjsku. W 2020 roku przyjechałam do Polski na konkurs Miss Generation.

– Dlaczego chciałaś, żeby wezwano do ciebie lekarza?

– Po kolacji poczułam się źle. Chciało mi się wymiotować, serce szybko biło, brakowało mi powietrza. Poprosiłam Izabelę, chyba siostrzenicę Pawła Majewskiego, o wezwanie lekarza. Ta zaprowadziła mnie do miejsca, gdzie stał Paweł i powiedziała: „Zajmijcie się nią, ona źle się czuje i myśli, że czymś się zatruła.”

– Zamiast lekarza przysłali ci „Gwiazdora”?

– Wtedy podszedł do mnie „Gwiazdor TVP” i zapytał, co mi się stało. Dodał, że to on jest tu najważniejszą osobą, jest organizatorem tego wydarzenia, jest szefem tych wszystkich ludzi. Wszyscy którzy byli obok nas, w tym Paweł Majewski polecili, żeby się mną zajął. Wziął mnie wtedy pod rękę i poszliśmy w kierunku windy. Tam się na chwilę zatrzymaliśmy. Usiedliśmy przy stole. Próbowałam mu wyjaśnić, jak się czuję, a on mnie uspokajał.

– Rozumiałaś go?

– Mówił mieszanką angielsko-polsko-rosyjską. Nie zna dobrze angielskiego. Próbowałam wyjaśnić mu, że źle się czuję. Zasugerował, że lepiej byłoby gdybyśmy poszli do jego pokoju i tam wyjaśniłabym mu dokładnie, co mi dolega. Czasami myślę, że to moja wina, że poszłam z nim tam. Miał największy pokój z nas wszystkich. Był na górze, nie pamiętam na którym piętrze.

– Ktoś ci powiedział kim on jest?

– Nie miałam wtedy pojęcia. Znałam tylko jego imię. Nie wiedziałam, że jest gwiazdą telewizji. Kiedy weszliśmy do pokoju stał się zupełnie inny. Zaczął mnie dotykać. Powiedziałam mu, żeby tego nie robił, że się nie znamy. Zaproponował mi drinka. Powiedziałam, że w ogóle nie piję alkoholu. Wtedy zaczął mnie pytać, czemu źle się czuję, dlaczego jestem blada i się nie uśmiecham. Szybko przeszedł też do pytań o moje życie prywatne. Czy mam męża i dzieci. Powiedziałam, że mam dwójkę dzieci: córkę i syna. Zapytał też o ich wiek, ale nie chciałam mu o nich opowiadać. Wtedy zmienił temat i zaczął mówić o sobie. Po około 20 minutach pobytu w pokoju ktoś zaczął pukać do drzwi. Jakaś kobieta. Wydaje mi się, że któraś z pracownic tego konkursu. Kiedy on nie otwierał zaczęła krzyczeć: „Otwórz drzwi! [pada imię „Gwiazdora TVP”]”. Poprosiłam, żeby otworzył, ale on powiedział żebyśmy udawali, że nas tam nie ma i byli cicho. Potem zaczął dobijać się jakiś mężczyzna, ale on wciąż nie otwierał. Wtedy rozdzwonił się jego telefon. To pewnie ci sami ludzie próbowali się z nim skontaktować. Wtedy też wyznał, że on nie zna tych ludzi i nie jest zainteresowany tym konkursem. Zaprosił go Paweł Majewski.

– Jak wyglądał jego apartament?

– W pokoju było bardzo dużo porozrzucanych ubrań. Nie było gdzie usiąść, dlatego „Gwiazdor TVP” zaproponował, żebym usiadła w sypialni, na jego łóżku. Powiedziałam, że nie chcę iść z nim do sypialni. On zaczął przekonywać, że to dobry pomysł i że byłoby lepiej, żebym nie wychodziła tego dnia już z jego apartamentu. Obiecał też, że następnego dnia zawiezie mnie na lotnisko. Zapewniał, że chce o mnie zadbać i dopilnować, by nic mi się nie stało. Wtedy zapytałam czemu nie wezwą lekarza. Powiedział, że lekarz jest niepotrzebny, bo wszystko jest w mojej głowie i że po prostu jestem zmęczona. Powiedziałam, że mam alergię pokarmową na niektóre produkty i że może mi się coś stać. Powoli jednak robiłam się spokojniejsza. Nagle on zaczął ściągać z siebie ubranie, bo mówił, że robi mu się gorąco. Zauważyłam wtedy dużą szramę na jego brzuchu. Zapytałam, co mu się stało. Wtedy zaczął mówić po polsku. Powiedział, żebym się tym nie przejmowała, bo to ślad z jego poprzedniego życia. Mówił, że nie ma żony. Mówił też, że pisze książki, albo wydaje. Nie zrozumiałam tego. Mówił, że nie lubi mieszkać w Polsce, bo ludzie go zaczepiają na ulicy. Tłumaczył, że chcą się go pozbyć.

– Myślisz, że był pod wpływem alkoholu?

– Nie wiem jak bardzo był pijany. Butelki z whisky i wódką w jego pokoju były opróżnione do połowy.

– Jak to się stało, że jednak znalazłaś się z nim w sypialni?

– Robiło się późno. Namawiał mnie żebym się położyła w jego łóżku. Wielokrotnie powtarzał, że mnie nie dotknie. Nagle zaczął być natarczywy, chciał robić rzeczy, na które się nie zgadzałam. Zaproponował, żebym położyła się po jednej stronie łóżka a on po drugiej. Potem przysunął się do mnie i zaczął opowiadać o swoim życiu. O tym, że nie jest szczęśliwy, opowiadał o swoim synu i że czuje się winny, bo dawno temu ich zostawił [rodzinę – przypis autora] i że czasami robi rzeczy, których nie powinien robić, ale nie potrafi się powstrzymać. Skończyłam psychologię, powiedziałam mu o tym i sugerowałam, żeby nie obwiniał się, że nie powinien myśleć o sobie w zły sposób. Potem, nie wiem jak to się stało, ale pocałował mnie. To był taki szybki pocałunek po czym się odsunął i powiedział, że robi się już późno i że może zostanę u niego. Za każdym razem przypominał, że nie tknie mnie palcem. Żegnał się na znak krzyża.

– Nie skończyło się na pocałunku?

– Byłam bardzo zmęczona, od pięciu dni prawie nie spałam. Jeszcze przez chwilę rozmawialiśmy, ale w końcu zaczęłam przysypiać. W pewnym momencie poczułam, że próbuje obrócić mnie na plecy i zaczyna mi zdejmować ubranie. Powiedziałam mu, żeby przestał, że nie chcę tego robić, że mam okres, że się nie znamy. Odpowiedział, że nie. Że musi to zrobić, że musi się ze mną kochać. Powiedział, że jest dorosłym mężczyzną, że potrafi się kontrolować, że nie skończy w środku, tylko na moim brzuchu. I to zrobił. W trakcie nie patrzyłam na niego, sparaliżowało mnie. Spytał czemu nie mówię mu, że go kocham. Chciał żebym w tym uczestniczyła, żebym okazywała mu sympatię. Kiedy skończył powiedział do mnie: „Słuchaj jesteś miłą i interesującą kobietą, ale nie podobasz mi się aż tak bardzo”. Mam wrażenie, że chciał żebym poczuła się źle ze sobą. Niby czemu miałabym chcieć być atrakcyjna dla kogoś, kogo nie znam i z kim nie chciałam uprawiać seksu.
Usiadłam pod ścianą przy łazience. Byłam naga. Dłonie miałam we krwi. Nie mogłam się skoncentrować. Zauważyłam na ścianie święty obrazek i zaczęłam się do niego modlić. Bałam się stamtąd wyjść, choć wiedziałam, że powinnam. Byłam w jakiejś wsi w środku lasu, a do tego zaczynałam podejrzewać, że mój pobyt w jego pokoju był zaplanowany z organizatorem konkursu. Bałam się, bo nie wiedziałam, co jeszcze „Gwiazdor TVP” może mi zrobić.

SOBOTA: ZATRZYMANIE

– Co on wtedy robił?

– Nie wiem, czy on spał czy czuwał, ale jak tylko próbowałam się ruszyć, pytał, co robię. W końcu około 5:00 czy 6:00 nad ranem powiedziałam mu, że muszę już iść. On się wtedy zdenerwował i zaczął na mnie krzyczeć mówiąc, że tyle razy mnie prosił żebym się uspokoiła. Potem wziął wszystkie moje rzeczy i rzucił mi w twarz. Powiedział wtedy: „Wyjdź, nie chcę cię już widzieć, nie słuchasz mnie, nie chcesz się uspokoić!”. Zbliżał się do mnie, zamachnęłam się i chciałam go spoliczkować, ale zrobił unik i uderzyłam ręką w ścianę. A ponieważ miałam ręce we krwi, znowu się wydarł, że pobrudziłam ścianę. Wzięłam swoje rzeczy i wyszłam. Zeszłam na dół i pierwsza osoba, którą spotkałam to, była recepcjonistka, która zapytała czemu znowu nie śpię tak wcześnie. Usiadłam w lobby i tak siedziałam. Po jakimś czasie podeszła do mnie Karina [uczestniczka konkursu – przypis autora] i zapytała czemu mam ręce we krwi. Powiedziałam, że nic się nie stało. Czułam, że nie mogę jej powiedzieć. Ona nalegała, ale ja powiedziałam, że wszystko jest w porządku.

– Widziałaś go jeszcze w hotelu?

– Tak. Po jakimś czasie zszedł na dół na śniadanie. Zachowywał się jakby nic się nie stało. Dosiadł się do niego Paweł Majewski, który musiał wiedzieć co się wydarzyło, bo przecież to oni wysłali mnie z nim do pokoju. Zresztą podsłuchałam fragment ich rozmowy. Nie zrozumiałam wszystkiego, ale „Gwiazdor TVP” mówił do Majewskiego, że to był jego pomysł. Domyślałam się, że mówi coś w stylu „Ty to zrobiłeś, ja nie chcę brać za to odpowiedzialności, sam rozwiąż ten problem.”

– Sądzisz że Majewski wiedział co się wydarzyło w nocy?

– Musiał to wiedzieć. On mnie z nim tam wysłał.

– To był ostatni dzień twojego pobytu w hotelu w Klimkach?

– Tak. Po śniadaniu kazano nam się wymeldować z hotelu. Zapytałam czy mogę jeszcze trochę zostać. Nie brałam prysznica, a w pokoju były moje rzeczy. Nie pozwolili mi. Powiedzieli mi, że na dworzec odwiezie mnie autem dyrektor hotelu. Jechałam z trzema innymi kobietami. Na stacji Łuków wszyscy wsiedliśmy do tego samego pociągu. Siedziałam obok Łukasza i Kariny. Cały czas ktoś do Łukasza dzwonił, a on informował tę osobę, gdzie jesteśmy. Nie mam pojęcia kto był po drugiej stronie telefonu. Wydaje mi się, że mógł rozmawiać z Pawłem Majewskim, ale to tylko moje przypuszczenia. Organizator konkursu jechał do Warszawy autem. Gdy dotarliśmy na dworzec w Warszawie – Łukasz i Karina powiedzieli, że musimy zmienić peron. Zdziwiło mnie to, bo reszta uczestników poszła na jeszcze inny peron. Wtedy jedna z dziewczyn o imieniu Monika zapytała ich, czemu zabierają mnie na inny peron. Ona szła za nami, by sprawdzić, gdzie oni mnie zabierają. Nie za bardzo ich rozumiałam, więc za nimi poszłam. Na tym peronie stała jakaś walizka, którą kazali mi zabrać. Zapytałam czemu. Usłyszałam, że to nasz bagaż. Odmówiłam mówiąc, że to nie jest mój bagaż i że nie będę go brała. Oni nie odpuszczali. Kazali mi wsiąść z nim do pociągu. Odmówiłam. Wtedy zaczęli się denerwować. Nie wiedziałam co mogło być w tej walizce – na przykład narkotyki. Łukasz próbował wepchnąć mnie do jednego z pociągów. Udało mi się uskoczyć i do niego nie wsiąść. Oni też wysiedli z pociągu i wtedy pojawiła się policja.

– Skąd wzięła się policja?

– Twierdzili, że przyszli, bo usłyszeli krzyki. Chciałam z nimi porozmawiać, ale wtedy Łukasz powiedział im, żeby mnie nie słuchali, bo jestem wariatką. Policja poprosiła o paszport. Dałam im go i wtedy powiedzieli, że musimy iść na górę na komisariat.

– Któryś z organizatorów z tobą poszedł?

– Poszłam z nimi sama. Na komisariacie słyszałam głos „Gwiazdora TVP”. Krzyczał coś. Policjanci nie mówili po angielsku, więc zapytałam, czy jest ktoś kto zna angielski albo rosyjski. Powiedzieli, żebym się nie martwiła, że zawiozą mnie w jakieś bezpieczne miejsce. Powiedzieli żebym wsiadła do radiowozu. To nie był osobowy samochód, tylko taki bus. Włączyli bardzo głośno muzykę. To była piosenka Michaela Jacksona.

– Domyślałaś się, że to początek kolejnych problemów?

– Nie wiedziałam nawet, dokąd jedziemy. Prosiłam, żeby znaleźli kogoś, kto mówi po angielsku. Oni powiedzieli, że oni sami nie mówią i że tu jest Polska i tu się mówi po polsku. Musieliśmy być blisko tego dworca, bo długo nie jechaliśmy. Kiedy się zatrzymaliśmy, czekaliśmy kilka minut aż otworzy się taka metalowa brama. Nadal nie wiedziałam, gdzie jestem, czy to kolejny komisariat czy inne miejsce. Czekaliśmy tam, aż w końcu przyszła jakaś kobieta z siwymi włosami. Zaczęła coś pisać a ja ją zapytałam, gdzie jestem oraz powiedziałam, że muszę jechać na lotnisko, żeby zdążyć na samolot do Londynu. Wtedy powiedzieli, że nigdzie już nie pojadę, że muszę tam zostać, bo zabiłam lub chciałam zabić mężczyznę. Pomyślałam wtedy, że może coś stało się „Gwiazdorowi TVP”. Znowu mnie sparaliżowało. Chciałam zrobić zdjęcie miejscu, w którym byłam, ale wtedy zabrali mi telefon.

– Zapytali o numer do twojej rodziny, żeby ich powiadomić, że nie przylecisz do Londynu?

– Nie. Mój mąż do poniedziałku nie wiedział co się ze mną dzieje. Jak zabrali mi telefon, to zaczęli grzebać w moich rzeczach. Powiedziałam, żeby tego nie robili. Kiedy nie przestawałam im mówić, żeby zostawili moje osobiste rzeczy chwycili mnie i ciągnęli przez długi ciemny korytarz. Nie wiedziałam, gdzie jestem, zastanawiałam się czy to więzienie. Potem wsiedliśmy do windy. Oni milczeli. Wprowadzili mnie do jakiegoś pomieszczenia. Rzucili na łóżko, przywiązali do niego, zdjęli ubranie i bieliznę i dali zastrzyk, po którym od razu zasnęłam.

NIEDZIELA: SZPITAL

– Co stamtąd pamiętasz?

– Kiedy się obudziłam wciąż zastanawiałam się, gdzie jestem. Drzwi były zamknięte. Przez szybę widziałam chodzących po korytarzu ludzi. Byli dziwnie ubrani. Zaczęłam pukać w drzwi. Po 15 minutach drzwi się otworzyły. Powiedziałam pielęgniarce, że potrzebuję iść do toalety. Kobieta wzięła mnie za rękę i powiedziała, że mnie tam zaprowadzi, a potem odprowadzi do sali i znowu zamknie. Wtedy pomyślałam, że to musi być więzienie. Ta kobieta, która weszła do mojej sali powiedziała mi, że będą mnie trzymać do poniedziałku, bo właśnie wtedy przyjdzie lekarz, który mnie obejrzy i zdecyduje co dalej ze mną zrobi. W zamknięciu byłam dwa dni. Z sali mogłam wychodzić tylko do toalety lub co zjeść.

PONIEDZIAŁEK: BADANIA

– Czy do tej pory powiedziałaś komukolwiek, że zostałaś zgwałcona w hotelu Parisel Palace w Klimkach?

– Nie. Nawet nikt mnie o nic nie pytał. W poniedziałek rano przyszedł do mnie lekarz. Nazywał się Tomasz. Pytał, czy wiem, dlaczego tu jestem. Odpowiedziałam że nie i może on mi powie. Stwierdził, że słyszał, że chciałam kogoś zabić na dworcu. Zaprzeczyłam. Wtedy doktor Tomasz wyjaśnił, że słyszał, że chciałam zabić kogoś lub siebie. Nie wiem skąd on miał te informacje. Ja ledwo stałam na nogach po całej nieprzespanej nocy i po tym co mnie spotkało. Zrobili ze mnie wariatkę, kompletną wariatkę jakby z jakiegoś powodu chcieli mnie zamknąć w tym szpitalu.

– Powiedziałaś mu wtedy o gwałcie?

– Doktor Tomasz był bardzo skrupulatny. Zlecił mi wiele badań w tym EEG oraz badania krwi. Potem przeprowadził ze mną wywiad. Powiedział, że musi wiedzieć co zrobiłam, że się tutaj znalazłam, bo to jest szpital psychiatryczny [na ul. Nowowiejskiej – przyp. aut.] i osoby, które tutaj trafiają powinny wiedzieć, dlaczego. Po wysłuchaniu mojej wersji tego co się wydarzyło powiedział, że jego zdaniem doszło do przestępstwa i że musi w tej sytuacji zawiadomić policję. Miałam się udać na badanie ginekologiczne do innego szpitala [szpitala przy ul. Banacha – przyp. aut.]. Pojechałam tam karetką. W szpitalu, do którego dotarliśmy, lekarze wezwali policjantów i mieli wykonać test, który robi się ofiarom gwałtów, ale policjanci, którzy przyjechali nie wzięli ze sobą potrzebnego sprzętu. Odwieźli mnie z powrotem do szpitala psychiatrycznego.

WTOREK: BADANIA

– Jak to nie przywieźli sprzętu do badań? To żart?

– Naprawdę. Następnego dnia znowu karetką zawieźli mnie do szpitala [przy ul. Banacha-przyp. aut.]. Za drugim razem pobrali próbki moich włosów i paznokci. Pytali, czy sprawca użył prezerwatywy. Powiedziałam, że nie. Wówczas lekarze podali mi tabletkę „dzień po” jako formę antykoncepcji awaryjnej. Materiały trafiły do laboratorium, ale ja do dziś nie dostałam żadnych wyników ani informacji czy znaleziono jakieś ślady DNA napastnika.

– Kiedy mogłaś wziąć prysznic?

– Po drugim badaniu w szpitalu.

– Dopiero cztery dni później?

– Tak.

ŚRODA: ZDROWA

– Okazało się, że nie masz żadnych zaburzeń psychicznych?

– Doktor Tomasz powiedział, że wszystko jest w porządku, natomiast badania krwi wykazały niski poziom czerwonych krwinek. Zalecił mi, żebym się dobrze odżywiała, odpoczęła i nabrała sił. Powiedział, że nie widzi powodów, dla których miałabym tam jeszcze zostać. [Lekarz, o którym wspomina kobieta, jako jedyny skontaktował się z trzema ambasadami krajów, w których zamieszkiwała. Jedna z nich poinformowała go, że jest im dobrze znana, ponieważ często współpracują. Nie podaję nazwy kraju ze względu na możliwość identyfikacji ofiary – przyp. aut.]. Skontaktowałam się z mężem, który kupił bilet lotniczy dla mnie i powiedział, że po mnie przyleci w piątek. Czekałam na niego w szpitalu. Przez cały pobyt w szpitalu dostawałam jakieś tabletki. Nie wiem jakie, choć podejrzewam, że mogły być nasenne. Wszystkie chowałam pod językiem a później wypluwałam do toalety. Chciałam być przytomna, w pełni świadoma, przy zdrowych zmysłach.

– Po pierwszym artykule, który opublikowałem skontaktowała się ze mną jedna osoba. Przekonywała mnie, żebym odpuścił sobie temat, bo żadnego gwałtu nie było. Powiedziała mi, że istnieje zapis z hotelowych kamer, na którym widać ciebie i „Gwiazdora TVP” idących korytarzem. Ponoć miałaś go pocałować?

– Nie, nie było takiej sytuacji i nie może być takich nagrań. Może być nagranie jak on prowadzi mnie za rękę korytarzem, ale na pewno nie takie, na którym ja jego całuję lub on mnie. Po tym co się stało, stałam przed nim naga, zakrwawiona, on na mnie krzyczał, mówił, że nie chce mnie widzieć. Byłam w szoku. Nie mogłam ogarnąć myśli czemu z nim poszłam do tego pokoju? Czemu mi to zrobił? Dlaczego ja? Czemu na mnie krzyczy? Chciałam, się ubrać i stamtąd uciec. W końcu to zrobiłam. Zjechałam do lobby. Wszystko było jak za mgłą.

– Myślisz, że Paweł Majewski i dyrektor hotelu Parisel Palace się znali?

– Nie tylko oni się znali. Przy stoliku biesiadował z nimi także „Gwiazdor TVP”. Z tego, co się dowiedziałam, organizator nie zapłacił nic za nasz pobyt.

– Minęło już 3,5 roku od tego, co się stało. W jakiej jesteś kondycji?

– To oczywiście nie jest tak, że mogę wymazać to z pamięci. To nie jest jak z brudnym ubraniem, które mogę wyprać i nie ma po brudach śladu. Tych emocjonalnych traum nie można wymazać. Na zawsze zostaną w pamięci. To cały czas siedzi we mnie, jakby to wszystko wydarzyło się wczoraj. Ja ciągle pamiętam zapachy, obrazy z tamtych miejsc. Nawet kiedy spotykam na mieście Polaków od razu wraca do mnie Łuków. To mną wstrząsnęło. [Reakcja jest bardzo emocjonalna, kobieta zaczyna ocierać łzy – przyp. aut.].

Dziękujemy za rozmowę
Piotr Krysiak, Helena Krysiak

Nie mnie oceniać, kto mówi prawdę. Nie mnie oceniać, czy doszło do gwałtu. Są od tego prokuratura i sądy. Nie da się jednak ukryć, że ktoś tu kłamie, a w sprawie jest jeszcze wiele do ustalenia.

Po pierwsze:
Dlaczego „Gwiazdor TVP” w rozmowie ze mną powiedział, że koło Klimek to on w życiu nie był, a nawet nie przejeżdżał. Nazwy hotelu też nie kojarzył.

Po drugie:
Co się wydarzyło na Dworcu Centralnym?

Po trzecie:
Kto zgłosił, że kobieta cokolwiek zrobiła?

Po czwarte:
Czy na komisariacie kolejowym był „Gwiazdor TVP” i po co?

Po piąte:
Dlaczego policjanci nie zapytali kobiety o jej zdanie na temat wydarzenia tylko zawieźli ją do szpitala psychiatrycznego?

Po szóste:
Dlaczego nie pozwolono jej poinformować rodziny, że nie wróci do domu i na jakiej podstawie przyjęto ją do szpitala psychiatrycznego?

Po siódme:
Powinno się wyjaśnić nieprawidłowości jakich dopuścili się funkcjonariusze policji.

Po ósme:
Dlaczego nie zabezpieczono pościeli i śladów w pokoju hotelowym „Gwiazdora TVP”?

Po dziewiąte:
Dlaczego nie zbadano roli, jaką odegrał w całej tej sprawie organizator konkursu, Paweł Majewski?

Po dziesiąte:
Dlaczego to śledztwo tak się wlecze?