Jeśli ludzie nie uświadomią sobie, że ZUS, szczególnie w latach sprawowania rządów przez PO/PSL stał się machiną mającą na celu maksymalne wydrenowanie społeczeństwa z posiadanych (jeszcze) środków pieniężnych, nadal będziemy dreptać w miejscu.

– Czy dla ludzi, którzy nie tyle w pogoni za zwiększeniem zysku, ale po to by móc przeżyć, skusili się na „optymalizację” ZUS, naprawdę nie ma ratunku?

Z tym pytaniem zwracam się do pragnącej zachować anonimowość osoby związanej od samego początku z gliwickim Stowarzyszeniem Poszkodowanych Przedsiębiorców RP.

images– I tak, i nie. Z przerażeniem obserwuję zupełnie bierną postawę ludzi, których dług należy liczyć w dziesiątkach tysięcy, a którzy z pokorą czekają na decyzję ZUS i obciążenie często prawie 100.000,- zł !
Nie uważasz, że ich ówczesna postawa zasługuje na potępienie? W końcu ZUS opłaca emerytury, zasiłki, renty… A więc ucieczka do Anglii stanowi pewien rodzaj dywersji przeciw najsłabszej części społeczeństwa.
– Gdybym cię nie znała, pewnie po tym pytaniu skończyłabym rozmowę. Przede wszystkim trzeba zapytać, co ZUS naprawdę robi z naszymi pieniędzmi. Gdzie np. podziały się rzekomo zebrane kapitały osób, które pracowały, ale zmarły nie doczekawszy emerytury? Przecież wystarczy przejść się na najbliższy cmentarz, żeby zobaczyć, jak wiele osób nie dożywa emerytury!
A ile kosztowały „szklane domy”, będące siedzibami oddziałów tego molocha? Kto je budował? Kiedy były ogłaszane, jeśli w ogóle były, przetargi? Powtórzę pytanie, jakie ongiś zadałam ministrowi Boni – czy ściągnięte od ludzi należności odsetkowe powiększą stan ich kapitału początkowego? Boni tylko poczerwieniał i szybko zmienił temat. Poza tym powiedzmy sobie jasno – przedsiębiorcy pracujący w Anglii nie będą stanowili obciążenia dla ZUS w przyszłości. Zgodnie z przepisami unijnymi każdy kraj, w którym emeryt pracował, będzie w odpowiedniej części łożył na emeryturę.
I to moim zdaniem jest ważny powód, dla którego HMRC, choć nie tylko, tak alergicznie chwyta się nawet cienia możliwości zaprzeczenia obecności pracownika z innego kraju na „swoim” terytorium.
– Z informacji, jakie do nas spływają, wynika, że problem nie dotyczy tylko Anglii, ale również Czech, Słowacji oraz krajów bałtyckich. Przy czym wszystkie przypadki łączy jedno – krajowi ubezpieczyciele łykają składki bez słowa sprzeciwu a zaprzeczają faktycznemu wykonywaniu pracy przez ubezpieczonego po otrzymaniu korespondencji z ZUS.
Wiem. Mam w ręku dokument – pismo HMRC z 8 lipca 2011 roku. Urzędnik brytyjskiej instytucji informuje w nim nasz ZUS, a konkretnie inspektora Piotra Popka, że „proceder” może przynieść ogromne implikacje finansowe zarówno dla UK jak i Polski.
– Prawdopodobnie to jest przyczyna, dla której nagle odwrócono zasady, jakimi powinien kierować się każdy rząd wobec obywatela. Nagle ciężar dowodowy został przerzucony na, najczęściej byłych, pracowników. Do tego firm, które ich zatrudniały, najczęściej już nie ma. W Wielkiej Brytanii to nic dziwnego – rocznie odchodzi w niebyt prawie 200 tys. przedsiębiorstw. Tymczasem HMRC każe SPPRP-600x205udowadniać sobie, że się przebywało w Wielkiej Brytanii. Żądają biletów podróży pomiędzy Polską a UK, choć wiedzą, że jest to niemożliwe. W tanich liniach lotniczych bilety odbierają zaraz podejściu na pokład samolotu. Chcą dowodów na zakupy, takie codzienne, choć przecież nikt nie archiwizuje paragonów za chleb czy inny boczek. I to po latach. Przyznam, że gdybym musiała udowodnić w taki sam sposób moje przebywanie w Polsce, nie potrafiłabym. Nie trzymam biletów komunikacji miejskiej, tyko wyrzucam do kosza. Nie gromadzę paragonów za chleb lub mleko. I mam na myśli jedynie miniony miesiąc, a HMRC żąda takich „dokumentów” często pochodzących sprzed kilku lat. To absurd, choć moim zdaniem raczej spisek, wymierzony w obywateli innego kraju unijnego, teoretycznie mającego te same prawa, co mieszkaniec Wysp. W praktyce jednak uważanego za osobę drugiej, a może nawet trzeciej kategorii.
Jednak nasze sądy stoją twardo na stanowisku, że muszą opierać się na nadesłanej opinii HMRC, która jest władna jako jedyna instytucja potwierdzić wykonywaną tam pracę.
– To właśnie wywołuje opór coraz większej grupy osób faktycznie pracujących w Wielkiej Brytanii, które mają dokładnie te same problemy jak ci zwabieni ongiś do OPTIGENA na cotygodniowych webinarach urządzanych przez Pawła Kurnika. Otóż przepisy są wyraźne. Artykuł 13 ust. 3 rozporządzenia (WE) nr 883/2004 rozstrzyga kolizję ustawodawstw w przypadku, gdy występują jednocześnie działalność na własny rachunek oraz praca najemna. Przepis ten rozstrzyga konflikt co do zasady w ten sposób, że daje pierwszeństwo łącznikowi stosunku pracy. Tymczasem polski ZUS traktuje pracę na własny rachunek (w Polsce jest to działalność gospodarcza) jako pracę najemną i ustala właściwe ustawodawstwo wg zasad określonych ustępem 1 tego samego artykułu. Dlatego żąda druków E101/A1, które mają potwierdzać właściwe ubezpieczenie, ale tylko w przypadku osób wykonujących pracę najemną w więcej niż jednym kraju unijnym. Jeśli więc pracownik jest zatrudniony tylko lokalnie (a więc nie wyściubia nosa poza np. Londyn), nikt mu nie wystawi formularza A1. Prawda, jakie to proste?
Bardzo proste. Adresatka cytowanej już korespondencji HMRC, obok Piotra Popka, pani Anna Siwiecka, naczelnik Wydziału Ubezpieczeń Osób Migrujących ZUS, jeszcze w 2014 roku udzieliła wywiadu Polskiemu Radiu. Nakreśliła w nim warunki, jakim pracodawca musi sprostać, by delegowany pracownik otrzymał druk A1, czyli podlegał pod polski ZUS, zamiast tego w miejscu wykonywanej pracy. I tak pracownik, co najmniej jeden miesiąc przed delegowaniem musi podlegać polskiemu ustawodawstwu. Pracodawca natomiast, który deleguje pracownika do wykonywania pracy do innego państwa członkowskiego, musi prowadzić w miejscu swojej siedziby tzw. znaczną część swojej działalności. Ważne tu jest przede wszystkim miejsce, gdzie jest siedziba tegoż pracodawcy, gdzie są rekrutowani pracownicy, gdzie zawierana jest większość umów z klientami i gdzie te umowy są realizowane. Równie istotne jest to, by w kraju, z którego są delegowane takie osoby, pozostała określona liczba pracowników. Pracodawca taki powinien też osiągać ok. 25 proc. obrotów z działalności krajowej. ZUS może nie wystawić zaświadczenia o podleganiu polskiemu ustawodawstwu, czyli formularza A1, jeżeli wspomniane wcześniej warunki nie zostaną spełnione. Co będzie oznaczało, że pracodawca polski będzie musiał odprowadzać składki do systemu tego państwa członkowskiego, do którego delegował pracownika.
Tako rzecze kompetentny urzędnik ZUS. I tak jest w istocie. Jednocześnie ten sam ZUS każe dostarczać druków A1 osobom znajdującym się w takiej sytuacji, że ZUS nigdy by im takich druków nie wystawił.
b8b285f2-8093-4dae-ba08-95e93b81868b– Jeśli ludzie nie uświadomią sobie, że ZUS, szczególnie w latach sprawowania rządów przez PO/PSL stał się machiną mającą na celu maksymalne wydrenowanie społeczeństwa z posiadanych (jeszcze) środków pieniężnych, nadal będziemy dreptać w miejscu. Piszesz, i masz w tym sporo racji, że pracujący w Wielkiej Brytanii rzeczywiście są tak samo traktowani jak ci, którzy skusili się na „optymalizację ZUS”, czyli de facto opłacanie cwaniaków, którzy wcześniej łoili drobnych przedsiębiorców poprzez firmy oferujące pracę nakładczą. Bo to, przepraszam za słowo, jest największe kurestwo, skurwysyństwo czy jak to jeszcze inaczej nazwać, obu urzędów. Zamiast cokolwiek ustalić samemu, np. podczas kontroli, jedynie mówią NIE. Ty, często nie znający języka, nie mający pojęcia o niuansach prawnych, nie mający wpływu na poczynania byłego pracodawcy, masz udowodnić urzędowi, że nie jesteś wielbłądem. A brytyjski urzędnik zawsze zaskoczy cię nowym żądaniem. Jak już pokażesz bilety, to wskaż umowę najmu, chociaż 99,9999% obcokrajowców pragnących zarobić w Wielkiej Brytanii najczęściej koczuje w kilka, kilkanaście osób w jednym pomieszczeniu i zupełnie bez podpisywania jakichkolwiek umów. Oni, urzędnicy HMRC, doskonale o tym wiedzą i dlatego żądają rzeczy niemożliwych. Tymczasem nasze Państwo, zamiast pomagać swoim obywatelom, cieszy się ze stanowiska HMRC, bo ono pozwala ludzi biednych, walczących rozpaczliwie o życie, jeszcze raz złoić i pozbawić ich nawet tego, co udało im się zgromadzić w PRL (dom, mieszkanie). Państwo toczy wojnę ze swoimi obywatelami.
Polak zatem został takim „białym Murzynem” Europy?
– Nie do końca. To tylko rząd PO, a konkretnie Tusk w zamian za poparcie Camerona zgodził się na traktowanie naszych rodaków w sposób nie wyobrażalny nawet dla niepiśmiennego uchodźcy z Somalii.
Nie przesadzasz?
– A jak wytłumaczyć inaczej to, co się dzieje? I jak wytłumaczyć bezczynność Państwa wobec osób, które całkowicie jawnie doprowadziły dziesiątki tysięcy osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem? Przecież urzędnicy wiedzieli już w 2010 roku, co się dzieje. I mimo to brak było jakiejkolwiek reakcji. A to przecież umożliwiło rozwijanie biznesu „optymalizacyjnego”. W naszym Stowarzyszeniu oceniamy, że co najmniej ok. 30-40 tys. osób dało się nabrać na słowa różnych Kurników. Prawdopodobnie liczba ta byłaby mniejsza o 80-90%, gdyby ZUS dał znać o swoich podejrzeniach już wtedy, gdy miał pierwsze sygnały z Wielkiej Brytanii. Jako osoba pracująca przez dwie dekady w ubezpieczeniach muszę przypomnieć, że istnieje coś takiego, jak udział własny. W każdej szkodzie. Dlatego uczestnikom systemu „optymalizacyjnego” trzeba i należy nakazać zapłacić zaległe składki. Ale góra do momentu, kiedy ZUS miał już wiedzę na ten temat, a więc do czerwca 2009 roku. Po tej dacie wina spoczywa już w całości na ZUS. Bo musisz pamiętać, że wieloletnie milczenie ZUS utwierdzało jedynie uczestników systemu w przekonaniu, że wszystko jest w porządku. Po ich stronie była więc dobra wiara. W złej pozostawało tylko Państwo. Oczywiście nie wierzę, że to milczenie było powodowane jedynie bezwładem urzędniczym. Wg naszych szacunków, jakie zresztą przytoczyłeś, zorganizowany biznes „optymalizacyjny” należy liczyć w wymiarze 3 milionów funtów brytyjskich miesięcznie, czyli 15.000.000,- zł. Kwota, którą można się podzielić, prawda? Rocznie to już 180.000.000 zł. I od 2009 roku, a więc już w marcu 2016 roku systemowi stuknie 7 lat. Czyli… 1.260.000.000,- zł. To tylko nasze skromne szacunki. Ale to tylko zarobek „optymalizujących”. Strata Skarbu Państwa jest dwa razy większa. Przy czym zakładamy, że zorganizowaną „optymalizacją” dotkniętych jest jedynie 15% przedsiębiorców. Z naszych szacunków wynika, że korzystających z różnej formy „optymalizacji” może być nawet dwa razy więcej.
Zatem pracujący w Anglii to oszust?
– Tak sprawę przedstawić chciałby ZUS. Pamiętaj, że tylko w Anglii oficjalnie jest prawie milion naszych rodaków. Nieoficjalnie pewnie ze dwa, trzy razy tyle. Część zostawiła w Polsce biznesy, bo np. handlują na allegro rzeczami kupionymi w Anglii. Przebicie na tym może być nawet 1:7! Inni pozostawili małe firmy, zatrudniające jedną, góra kilka osób. Całkiem pokaźną grupę stanowią ci, którzy muszą utrzymywać fikcję działalności gospodarczej po to tylko, aby wpływały na ich konto kwoty zarobione dzięki aktywności w poprzednich latach. Tak jest we wszelkiego rodzaju MLM-ach czy… ubezpieczeniach. Tymczasem ZUS wali na oślep, przerzucając ciężar dowodowy na przedsiębiorcę. Ba, nie daje żadnych wskazówek, jak można w miarę bezkosztowo zaskarżyć opinie HMRC, która przecież jest jawnie dyskryminacyjna. Pamiętaj jednak, że „optymalizacja” to nie tylko Wielka Brytania. Również Litwa, Czechy i Słowacja. Ostatnio również pojawiły się Węgry. To są jednak nasze szacunki, wynikające ze znajomości środowiska. Musisz pamiętać, że ZUS niczego nie udowadnia. ZUS po prostu mówi NIE. To przedsiębiorca musi udowodnić, że jest inaczej! Więc tak naprawdę żadna z wydanych decyzji nie jest podparta faktami.
To jednak temat na zupełnie inne opowiadanie. Czy na zakończenie możesz podać jakiś namiar, jakiś mail lub telefon, pod który mogliby się zgłaszać zainteresowani?
Przede wszystkim niech szukają Stowarzyszenia. Oto adres mailowy: biuro@spprp.pl .
Telefonicznie, ale po godzinie 18, za to przez cały tydzień, dwa numery:

+48 695 318 498 oraz + 48 792 589 282.

Zainteresowani muszą jednak pamiętać, że nikt za nich niczego nie zrobi. U nas dostaną wsparcie, instrukcje, co robić. W zasadzie wszystko na tacy. Ale to oni muszą chcieć.
Dziękuję za rozmowę.

29.01 2016