„Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy.” Słowa te, od lat przypisywane Alexis’owi de Tocqueville jak ulał pasują do poczynań naszego największego (bo w praktyce jedynego) „organu rentowego”.

 

Tak naprawdę słowa francuskiego filozofa brzmią nieco inaczej: „Trzeba szczegółowo poznać historię administracyjną i finansową dawnego ustroju, by zrozumieć, do jak bezprawnych i nieuczciwych praktyk może brak pieniędzy skłonić rządy łagodne, ale działające tajnie i bez kontroli, kiedy czas ostatecznie usankcjonuje ich władzę i uwolni je od strachu przed rewolucją, tą ostatnią ucieczką ludów.”

(Cytat pochodzi z książki Alekxis’a de Tocqueville Dawny ustrój i rewolucja, rozdział 10: O tym, ze zdławienie wolności politycznej i rozdzielenie klas stało się źródłem niemal wszystkich chorób, jakie spowodowały śmierć dawnego ustroju.)

 

Zakład Ubezpieczeń Społecznych jak najbardziej wpisuje się w przedstawioną wyżej hipotezę. Owszem, teoretycznie istnieje możliwość zaskarżenia decyzji Zakładu (w procesie często nazywanego „Organem rentowym”) do właściwego sądu. Trzeba jednak pamiętać, że wówczas występuje nie do końca chyba przewidziana przez ustawodawcę (czyli Sejm) sytuacja – otóż odwołujący (skarżący decyzję) staje się powodem w znaczeniu prawa cywilnego.

A więc to na nim spoczywa ciężar dowodu.

To z kolei oznacza, że człowiek uważający, że ZUS go skrzywdził, musi wykazać, że zaskarżona decyzja była błędna.

Jest to więc zasadnicza zmiana sytuacji, jaka miała miejsce w postępowaniu toczącym się  przed wydaniem decyzji. Teoretycznie ZUS obowiązany jest stosować odpowiednio przepisy kodeksu postępowania administracyjnego (na podstawie art. 123 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych), który to w art. 77 nakłada na organ obowiązek w sposób wyczerpujący zebrania i rozpatrzenia całego materiału dowodowego.

Ale…

Pamiętna scena z kultowego od dekad „Misia”:

Nie mam pańskiego płaszcza i co mi pan zrobi?

Tak samo ZUS – urzędnicy łamią wszelkie zasady postępowania, ale to nie ma znaczenia.

Wyrok Sądu Najwyższego – Izba Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych
z dnia 9 lutego 2010 r. I UK 151/2009:

Naruszenie przepisów Kodeksu postępowania administracyjnego nie stanowi przesłanki wzruszenia decyzji przez sąd pracy i ubezpieczeń społecznych, więc także w tym aspekcie przepisy Kodeksu postępowania administracyjnego nie są przez ten Sąd stosowane.

Po co kolejny raz to przypominam?

Ano po to, by uzmysłowić wszystkim, że ZUS działa bez kontroli.

Robi co chce, decyzje wydając jedynie z uwzględnieniem własnego interesu. Brak zachowania reguł postępowania nie ma jednak żadnego znaczenia.

To tak, jakby urząd skarbowy co roku każdemu dorosłemu Polakowi przysyłał decyzję, ze ma zapłacić 100.000,- zł podatku.

Podając, np. że składane przez niego deklaracje były zaniżone. By nie płacić podatnik musiałby odwoływać się do sądu i udowadniać, że haracz jest nienależny. Przy czym zawsze mogłoby się okazać, ze zdaniem sędziego nie udowodnił, że płacić ma mniej!

Na dodatek od lat ZUS jest porównywalny do prawdziwej „czarnej dziury” polskiego budżetu.

Jest w stanie bowiem wchłonąć każdą kwotę, co i tak tylko powiększa zapaść finansową tego organu.

To jest budżetowy kolaps.

A więc dwa warunki z hipotezy Tocqueville’a mamy już spełnione:

  1. brak kontroli;
  2. brak pieniędzy.

Pora zatem na niegodziwość.

Niestety, kolejną.

Pismem z dnia 25 października 2016 roku niejaka Anna Poleszuk – Topolnicka, kierownik Referatu ds. Osób Migrujących oddziału ZUS w Jeleniej Górze wzywa byłego ubezpieczonego M. (wyrejestrował się z ZUS) do wykazania, że od 1 marca 2009 r. do 30 kwietnia 2014 roku faktycznie pracował w Wielkiej Brytanii.

zus-1

W tym celu ubezpieczony musi tylko przedłożyć pani urzędniczce:

  1. druk E-101 (wydawany tylko pracownikom oddelegowanym do pracy na terenie innego państwa, co w sprawie nie ma zastosowania);
  2. informacje od brytyjskiego pracodawcy, czyli:

a) szczegółowy opis usług oferowanych przez pracodawcę na terenie Wielkiej Brytanii, Polski i innych krajów unijnych;

b) wszystkie możliwe adresy przedsiębiorstwa;

c) kopię umowy zawartej z przedsiębiorstwem, które zapewnia wykorzystanie pomieszczeń biurowych siedziby;

d) przedstawienia szczegółowego sposobu składania ofert przez przedsiębiorstwo na terenie Wielkiej Brytanii wraz z dokumentami!

e) ostatnią deklarację podatkową;

f) nazwę i adres wszystkich klientów firmy na terenie Wielkiej Brytanii z ostatnich 12 miesięcy;

g) okresy, w jakich były prowadzone prace dla każdego klienta;

h) nazwiska i numery ubezpieczenia pracowników, którzy pracowali przy każdym zadaniu/projekcie;

i) faktury potwierdzające szczegóły każdego zlecenia;

j) kopie kontraktów zawartych z każdym klientem w ciągu ostatnich 12 miesięcy;

k) umowy zawarte z trzema mającymi najdłuższy staż w przedsiębiorstwie pracownikami.

3. Poza tym szereg dokumentów, jakich nie jest w stanie zgromadzić osoba mieszkająca i pracująca od lat w Polsce;

4. na dodatek organ informuje, że powyższa lista nie jest wyczerpująca. Jeśli więc „petent” zdobędzie w/w i je przedłoży to pani Poleszuk – Topolnicka zażąda kolejnych?

Lista wymagań jest o wiele dłuższa. Szczegóły widać na zrzutach ekranu (dokument otrzymałem jako skan).

zus-2

zus-3

Pikanterii całej tej sprawie nadaje charakter zatrudnienia „petenta” jeleniogórskiego ZUS. Otóż po treści zapytań można by się spodziewać, że był w Anglii co najmniej ważnym dyrektorem, jeśli nawet nie członkiem Zarządu.

Tymczasem tak naprawdę zatrudniony był na trzecio- , a nawet czwartorzędnym stanowisku jako pracownik fizyczny, do czego niestety przyczyniła się słaba znajomość języka angielskiego.

Trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że pytanie dotykające samej istoty działalności handlowej firmy należy zakwalifikować jako… szpiegostwo przemysłowe!

Organ rentowy nie ma prawa do tego, by żądać naruszenia tajemnicy handlowej.

Co więcej, informacje zawarte na stronach brytyjskiego odpowiednika naszego KRS – Companies House wskazują, że znaczna część firm kończy działalność często przed upływem roku od jej zawiązania.

Jeleniogórski „petent” podczas pracy w Wielkiej Brytanii zmieniał pracodawców cztery razy. Trzech z nich już nie istnieje.

Jak zatem miałby przedstawiać dokumenty tych firm, skoro już ich zwyczajnie nie ma? A w Anglii nie chomikuje się dokumentów dla przyszłych pokoleń.

Co robił ZUS przez te wszystkie lata (od 2009 r.), skoro dopiero teraz zauważa, że pan M. nie płacił w Polsce składek?

Dlaczego zaczyna ścigać wyimaginowanych dłużników po tylu latach?

Odpowiedź brzmi:

Powodem jest BRAK PIENIĘDZY!

Próba zwalania kolapsu budżetowego ZUS na obecny rząd, jaka była podjęta przez część „totalnej opozycji” i niektóre polskojęzyczne media nie tak dawno temu stanowiła kpinę z rozumu.

Już bowiem w 2011 roku sytuacja była katastrofalna:

Najnowsze dane o zadłużeniu państwa i ZUS opublikowane przez Dziennik Gazetę Prawną budzą trwogę. Blisko 800 mld zł, jakie figurują na liczniku długu publicznego, zawieszonym przez Leszka Balcerowicza w Warszawie, to drobiazg. (…)

Z wyliczeń DGP wynika, że państwo zadłużyło każdego ze swoich obywateli na ok. 80 tys. zł, z czego 57 tys. zł to dług Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

http://www.nowiny24.pl/polska-i-swiat/art/6128837,gigantyczne-zadluzenie-zus-co-bedzie-z-naszymi-emeryturami,id,t.html

Przez kolejne lata platformianych rządów dług ulegał zwiększaniu (deal z przejęciem OFE dał oddech na kilka miesięcy), a teraz nie ma w Polsce polityka, który uratowałby Zakład.

Obojętne, czy na emerytury przejdziemy w wieku 60, 67, czy nawet 77 lat – zapaść finansowa ZUS jest faktem.

Udawanie przed Narodem, że będzie reforma, która coś zmieni, powoduje jedynie takie reakcje urzędników, jak ta opisana w Jeleniej Górze.

Niestety, nie jest to przypadek odosobniony.

Dysponuję informacjami, że podobne pytania formułowane były na terenie Łodzi.

Co czeka nas w przyszłości, dla niektórych nie tak znów odległej?

Im prędzej zrozumiemy, że system wprowadzony ongiś przez Bismarcka skończył się, tym lepiej dla nas.

Zabezpieczenie społeczne musi być oderwane od składek, których wysokość rośnie i powoduje zmniejszenie konkurencyjności rodzimych firm.

Jest czynnikiem poważnie hamującym zatrudnienie.

Trudno również nakłaniać Polaków do oszczędzania na stare lata, bo raz, że gros społeczeństwa nie ma z czego (trudno wyżyć za otrzymana pensję), dwa – zbyt żywa jest pamięć „reformy” Sorosa-Sachsa-Balcerowicza, która zniwelowała często wieloletnie oszczędności do nic nieznaczących zapisów w książeczkach oszczędnościowych.

Musimy zrozumieć, że tylko wprowadzenie odpisu na świadczenia społeczne z podatku VAT może zapewnić spokój w Polsce.

Inaczej ZUS (w 2011 roku odpowiedzialny za ponad 71% zadłużenia wg DGP) w końcu stanie się niewypłacalny.

Mamienie wiekiem emerytalnym, próby dochodzenia należności często wydumanych tylko na tej podstawie, że zdaniem urzędnika konkretny Kowalski powinien zapłacić więcej, prędzej czy później doprowadzi do ustania systemu.

A wtedy możemy być świadkami, jak starający się o emeryturę wieloletni portier banku PKO SA oddział np. w Katowicach będzie musiał udowodnić, że faktycznie pracował.

Urzędniczka w tym celu każe mu przedstawić imiona i nazwiska oraz adresy wszystkich klientów banku oraz dokonane przez nich operacje finansowe za ostatnie 12 miesięcy, numery kont itd.

Bez tych bowiem danych ZUS uzna, że staruszek – portier chce wyłudzić nienależne świadczenie.

Sąd oddali odwołanie, bo przecież dziadek nie wykazał, by kiedykolwiek pracował w banku.

By ta wizja nie stała się za kilka lat rzeczywistością musimy zmienić system ubezpieczeń.

I nie martwy się, że na tym stracimy.

Przecież od lat przygotowują nas na to, że emerytury będą głodowe.

 

jelenia-gora-zus

 

6.11 2016