Większość z Państwa wie, że obecnie mieszkam na stałe w Liège – we francuskojęzycznej części Belgii, gdzie się w dużej mierze wychowałem. Aspiracje co do budowy fundacji gospodarczo-politycznej skłoniły mnie do zainteresowania się bliżej życiem innych ludzi. Uważam, że poważne angażowanie się politycznie nie mając pojęcia jakie są realne problemy i wyzwania naszego społeczeństwa jest nieodpowiedzialne.

Wczoraj przed spaniem zacząłem pisać artykuł, którego nie dokończyłem. Dziś rano wpadłem na inny pomysł. Skorzystałem z tego, że obecnie mieszkam w Liège i wyszedłem do ludzi, aby zrobić kilka wywiadów. Wziąłem szybki prysznic, kupiłem kroasanta po drodze i wsiadłem w autobus. 10 minut i znalazłem się w samym centrum miasta i nie miałem żadnych problemów z parkowaniem. Jako pierwszą osobę do wywiadu postanowiłem wybrać bezdomnego, bo była to pora śniadaniowa. Podszedłem do jednego z nich i zapytałem się go, czy już dziś jadł? Odpowiedział, że nie. Ja na to: w takim razie zapraszam. Idąc ze mną, bezdomnemu nagle przypomniało się, że musi się z kimś spotkać i poprosił o pieniądze. Nie dostał ich i się pożegnaliśmy. Chwilę później pomyślałem sobie, że przecież mogliśmy zrobić deal: wywiad w zamian za kilka monet na przykład.

Szukałem nadal osoby do wywiadu. Zazwyczaj bezdomnych w Liège nie brakuje, lecz tym razem miałem kłopot, aby znaleźć chociażby jednego. Przechodzę obok „Point Chaud” – lokalnej sieci sprzedającą kanapki, napoje i wypieki – i widzę znajomą twarz: czarnoskóry bezdomny z łysiną i z brodą siedział przy stole i popijał ciepły napój po zjedzeniu śniadania. Zazwyczaj unikałem go z daleka z powodu jego braku higieny. Tym razem jednak się przełamałem. Wszedłem do Point Chaud, nerwowo obserwowałem go stojąc w kolejce i kupiłem eklera. Wziąłem tacę, wyszedłem z lokalu i usiadłem obok bezdomnego, który nie zdążył „uciec” przede mną. Przywitałem się. On również. Przedstawiłem się. On również, lecz z przyczyn jego prywatności nie ujawnię jego imienia. Wziąłem nóż, przekroiłem eklera na pół i podałem mu jego część. Wyciągnąłem też ze swojej torby do laptopa półlitrową butelkę wody i mu ją dałem w prezencie. Tak się zaczęła nasza znajomość.

Zaczęliśmy rozmawiać. Dowiedziałem się od niego, że na ulicy są dwa duże problemy: mianowicie kokaina oraz kradzieże. Zapytałem się czemu o tym wspomina? Czyżby był kokainomanem? Nie. Zapytałem się go czy ma jakieś nałogi? Podkreśliłem, że nie stanowi to dla mnie żadnego problemu. Mam dwa nałogi: papierosy i marihuanę – odpowiedział mi bezdomny. Zapytałem się go co robi na ulicy? Wytłumaczył mi, że jego rodzina nie mieszka w Liège. Ma szóstkę dzieci, w tym cztery z obywatelstwem belgijskim. On sam ma pobyt legalny. Wspomniałem mu o organizacjach, które mogą mu pomóc. Okazało się, że zna już wszystkie. Wspomniał znowu o kradzieżach. W dalszej części mojego tekstu wyjaśnię ten element dyskusji.

Chcąc poznać tego bezdomnego nie tylko jako bezdomnego, ale i jako człowieka, zapytałem się, jakie ma marzenia? Ludzkość – odpowiedział mi. Tłumaczył mi, że on potrafi dawać, jak nie ma, a i tak ludzie mu coś oferują, jak siedzi w tym miejscu. Dalsza część rozmowy mnie zaskoczyła. Mój rozmówca zna siedem języków: francuski, angielski, niderlandzki, niemiecki oraz trzy języki afrykańskie. Rozmawialiśmy po francusku oraz po angielsku. Poziom dyskusji był na wysokim poziomie. W pewnym momencie zaczął mi opowiadać o kawałku starej niemieckiej gazety, który wszędzie nosi ze sobą. Wyciągnął mi go i co zobaczyłem? SPD, czyli „Sozialdemokratische Partei Deutschlands” – po polsku „Socjaldemokratyczna Partia Niemiec”. Zaczęliśmy więc rozmawiać o polityce. Ogólnie rzecz biorąc jest on za polityką socjalną, co raczej nie jest niespodzianką. Zapytałem się go czy ma prawo głosu? Nie potrafił mi odpowiedzieć na to pytanie. Zaznaczył jednak, że podczas wyborów kieruje się programami różnych partii i ugrupowań. Wspomniał również, że nie lubi separatystów. Prawdopodobnie chodziło mu o partie polityczne z Flandrii – północnej części Belgii, w której niderlandzki obowiązuje jako język urzędowy – które dążą do rozbicia jedności kraju.

Następnie pojawiła się jedna kobieta. Okazało się, że jest to jego dobra przyjaciółka. Kobieta wyglądała zupełnie normalnie. Nie była to osoba z ulicy. Zaczęliśmy więc rozmawiać w trójkę. Nasza rozmówczyni wspomniała mi, że zna go od piętnastu lat i codziennie go odwiedza. Zapytałem się czemu? Daje mi dużo radości – odpowiedziała. Kobieta zaczęła opowiadać o swoim bezdomnym przyjacielu. Z nim kontakt był dosyć trudny do nawiązania. Z nią rozmowa była łatwiejsza. I bardzo szybko mnie zadziwiła. Mój nowy znajomy bezdomny nie był bezdomnym, tylko domnym bezdomnym. Wspomniała mi również, że CPAS (Centre public d’aide sociale – Centrum Publiczne Pomocy Społecznej, czyli MOPS po polsku) daje mu co tydzień 200 euro. Podała mi na tacy również inne informacje. Nasz przyjaciel domny bezdomny nie chce sobie wyrobić papierów, ma nie sześcioro dzieci, lecz siedmioro, nie odwiedzają go, kobieta go zostawiła a matka jego mieszka w Afryce, konkretniej w Demokratycznej Republice Konga.

Zainteresowałem się także jego zdrowiem. Przyjmuje on codziennie leki nasenne. Nie przyjmuje ludzi u siebie – w każdym razie nie z własnej woli. Zaproponowałem mu 20 euro w zamian za wizytę w jego mieszkaniu. Odmówił. Kobieta wspomniała, że prawdopodobnie ma problemy natury psychologicznej. I bez tego o tym wiedziałem, bo również mam oczy i uszy. Jeden z jego problemów to brak umiejętności do przyjmowania niezbędnej pomocy. Ludzie przynoszą mu ubrania. On ich nie chce. Picie i jedzenie ma codziennie zagwarantowane za darmo, ale nic ponad to.

Zapytałem się go, czy podjąłby się pracy, gdyby otrzymał taką możliwość? Odpowiedział kategorycznie nie. Ja na to czysto teoretycznie czy przepracowałby tydzień za milion euro? On na to: tak, ale po tygodniu wziąłbym swoje pieniądze i już bym nie wrócił. Według niego nie pracuje się dla siebie, ale dla „kas społecznych”. Tak nazwał on ONSS (Office national de sécurité sociale – Urząd Narodowy Opieki Społecznej, czyli ZUS po polsku) oraz wszelkie urzędy skarbowe. I miał częściowo rację. Niestety nie tylko w Polsce ludzie pracują nie tylko dla siebie i swoich bliskich. Pochwalił mi się również, że zna studentów.

Nasza dyskusja trwała, aż zmieniłem temat. Czy czuje się Pan szczęśliwy? Tak – odpowiedział mi. Na 100 %? Pytam go o skalę od 0 do 10. Odpowiedział mi 10. Zdziwiłem się. Nie jest to możliwe. Dowiedziałem się od jego przyjaciółki, że dla niego szacunek jest bardzo ważny. Podkreśliła mi, że gdyby miał kontakt ze swoimi dziećmi byłby bardziej szczęśliwy, czyli albo 100 % było złą odpowiedzią albo mój rozmówca może któregoś dnia być szczęśliwy na 200 %. Dowiedziałem się, że specjalnie pojechał kiedyś do Brukseli ich szukać. Nie chce on, aby ludzie cokolwiek robili za niego i stąd brak prośby o pomoc w tej sprawie. Kobieta nadal podkreślała jakie są dla niego ważne więzi rodzinne i że ma matkę w byłym Kongo Belgijskim. Zapytałem się o jego wiek. Informacja okazała się tajna. Około 50 czy 60 lat – odpowiedziała za niego kobieta argumentując odpowiedź tym, że ma dzieci. On z kolei twierdził, że nie pamięta swojej daty urodzenia. Lub dobrze udawał. Nie jest to w sumie istotne.

Następna część rozmowy sporo wyjaśniła. Policja i wszelkie służby go już znają – stwierdziła kobieta. Dwa dni temu dostał czapkę z daszkiem i ktoś mu ją ukradł. Zacząłem rozumieć czemu na początku rozmowy wspominał o złodziejach. Wspominał też, że widział, jak ludzie wciągali kokainę. Niestety ta informacja mnie nie zdziwiła. Narkomania w Liège jest prawdziwą plagą. Nie znam ani jednego miasta w Polsce, w którym byłoby gorzej pod tym względem, a zwiedziłem prawie cały kraj. Kobieta zaczęła też mówić o pewnych mało eleganckich zachowaniach. Zdarza mu się na przykład oddawać mocz na ulicy nie przejmując się tym, że jest w centrum miasta. Niestety nie była to najsmutniejsza informacja. Zdarza się naszemu znajomemu założyć trzy pary spodni na siebie i je poplamić oddając mocz. Kobieta specjalnie przychodzi codziennie do niego z mokrymi chusteczkami higienicznymi i go nimi czyści. Czasami bywają aż czarne z brudu. To właśnie w tym momencie zaproponowałem mu pieniądze w zamian za zaproszenie do swojego mieszkania. Chciałem zobaczyć, czy ma na przykład łazienkę? Nie do końca wiem czy to zwykłe mieszkanie czy mieszkanie dla osób z problemami. Komunikacja na ten temat była wyjątkowo trudna. Podejrzewam, że chodzi o zwykłe mieszkanie, co wyjaśni dalsza część tekstu. W publicznym pewne rzeczy by nie uszły na sucho. Niestety nasz przyjaciel domny bezdomny jest tak bezbronny, że narkomanie przychodzą bez jego zgody do jego mieszkania i w nim śpią. Podejrzewam, że organizują tam często meliny. Nasz rozmówca woli więc spać na ulicy i mieć święty spokój. Sam nie potrafi nawet zawołać policję, chociażby dlatego, że nie ma telefonu komórkowego. Pomijając to, nie chciałby on tego zrobić, być może dlatego, że nie kabluje.

Pomału zacząłem myśleć o pożegnaniu się. Kobieta wspomniała mi, że pomaga mu, bo nie chce go stracić. Jeżeli kiedyś zniknie, będzie go ona szukać. Wcześniej facet był kimś. Ubierał się w garnitury. Obecnie odbiera on rzeczywistość inaczej. Poruszyłem tematy religijne. Nasz przyjaciel domny bezdomny określił się jako neutralny. Zapytałem się go, czy chciałby coś ode mnie? Odpowiedział, że nic nie chce. Cieszy się po prostu z tego, że wita się z ludźmi a oni mu odpowiadają i dodatkowo czasami kupią mu coś drobnego. Policja mu również pomaga w ten sposób. Wszyscy go znają. Urząd Miasta, organizacje społeczne i inni ludzie, którzy pracują dla instytucji tego typu. Czasami nasz rozmówca ma problemy z chodzeniem. Czemu? Po prostu obcinanie paznokci u nóg to dla niego dosyć duży problem. Kobieta wspomniała, że jest jej mu go żal. Inni bezdomni sobie jakoś radzą, a on nie. Tylko pomoc ludzi go ratuje. Okazało się również, że gdy ma coś w kieszeniach to źli ludzie go od razu okradają.

To wszystko mnie zdziwiło. Facet ma możliwości. Zna siedem języków, ma mieszkanie dostępne dla siebie, śpi na ulicy, ma prawo do większych świadczeń socjalnych, ale z nich pełnie nie korzysta. Nie chce też pieniędzy od ludzi. Na pożegnanie zamieniłem się danymi z jego przyjaciółką Hiszpanką mówiąc jej, że gdy nasz rozmówca będzie gotów, aby otrzymać pomoc, to postaram się mu otworzyć pewne drzwi. Ja widzę to w taki sposób: detoks, dokładne przebadanie, dobry psychiatra, ewentualnie inny lekarz, dobry dentysta, dobry psycholog, dobra reedukacja społeczna i za dwa lub trzy lata facet może pracować na przykład w biurze zajmującym się eksportem i importem dóbr i usług, chociażby handlując towarami z jego kraju pochodzenia. Żegnając się chciałem mu zrobić prezent. Kobieta wspomniała, że przynosi mu czasami papierosy. Zapytałem się więc jakie są jego ulubione? Marki reklamować na swoim fan page’u nie będę. Napiszę tylko tyle, że to popularna i droga marka. Poszedłem do kiosku i wróciłem z paczką normalnej wielkości.

Pożegnaliśmy się i poszedłem coś zjeść na szybko do lokalnego fast foodu. Inna osoba tam pracowała, którą politycy również mogliby się zainteresować. Chodzi o kobietę, która czyści „łazienki”. Gdy dowiedziałem się, że opłata idzie do niej bezpośrednio i jest to jej jedyne wynagrodzenie, dołożyłem grubą monetę dziękując za czystość. Z nią jednak wywiadu nie przeprowadziłem, a jedno pytanie mi się pojawiło w myślach w związku z poprzednim spotkaniem. Skąd ten domny bezdomny może mieć do dyspozycji mieszkanie mając tak mało pieniędzy i będąc tak mało zaradny?

Po zjedzeniu więc wróciłem w miejsce, gdzie on przebywał wraz ze swoją przyjaciółką. Zapytałem się kto płaci za mieszkanie. Adres nawet poznałem, ale nie zapisałem go sobie. Mój znajomy domny bezdomny milczał. To jego sekret widocznie. Kobieta go znała, lecz widząc, że domny bezdomny nie chce o tym mówić, nie nalegałem, aby uzyskać informację na ten temat. Na koniec zapytałem się czy mogę go sfotografować i puścić o nim publicznie artykuł na Facebooku. Kobieta nalegała, żebym to zrobił, aby w ten sposób zainteresować i ludzi z Polski. Przedstawiłem się wcześniej jako polski dziennikarz i niezależny aktywista. Zdjęcie zrobiłem i to z tym kawałkiem niemieckiej gazety, który specjalnie ułożył prosto na stole. Nie rozumiem czemu ten kawał papieru był dla niego tak cenny, ale widząc, jak trzymał ręce na nim i w jaki sposób patrzył w telefon, zrozumiałem, że to dla niego naprawdę wielki skarb – prawdopodobnie symboliczny. Wbrew woli jego przyjaciółki, uszanowałem jego decyzję, aby pozostał anonimowy. Pożegnałem się więc jeszcze raz i poszedłem dalej. Był już po prostu czas na kolejne wywiady, a wszystkiego razem dzisiaj udało mi się wykonać cztery. Niestety opublikować drugi artykuł dziś będzie mi ciężko a o czwartym nawet nie wspominam. Wykonam jednak swoją pracę jak najlepiej jak mogę. Jako termin wyznaczam sobie koniec tego tygodnia.

Jakie można wyciągnąć wnioski po rozmowie z taką osobą? Wielu ludziom się wydaje, że bezdomni czy bezrobotni są zwykłymi leniami. Zapominają jednak o tym, że nie wszyscy mają tak samo dobre samopoczucie jak oni. Nie wszyscy mieli okazję doświadczyć takich upadków, a człowiek będący na szczycie Mount Everest nie zrozumie nigdy osoby leżącą na dnie Rowu Mariańskiego i vice versa. Choćby stanął na włosach, mój dzisiejszy rozmówca nie wytrzymałby jednego dnia w pracy. I trudno tego od niego wymagać, skoro ma takie problemy jak hordę narkomanów we własnym mieszkaniu. Obecny system socjalny ma jednak nie tylko jedną wielką wadę, której nie ma idea „bezwarunkowego dochodu podstawowego”. Wspominam o tym drugim rozwiązaniu, bo w niektórych krajach socjal kosztuje prawie tyle samo co przyznanie każdemu pewnej kwoty za darmo bez żadnych warunków. Pierwsza wielka wada wielu systemów socjalnych to demotywowanie do szukania pracy lub do podejmowania inicjatyw prywatnych. Nic nie robiąc można otrzymywać pieniądze za darmo. Gdy się jednak coś zaczyna robić, pojawia się brak wsparcia oraz kara w postaci danin publicznych. Drugi wielki minus to walka przede wszystkim ze skutkami a nie z przyczynami problemów. Optymalny system socjalny według mnie to inicjatywy prywatne typu Monar czy Markot w Polsce z dofinansowaniem publicznym. Gdyby połączyć polskie rozwiązania z belgijskimi funduszami, mógłby wyjść z tego całkiem niezły projekt umożliwiający wykolejonym ludziom nie tylko powrót do normalności, ale również spełnienie niektórych marzeń. Na spotkanie się ze swoimi dziećmi na przykład nie potrzeba wiele milionów.

Źródło obrazka: https://twibbon.com/support/soutien-aux-sdf/
Link do mojej strony na Facebooku: https://www.facebook.com/helinski/
Adres e-mail do bezpośredniej korespondencji: kontakt@helinski.info

P.S.: Rozpocząłem moją karierę niepokornego i nieprzekupnego dziennikarza obywatelskiego na początku maja 2017 roku.

Moja współpraca z serwisem Pressmania rozpoczęła się z kolei w lipcu 2017 roku. Ten artykuł został już wcześniej opublikowany na mojej stronie na Facebooku jako komentarz do wybranej grafiki.