Myślę od dłuższego czasu nad stanowiskiem papieża Franciszka wobec rosyjskiej agresji na Ukrainę, próbując je zrozumieć. Prawdopodobnie moja intepretacja mówi więcej o mnie niż o tym, co myśli Franciszek, ale chciałbym się z Wami nią podzielić i tym samym ją skonfrontować. Spróbuję w punktach, choć to nie będzie bardzo usystematyzowany wywód.

1. Jezus wzywał swoich uczniów do porzucenia zła i przemocy. Sam przerwał spiralę zła. W Ewangelii Mateusza w kluczowym kazaniu na górze pojawia się taki fragment:

„Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko i ząb za ząb!” A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie”. (Mt 5,38-42).

2. Dlaczego Jezus tak mówi? Może dlatego, że użycie przemocy, nawet w obronie własnej, będzie skutkować przemocą. Złe drzewo nie może rodzić dobrych owoców. Z przemocy nie może zrodzić się nic dobrego.

3. Teraz pojawia się kluczowe zagadnienia przełożenia tego nauczania na poziom państw. Tu widzę dwa wątki – po pierwsze, wojna zawsze ma przegranych, jedynie czasem wygranych. Przegrani dyszą zawsze wolą zemsty. Każda wojna jest zapowiedzią następnej. W tym sensie można ekstrapolować nauczanie Jezusa – możemy zakończyć wojny na świecie, jeśli jakieś państwo przestanie stawiać opór złemu i nie będzie się bronić. Ten akt, podobnie jak akt Jezusa, miałby stanowić świadectwo, że możliwe jest przerwanie spirali zła. I wtedy może prędzej czy później państwa przestaną się napadać, bo będą mogły same być napadane i będą się chciały poddawać, żeby unikać strat, i w ogóle utrzymywanie armii będzie bez sensu, skoro można się wzajemnie zajmować bez przemocy. Ostatecznie wtedy zajmowanie się wzajemne straci sens.

4. Obok tego jest drugi wątek. Czy naprawdę warto umierać, ryzykować kalectwem/traumą/wygnaniem/utratą mienia dla samego faktu przynależności do państwa? W praktyce – czy chęć bycia obywatelem ukraińskiego państwa stanowi wystarczające usprawiedliwienie, aby to wszystko ryzykować? Przecież gdyby Ukraińcy się nie bronili, mielibyśmy powtórkę z Krymu, który Rosja zajęła właściwie bez jednego wystrzału, a Ukraińcy tam sobie żyją, tyle że pod inną flagą. I mają się źle także dlatego, że Ukraina utrudnia im dostęp do wody/elektryczności/jedzenia. To ma jednak daleko idące konsekwencje. Papież chyba zdaje się pokazywać, że kwestie państwowe nie mają znaczenia. Państwowe, nie narodowe w sensie kulturowym.

W encyklice Fratelli Tutti papież wyraźnie docenia znaczenie kultury narodowej. Ale przecież kulturę narodową można pielęgnować niezależnie od państwa. Chodzi tylko o to, aby nikt tego nie umożliwiał. Strażnikiem powinna być a-państwowa wspólnota międzynarodowa, a nie państwa, bo dopóki będą państwa i granice, dopóty będzie w nas ludziach pragnienie testowania tych granic. Świat nie ma granic, więc należy do wszystkich.

5. W tym sensie papież zdaje się bardzo dowartościować znaczenie ludzkiego życia. Królestwo Boże jest także tu. Nie można żyć wyłącznie obietnicą życia wiecznego, bo jesteśmy powołani, bo Królestwo Boże czynić już tu i teraz. W końcu „przyjdź Królestwo Twoje” nie musi wcale oznaczać modlitwy o koniec świata, ale właśnie przemianę tego świata.

6. Oczywiście taka wizja rodzi bardzo wiele problemów i teologicznych, i czysto praktycznych, spośród których na pierwszy plan wysuwa się kwestia wolności decyzji – Jezus podjął autonomicznie decyzję, aby nie stawiać oporu złemu, i zapraszał do tego swoich uczniów. Ale ich odmowa nijak nie kwestionuje ofiary Jezusa.

W przypadku państwa jest inaczej – tu brak zgody choć jednego obywatela może skutkować represjami najeżdźcy wobec wszystkich. Właśnie dlatego, że państwo traktowane jest jednak jako podmiot. Oczywiście może być tak, że państwo atakowane wspólnie z atakującym mogą podjąć wspólne działania, aby zniechęcić ludzi chcących się bronić do takiego oporu, ale to zakłada mimo wszystko przymus i przemoc.

7. Z tego można wyciągnąć daleko idący wniosek, że w wizji Franciszka chrześcijaństwo jest wrogiem państwa jako wspólnoty opartej na przymusie, co jednak stoi w sprzeczności z innymi elementami nauczania, gdzie papieże (Franciszek, ale i poprzedni) wyraźnie wskazują na odpowiedzialność państw za najuboższych. A ta odpowiedzialność dopuszcza np. „przemoc podatkową”. Chyba, ze ta „przemoc podatkowa” byłaby domeną wspólnoty międzynarodowej.

Nie ulega wątpliwości, że taka wizja (o ile ją dobrze czytam) jest utopijna i miejscami problematyczna logicznie, ale trudno jej całkowicie odmówić uzasadnienia ewangelicznego. W ludzkich kategoriach przecież nauczanie Jezusa jest w wielu miejscach utopijne/absurdalne.

Inna sprawa, że nie umiałbym powiedzieć dziś Ukraińcom, że mają się nie bronić, a my na pewno nie dostarczymy im broni, bo ta broń, nawet wymierzona w Rosjan, ostatecznie zostanie wymierzona w nich samych. A potem w nas. Wygodnie się snuje takie rozważania, kiedy na głowę nie lecą bomby.

Z drugiej strony jeśli takie jest rozumienie papieża Franciszka, to trudno od niego oczekiwać działania opartego o ideę wojny sprawiedliwej, która byłaby radykalnie sprzeczna z orędziem Ewangelii (próbuję rekapitulować myśl Franciszka, podkreślam). Możliwe, że dla niego ten wymiar państwowo-polityczny nie ma znaczenia. Jest poza-chrześcijaństwem, nawet nie obok niego.

Nijak to nie osłabia ogólnej konfuzji. Czy chrześcijaństwo naprawdę jest religią radykalnego pacyfizmu?

Autor: dr Marcin Kędzierski
Główny ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Stały autor portalu opinii Klubu Jagiellońskiego oraz stały współpracownik czasopisma idei „Pressje”. Adiunkt w Katedrze Studiów Europejskich Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Były prezes Klubu Jagielońskiego oraz dyrektor Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Prywatnie mąż i ojciec czwórki dzieci, radny sołecki i działacz wiejski.