Od dzisiaj nie ma nie-stanu-wyjątkowego, przedłużanego niezgodnie z przepisami prawa od wielu tygodni w strefie przygranicznej z Białorusią. Liczba potwierdzonych ofiar bezprawia to 21 lub 22 osoby bez życia, kilkanaście z nich, w tym dzieci, pochowane na cmentarzu tatarskim w Bohonikach. W Polsce, dodam, na polskiej ziemi, pod rządami polskiego prawa, wśród społeczeństwa, które w 90% deklaratywnie składa się z wyznawców ukrzyżowanego około dwóch tysięcy lat temu Rabbiego, który pouczał, że cokolwiek uczyniliście temu najmniejszemu z braci moich – mnieście uczynili.

To, że nie ma tego dziwnego nie-stanu, niewiele tak naprawdę zmienia. Niby-stanu popartego bieda-niby-ustawą na podstawie której ganiano i nadal się będzie ganiać szlachetnych ludzi po sądach. Ludzi, którzy uznali, że na przykład przysięga lekarska, ale też zwykłe ludzkie odruchy w przypadku zagrożenia zdrowia i życia są ważniejsze niż cokolwiek innego. Te zarzuty się oczywiście nie opierają w sądach, wolontariusze, lekarze, zwykli ludzie, mieszkańcy Podlasia będą uniewinniani. Nie wolno nikogo skazać za podanie choremu leku, głodnemu kromki chleba, a spragnionemu szklanki wody.

Chyba że naszym państwowym wzorcem mają być państwa, które za to karały.

Kilka z tych osób w wyniku splotu okoliczności poznałem. Jesteśmy umówieni na Podlasiu na spotkanie i to nie jedno.

Do dzisiaj nie rozumiem w czym tak wielkim zagrożeniem była garść – w porównaniu do fali uchodźczej z Ukrainy – znękanych ludzi cierpiących jesienią, zimą, wiosną w bagnach i lasach, na polskiej ziemi. Jakby abstrahując od bezprawnego i amoralnego charakteru tych ogólnopaństwowych prześladowań, tej zbrodni.

Bo jeżeli w wyniku działań funkcjonariuszy państwa giną w cierpieniu, z wycieńczenia bezbronni ludzie – to mamy do czynienia ze zbrodnią.

I to się nie zmieni. To zostanie z nami.

Zostanie z nami też to, że mimo budowy pokazowego muru – inny mur pękł.

Jaki mur powiecie, skoro widzieliście tyle razy pana premiera idącego na tle wielkiego, imponującego płotu, parkanu na miarę naszych ambicji i możliwości?

Nie, nie ten mur miałem na myśli. Ten mur, który rozpruł bezcenną Puszczę Białowieską zostanie w całości. Żaden Tusk nie odważy się go rozebrać, mimo, że takie miny stroi, że taki jest hoho i hehe i w ogóle. Nie wierzę temu trampkarzowi, chociaż pewnie z obrzydzeniem na niego zagłosuję kiedyś tam. A może i nie.

Zatem ten mur zostanie. Jako znak nienawiści do Puszczy i wszystkiego co jej istnienie wyraża.

Zauważyliście, że satrapie nienawidzą nieujarzmionej przyrody? Zawracają rzeki, przecinają je absurdalnie wielkimi tamami, wyrzynają puszcze, zatruwają morza, powietrza? Zauważyliście to?

My mamy taką niby-bieda-satrapię. To i takie też ma gesty wobec tego, czego nie jest w stanie ujarzmić – przyrody. Przekop dla pontonów przez Mierzeję Wiślaną, wycinki gminne czyli rzeź drzew i płot przez Puszczę.

Płot czyli mur.

Ale pytaliście jaki to mur pękł, mimo, że stoi przecież mur.

Pękł mur między tym co dopuszczalne a tym, co niedopuszczalne w głowach funkcjonariuszy. To oni robili rzeczy, których nie spodziewałem się widzieć w wykonaniu ludzi noszących mundury z polskim orłem. To wynikiem ich działań jest śmierć cywilów. 21 potwierdzonych przypadków.

Ale nieznana liczba przypadków po drugiej stronie. I nieznana liczba niepotwierdzonych przypadków u nas w lasach. Pamiętacie małą Elieen? Ktoś wie co się stało?

I nie, to nie była wojna. A jeżeli nawet to polska przez małe „ch” stała w tej wojnie przeciwko bezbronnym. Zatem podpinanie się rządzących pod ukraińską legendę jest żałosne i śmieszne.

I nie łudźcie się. Jeżeli już jeden, drugi, trzeci chłopak, dziewczyna w mundurze obalili w swoich głowach ten mur, na którym było napisane zajebiście wielkimi literami, że

człowiek chory w szpitalu jest pod ochroną i póki jest chory – nie prowadzimy czynności,

że dziecko zawsze jest dzieckiem i podlega szczególnej ochronie i dziecka nawet stresować nie wolno, nie mówiąc o wystawianiu na warunki zagrażające życiu i zdrowiu,

że kobieta w ciąży jest pod szczególną ochroną i nie ma znaczenia czy to kobieta o białym czy czarnym kolorze skóry, po prostu, nie rzuca się kobietą w ciąży przez drut żyletkowy,

To rok temu wywozili dzieci do lasu bo miały śniady kolor skóry, jutro wywiozą ciebie albo twoje dzieci, bo jakaś dziadyga zamlaska, że nie kochasz partii i jej funkcjonariuszy.

Bo dla mlaskającego dziada – partia i państwo, banda jego przydupasów i naród – to jedno i to samo.

I Jeszcze jedno zdanie ukute w ciągu ostatnich miesięcy powtórzę przy tej okazji – bo trzeba je powtarzać uparcie –

– nie ma i nie będzie nigdy takiej racji stanu, która uzasadni przemoc wobec bezbronnych, tortury, poniżające traktowanie.

Żadna racja stanu nie uzasadnia wywożenia matki z niemowlęciem jesienią do ciemnego lasu.

Żadna racja stanu nie uzasadnia odmowy udzielenia pomocy medycznej człowiekowi. Żadna wojna, żaden starczy wzwód prącia narodu.

Chyba, że mówimy o państwa upadłych, bandyckich. Wtedy tak.

Zostaje ta świadomość, że jako społeczeństwo stając po stronie walczącej Ukrainy, zarazem stanęliśmy przeciwko człowieczeństwu na innej granicy.

Wiecie jaka była różnica? Z tego, że się robi zrzutki na hełmy, noktowizory, termowizję dla Ukrainy – można być trochę dumnym.

Kiedy organizowałem pierwsze termowizory, latarki dla Ludzi Lasu – robiłem to dużo ciszej. Bo nie wiedziałem jak się zachowa mój współpracownik w robocie, kontrahent, od którego kupowałem ten sprzęt, a nawet kurier.

Zbiórki były niepubliczne, przesyłki pokątne. Do dzisiaj nie wiem czy Ci, którzy wtedy te zbiórki wspierali, chcieliby, bym wymienił ich imiona. Był ksiądz, ateistka, był prolifer i był prochoicer, był niewierzący, wierzący, ze wsi, z miasta, przedziwna koalicja w poprzek wszelkich podziałów. Jak w to w nomen-omen – sytuacji granicznej.

Ale jeżeli gdzieś jest początek drogi, w ramach której stałem się „panem od celowników” – to tam gdzieś jesienią, kiedy kołowałem pierwsze termowizory, aby taniej, dla Lasu.

Kilka znajomości się urwało, kilka oziębiło, kilka zupełnie nowych, niezwykłych się pojawiło. Jak to w sytuacjach nomen-omen granicznych.

Zostaną z nami na pewno uchodźcy. Posłańcy złych wieści jak ich nazwał,zdaje się, Baumann.

Nie lubimy posłańców złych wieści.

Bywa, że chcemy ich zabić.

Oni nam mówią, samym swoim istnieniem,
że świat który znamy – trzeszczy,
że możemy nie utrzymać tych wszystkich przywilejów, jakimi się dopiero zaczęliśmy cieszyć. Niestety jednak zabijanie posłańców jak wiadomo, niewiele zmienia, złe wieści, są złymi wieściami.

I tak i tak będziemy musieli im stawić czoła.

Od nas zależy z jakim sumieniem.

Czy to będzie lekkie, czyste sumienie wolnych ludzi?

Już nie.

Już za późno.

____________________________________________________________________

(Tak, wiem, po tym poście liczba obserwujących mój wall spadnie znowu. Ale trudno. Nic nie poradzę. Tutaj stoję, inaczej nie umiem.

Z tych co zostaną ktoś może postawić mi kawę, bo właśnie wczoraj wysypałem pół puszki na podłogę. Przypadkiem. Robię się niezdarny. Link tutaj.
_______________________________________________________________________

(Na zdjęciu cmentarz tatarski w Bohonikach, trzy z kilkunastu grobów uchodźczych)

#notatki_ze_stanu_wyjątkowego_upodlenia

Jak zawsze dziękuję za wszelkie udostępnienia owoców mojej pracy, wszelkie lajki, komentarze taktyczne. Te posty kosztują mnie rzeczywiście trochę pracy.

Gdyby ktoś chciał postawić mi kawę w zamian za wykonaną robotę – link tutaj.

Trzymajcie się!

Trwa nadal zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.

Autor: Radosław Wiśniewski  Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.

Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74