W latach 1943-1968 przez Wojsko Polskie przewinęło się około 21 tys. oficerów radzieckich, w tym 153 generałów. Najbardziej znany z nich – Konstanty Rokossowski był ministrem, posłem, wicepremierem i marszałkiem Polski. Odchodząc, zdążyli niestety wydać rozkazy, które przyczyniły się do śmierci 57 osób podczas tzw. wydarzeń poznańskich. Decyzję o użyciu wojska przeciw demonstrantom podjęło Biuro Polityczne KC PZPR, przychylając się do propozycji ministra Rokossowskiego. Wykonawcą zadania był najważniejszy z oddelegowanych do Polski radzieckich generałów – dowódca wojsk lądowych Stanisław Gilarowicz Popławski.

Olbrzymi napływ radzieckich oficerów do polskiej armii podczas II wojny światowej oraz po jej zakończeniu miał swoją okrutną i cyniczną logikę. Najpierw Sowieci wymordowali w Katyniu kwiat polskiego wojska (około 10 tys. ofiar), a potem, pod szyldem bratniej pomocy, uzupełniali tę przepastną lukę, spowodowaną własną zbrodnią.

Ów napływ zaczął się w Sielcach nad Oką, gdzie z inicjatywy komunistów ze Związku Patriotów Polskich powstawała 1 Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Był maj 1943 roku. Minęły niespełna dwa lata od utworzenia armii gen. Władysława Andersa, która wiosną 1942 roku, za zgodą Józefa Stalina, przekroczyła granicę z Iranem i od tamtej pory walczyła na Zachodzie. Związkowi Patriotów z Wandą Wasilewską na czele pozostali Zygmunt Berling i niewielka liczba jemu podobnych.
Berling był przedwojennym oficerem, już w 1931 roku (jako 35-latek) awansował na stopień podpułkownika. Więziony przez Sowietów w Starobielsku, uniknął rozstrzelania, podejmując współpracę z NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych). Uratował życie, a jego kariera wojskowa nabrała wielkiego przyspieszenia. W 1940 roku przyjął obywatelstwo ZSRR, trzy lata później był już generałem brygady.
Takich oficerów, dawnych obywateli II Rzeczypospolitej, którzy zapałali miłością do Związku Radzieckiego, nie było w Sielcach zbyt wielu. Pomoc kadrowa „wielkiego brata” okazała się więc niezbędna. W lipcu 1943 roku aż 67 proc. oficerów dywizji kościuszkowskiej pochodziło z Armii Czerwonej. Pod koniec 1944 roku, gdy istniały już dwie armie Wojska Polskiego, wskaźnik braterstwa spadł poniżej 50 proc. W liczbach bezwzględnych sytuacja przedstawiała się następująco: na 40 tys. oficerów Wojska Polskiego aż 18 996 (w tym 36 generałów) miało obywatelstwo ZSRR. Nosili polskie mundury i salutowali po polsku. Ale mówili po rosyjsku i wypełniali rosyjskie rozkazy. To ostatnie dało się jeszcze zrozumieć. Wspomniane dwie polskie armie walczyły przecież w ramach rosyjskich frontów.
W latach 1949-1954 zwolniono ze służby wojskowej ponad 9 tys. oficerów, w większości kadrę II Rzeczypospolitej i oficerów wywodzących się z organizacji konspiracyjnych Polskiego Państwa Podziemnego (ZWZ-AK, PAL, NSZ, BCh i inne)”.
Ktoś tych ludzi musiał zastąpić. Wtedy ponownie zwrócono się o pomoc do „wielkiego brata”. Ten wspaniałomyślnie nie odmówił i czerwonoarmiści zaczęli wracać do Polski. Ich obecność nie była oczywiście już tak liczna jak podczas wojny i zaraz po jej zakończeniu. W sierpniu 1949 roku w Wojsku Polskim służyło 728 oficerów radzieckich (w tym 15 generałów).
Tak oto okres bratniej pomocy kadrowej przeszedł do historii. Słynne powiedzenie cara Aleksandra: „Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica” po 1956 roku przestało być traktowane tak bardzo dosłownie. Długo jednak jeszcze najważniejsze decyzje dotyczące Wojska Polskiego zapadały nie w Warszawie, lecz w Moskwie.
Źródło :
https://www.facebook.com/groups/1080755248971309/?hoisted_section_header_type=recently_seen&multi_permalinks=1689676378079190