Kiedyś pisałem jakie warunki musi spełnić Karol Nawrocki, bym „się nawrócił” i uznał go za swojego prezydenta. Nie wystarczy to, że pokonał Trzaskowskiego (bo we tej kampanii najważniejsze było: każdy, byle nie Trzaskowski)  i że zadeklarował nowe podejście do roli prezydenta, a ostatnio wsparcie dla inicjatywy referendalnej Pawła Kukiza.

2 czerwca 2025 roku pisałem: „Najbardziej bym chciał, gdyby Nawrocki odciął się od tzw. zielonego ładu, zablokował wejście Ukrainy do UE i zablokował napływ nielegalnych imigrantów, ale też ograniczył napływ legalnych” (https://pressmania.pl/prof-jozef-brynkus-prezydent-karol-nawrocki/). I to podtrzymuję, a teraz jeszcze dodam, żeby wobec Niemiec prowadził politykę niezależną, także ze względów historycznych. No i chciałbym jeszcze, aby podjął próbę zmiany ustawy o IPN np. w zakresie ścigania za szkalowanie narodu polskiego. Jak to zrobi, to będę jego gorącym zwolennikiem, choć być może, a raczej na pewno, nie ma to dla niego jakiegoś specjalnego znaczenia. Na pewno jednak ja będę jego surowym recenzentem z perspektywy realizacji przez niego wyborczych obietnic i moich – podkreślam moich – poglądów.

No i zacznijmy od pierwszej sprawy – czyli jego nominacji na zaplecze prezydenckie. I tu okazuje się, że na razie jest w tym przekonywaniu przez elekta-Nawrockiego tak pół na pół. Bo o ile nominacja na szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego prof. Sławomira Cenckiewicza jakoś nie budzi moich wątpliwości z wielu powodów, choć zastrzeżenia mam np. do jego ujęcia niektórych historycznych zdarzeń. Tu  wymienię tylko jedno: zmarginalizowanie wątku pochodzenia narodowego Anny Walentynowicz we wspanialej jednak biografii gdańskiej suwnicowej „Anna Solidarność”. Dla przeciwwagi dodam jego, wspólnie z Piotrem Gontarczykiem, udowodnioną tezę, że Wałęsa był esbeckim kapusiem i swoim donosicielstwem wiele krzywdy zrobił, choćby, Henrykowi Lenarciakowi, Józefowi Szylerowi, Alfonsowi Suszkowi, czy Romualdowi Krukowskiemu). Jednak Cenckiewicz ma doświadczenie w pracy wywiadowczej i innej.

Tak samo wysoko ocenić trzeba mianowanie Zbigniewa Boguckiego szefem Kancelarii Prezydenta, a nawet pozostawienie w prezydenckim zapleczu Marcina Przydacza czy Wojciecha Kolarskiego.

Jednak najwyżej należy ocenić mianowanie na szefa Gabinetu Politycznego Prezydenta Pawła Szefernakera. To człowiek niezwykle pracowity, i taki z cienia, ale jednak wielki fachowiec. Jako poseł Kukiz’15 obserwowałem jego podejście do spraw publicznych, w których wykazywał daleko idącą rzetelność, wiarygodność i lojalność wobec swoich szefów. Pewnie ma też jakieś osobiste ambicje, ale na razie ich nie ujawnia. Pracuje na tych, którzy go do swojej ekipy wybrali.

I żeby udowodnić to „pół na pół” w ocenie przekonywania mnie przez elekta-Nawrockiego, to trzeba jednak przywołać jakiś przykład personalny. Tym będzie Adam Andruszkiewicz. I w jego ocenie nie ma jakiegoś znaczenia tzw. spięcie Andruszkiewicza z dziennikarką (???) Justyną Dobrosz-Oracz, gdy Andruszkiewicz karkołomnie próbuje zbagatelizować jego własne słowa sprzed kilkunastu laty, gdy optował za „zbliżeniem” Polski z Białorusią – pewnie tu zaważył brak jego wiedzy i doświadczenia politycznego. Teraz już doświadczenie ma – bo Dobrosz-Oracz wytłumaczył, że chodziło mu o bliskich kulturowo Polsce Białorusinów. Ale ja pamiętam jego drogę od Kukiz”15 – gdy Paweł uważał go swojego politycznego syna (https://tvn24.pl/polska/pawel-kukiz-o-adamie-andruszkiewiczu-zdradzil-dwie-grupy-wyborcow-ra897184-ls2285782), a potem  przez związanie się z Kornelem Morawieckim (https://dorzeczy.pl/kraj/88830/kornel-morawiecki-rozmawialem-z-premierem-o-andruszkiewiczu.html) i wreszcie dojście do Prawa i Sprawiedliwości.

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.