W Polsce naprawdę nie można się nudzić. Zwłaszcza, gdy politycy moralizują o „obronie granic”, a w tym samym czasie prowadzą biura, które te granice otwierają — tyle że w ramach działalności gospodarczej, z legalnym NIP-em i pełnym pakietem benefitów.

Roman Łazarski, dawny pełnomocnik finansowy Konfederacji i człowiek, który trzymał kasę Sławomira Mentzena podczas kampanii, miał swoje hasła i swoje rachunki. Hasła głosiły: „Stop imigracji!” — a rachunki? Cóż, tam już widniały przychody z pośrednictwa pracy dla cudzoziemców.

Z ustaleń mediów wynika, że jego firmy, działające pod marką Belpol, zarobiły grubo ponad sześć milionów złotych na pośrednictwie pracy dla migrantów. I to nie byle jakich — bo w papierach pojawiają się nazwiska z Białorusi i Ukrainy. A więc ci sami cudzoziemcy, przed którymi Konfederacja chciała „bronić polskiego rynku pracy”.

Niektórzy nazwą to hipokryzją. Inni – po prostu biznesem. A jeszcze inni wzruszą ramionami i powiedzą: „Polska normalność”. Bo przecież u nas wszystko można połączyć — patriotyzm z marżą, narodowe hasła z outsourcingiem, a antyimigracyjne manifestacje z rubryką „przychody z usług rekrutacyjnych”.

Łazarski tłumaczy, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem. Że rynek potrzebuje pracowników, więc on tylko pomaga ich znaleźć. Logiczne. A że żona jest Białorusinką — tym lepiej, pewnie zna język i pomaga w komunikacji z partnerami biznesowymi.

I może rzeczywiście nie ma w tym nic złego, gdyby nie ten drobny szczegół: przez lata to właśnie środowisko, z którym Łazarski był związany, z pasją piętnowało „import obcych kultur”, „zagrożenie dla polskiego rynku pracy” i „zalew imigrantów”. A teraz okazuje się, że ów „zalew” może być całkiem dochodowy — o ile płaci składki i wystawia faktury na czas.

To nawet nie ironia losu. To znak czasów. W epoce, gdy polityka stała się marketingiem, a ideologia – etykietą do sprzedaży, prawda nie musi być spójna. Wystarczy, że się klika i sprzedaje.

Bo przecież nic tak nie łączy narodu jak wspólny wróg — zwłaszcza jeśli można przy okazji zarobić na jego zatrudnieniu.