Szariat – droga, która prowadzi donikąd
Słowo szariat w języku arabskim oznacza „drogę do wodopoju” — w kulturze pustyni miejsce, gdzie człowiek odnajduje życie. Ale w praktyce politycznej i społecznej, szariat to rozbudowany system prawa religijnego islamu, który reguluje nie tylko kwestie wiary, ale całe życie człowieka: rodzinne, społeczne, gospodarcze, a nawet karne.
W świecie muzułmańskim nie ma rozdziału między religią a państwem — prawo koraniczne stoi ponad prawem stanowionym przez ludzi. Przestrzeganie szariatu jest więc nie tylko obowiązkiem religijnym, ale również znakiem przynależności do wspólnoty, fundamentem tożsamości.
To, co dla wyznawców islamu stanowi świętość, dla współczesnych elit europejskich stało się „egzotycznym elementem różnorodności”. Problem w tym, że szariat i ideologia tęczy nie mogą współistnieć. To dwie cywilizacje, które wzajemnie się wykluczają.
Liberalny eksperyment społeczny
Od lat rządzące w Unii Europejskiej kręgi liberalno-lewicowe próbują stworzyć nowego Europejczyka — człowieka bez korzeni, bez religii, bez płci i bez narodowej tożsamości. Ma to być obywatel świata, który zamiast tradycyjnych wartości przyjmie dogmaty „postępu”: kult mniejszości, płynność płci, relatywizm moralny i ślepą wiarę w ideologię równości.
W tej wizji świata kobieta i mężczyzna to tylko „konstrukty społeczne”, a małżeństwo — „związek emocjonalny dowolnych osób”. Pojęcia matka i ojciec są zastępowane przez „rodzica 1” i „rodzica 2”. Dziecko nie jest już darem, lecz „prawem do wyboru” — można je usunąć w dowolnym momencie ciąży. Starość, choroba czy cierpienie nie są już częścią ludzkiego losu, lecz „problemem do rozwiązania” za pomocą eutanazji.
Taki świat to marzenie globalnych inżynierów społecznych — bez Boga, bez granic, bez różnic. Tylko że na drodze do tego utopijnego projektu stoi jeszcze ostatni bastion: ludzie wierzący, zakorzenieni w tradycji, szanujący rodzinę i życie. Dla elit to „ciemnogród”. Dla Polski – ostatni mur obronny przed upadkiem.
Eksperyment z importem cywilizacji
Gdy tego „ciemnogrodu” nie da się przekonać ani propagandą, ani poprawnością polityczną, pojawia się inny pomysł: rozcieńczyć społeczeństwa poprzez masową migrację z krajów Afryki i Azji. W oczach europejskich liberałów ma to być lek na „ksenofobię” i „brak różnorodności”.
Donald Tusk w wywiadzie dla Politico w 2015 roku zachwycał się „wielokulturowością” Zachodu i żałował, że Polska jest jej pozbawiona. Mówił o „kapitalnej mieszance” kultur, która rzekomo wzbogaca społeczeństwa.
Dziś mieszkańcy tych zachodnich krajów wiedzą już, czym ta „mieszanka” naprawdę jest.
Cena wielokulturowości
W Szwecji wojsko patroluje ulice miast, by powstrzymać gangi imigrantów. W Paryżu i Marsylii co tydzień płoną samochody, a policja nie wchodzi do niektórych dzielnic. W Niemczech rośnie liczba napaści seksualnych, a w Belgii czy Holandii powstają równoległe społeczności, w których obowiązuje nie europejskie prawo, lecz właśnie szariat.
Tam, gdzie miała być „tolerancja”, zapanował strach. Tam, gdzie mówiono o „różnorodności”, pojawił się chaos i przemoc.
Europa Zachodnia, która przez wieki kształtowała cywilizację opartą na chrześcijaństwie, dziś sama podcina korzenie swojego istnienia. I co najgorsze — próbuje tę samą drogę narzucić Polsce.
Tęcza nad szariatem
Liberalne elity Europy są przekonane, że mogą bezkarnie bawić się społecznym eksperymentem. Ale historia pokazuje, że każda cywilizacja, która zatraciła swoje wartości, została pochłonięta przez silniejszą.
Islam nie zna pojęcia „kompromisu kulturowego”. Nie ma w nim miejsca na „neutralność światopoglądową”. Dla muzułmanina szariat to nie opcja – to obowiązek. A tam, gdzie społeczeństwa zachodnie przestają bronić własnej tożsamości, prędzej czy później pojawi się prawo koraniczne.
To nie religijni Polacy stanowią zagrożenie dla wolności. To właśnie ci, którzy w imię tolerancji sprowadzają ludzi wychowanych w zupełnie innej cywilizacji, budują fundament pod nowy porządek – porządek, w którym słowo Bóg zostanie zastąpione słowem Allach, a krzyż – półksiężycem.
Europa w punkcie bez powrotu
To, co zaczęło się od idei „otwartości” i „równości”, kończy się dziś społecznym rozkładem. Europa, która odrzuciła Boga, wypełnia pustkę nową religią — religią poprawności politycznej. Ale duchowa próżnia nie trwa długo. Przyroda i historia nie znoszą pustki.
Tam, gdzie umiera wiara chrześcijańska, prędzej czy później pojawi się inna — silniejsza, bardziej bezwzględna i nieznająca kompromisów.
I wtedy może się okazać, że Europa, która chciała być „tęczowa”, stanie się po prostu islamska.
Rafał Szrama 🇵🇱
Zostaw komentarz