– Słyszał pan, panie Tomku, wreszcie mamy wojnę!

– Tak, wiem, pani Zosiu, ruscy partyzanci wysadzili nam tory kolejowe. Tego nie można puścić płazem!

– Już wiadomo, że to byli ruscy?

– Podobno premier już o tym wiedział, zanim się dowiedział, co się stało. To byli Ukraińcy ruscy dywersanci.

– Łoo matko, panie Tomku, aż strach pomyśleć, ilu możemy mieć teraz w Polsce ruskich dywersantów, gdyż przyjęliśmy całą masę Ukraińców. Ale wie pan co, ruscy podobno podpisali z Trumpem jakieś 28 punktów w sprawie pokoju na Ukrainie. To po co wysadzili tory kolejowe w Polsce? To jest całkiem bezsensowne.

– Bo oni tacy są, pani Zosiu. Trump nie rozumie duszy ruskiej, tylko my ją rozumiemy.

– Pewnie właśnie dlatego nasz premier tak szybko się dowiedział wszystkiego o zamachowcach.

– Nasz premier? Pani Zosiu, niech pani nie żartuje. Przez jego nieudolność doszło do tego zamachu. Na pewno skończy się to dla niego Trybunałem Stanu. Ja myślę, że wywiad ukraiński przekazał Polsce szczegółowe informacje o zamachu. Bo dobrze jest mieć przyjaciół, którzy doskonale wszystko wiedzą o wrogich atakach na Polskę, niemal jakby sami je organizowali.

– To jest efekt skuteczności rządu Koalicji Obywatelskiej, panie Tomku. Gdyby nadal rządzili nominaci Kaczyńskiego i Rydzyka…

– Pani Zosiu, w obliczu zagrożenia powinniśmy się zjednoczyć, a nie eskalować polityczne spory, bo Ojczyzna wzywa. Ja na przykład nie widzę żadnej różnicy między byłym i obecnym ministrem obrony narodowej.

– Niech pan nie porównuje Błaszczaka do Kosiniaka-Kamysza.

– Jeden lekarz, drugi historyk. Obaj mają dokładnie takie same kwalifikacje.

– Pan żartuje. Pan minister Kosiniak-Kamysz doskonale sprawdził się na każdym stanowisku, a ten cały Błaszczak szkodził, gdziekolwiek wysłał go wasz prezes.

– Gdzie niby sprawdził się Kosiniak-Kamysz?

– Wszędzie, panie Tomku, dokładnie wszędzie.

– A Błaszczak?

– Wszędzie szkodził. I zawsze.

– Ja widzę dokładnie to samo, tylko na odwrót, jak w lustrzanym odbiciu. Ale zostawmy to. Bo ruskim trzeba dać strategiczną odpowiedź na ich prowokację. Polskie dowództwo potrzebuje naszej pomocy.

– DORSZ, panie Tomku — Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych. Bądźmy profesjonalni. Chociaż wydaje mi się, że w zakresie strategicznego planowania bardziej właściwy byłby Sztab Generalny Wojska Polskiego.

– Pani Zosiu, jestem pod wrażeniem…

– Bo pan mało jeszcze o mnie wie, panie Tomku.

– W każdym razie Sztab czy dowództwo — wszystko jedno, ale działa zapewne jak każdy inny urząd. Nic nie robią, dopóki nie muszą. Jak muszą — robią akcję, czyli medialną burzę mózgów, aby się dowiedzieć, co mają robić. Więc teraz czas na akcję. Wszystkie ręce na pokład. Każdy uczciwy Polak musi wymyśleć jakąś strategię zaczepno-obronną w odpowiedzi na ruską prowokację. Należy je następnie udostępnić na Facebooka w wersji open-source’owej, aby najlepsze, które uzyskają 10 000 lajków, mogły zostać wdrożone do realizacji. My też musimy się włączyć, pani Zosiu.

– To jest bardzo proste, panie Tomku. Każdy, kto czytał Bartosiaka, wie, że na prowokacje musimy odpowiedzieć prewencyjnym atakiem na Królewiec. Ja proponowałabym uderzenie od zachodu, z kierunku Braniewa, siłami 9 BKPanc. ze wsparciem 15 BZmech., a od południa — w miękkie podbrzusze — 1 Warszawską BPanc. Weźmiemy wroga w dwa ognie. Powstanie kocioł. Wtedy wystarczy zmasowany atak europejskich sił szybkiego reagowania i koniec pieśni. Po Putinie. Nasze media przez całe lata uczciwie informowały, że jego władza w Rosji się chwieje. Po takiej klęsce już się nie podniesie.

– Tak, pani Zosiu, brawo, plan niemal idealny, ale pominęła pani naszą najsilniejszą kartę atutową w walce z Rosją, czyli rotacyjne oddziały armii amerykańskiej. Ja rzuciłbym amerykańskie Zielone Berety do dywersyjnych ataków na szlaki komunikacyjne łączące Królewiec z Białorusią, a Marines niech zajmą port w Królewcu. Oddziałami ze Świętoszowa wsparłbym Warszawską BPanc., a z bazy w Redzikowie przerzuciłbym na front zachodni.

– Bardzo śmiałe posunięcie, panie Tomku. Ryzykowne, ale ubogacające kulturowo nasze siły ofensywne. Teraz nazwa. Bo nazwy są zawsze najważniejsze. Może Napoleon 2.0?

– To musi być coś bardziej polskiego. Na przykład Operacja Trump battle!

– Niech będzie. Widzi pan, że Polak potrafi. Możemy sobie pogratulować zwycięstwa.

I pani Zosia wyciągnęła do pana Tomka rękę. W pierwszym odruchu chciał ją pocałować, ale w porę uświadomił sobie, że to nie był najwłaściwszy moment. Wymienili więc mocny uścisk dłoni. Jak sztabowcy przed bitwą. W ten oto sposób, w obliczu wspólnego wroga, narodziło się w Polsce braterstwo broni między wrogimi obozami.