Mój wysłużony laptop odmówił posłuszeństwa i na miesiąc oddałem go do naprawy. Byłem bez internetu i muszę Wam powiedzieć, że czułem się fantastycznie.
W pierwszych dniach bez internetu wystąpiły objawy jak po rzuceniu palenia.
Internetowy głód.
Brakowało mi tego niebieskiego ekranu, klawiatury, a przede wszystkim, pisania.
Swędziały mi palce, nie mogłem znaleźć sobie miejsca w porze kiedy zazwyczaj siadałem do kompa.
Ale po, mniej więcej tygodniu, odzyskałem równowagę.
Może za sprawą wakacji w Austrii, w Baden bei Wien.
Przez ponad dwa tygodnie moczyłem się kilka godzin dziennie w siarkowych źródłach termalnych.
Po takim zabiegu sił starczało jedynie na pójście na obiad, do restauracji przy rynku.
Siedząc przy kawie i ciastku, pod parasolem, obserwowałem spacerujących, zamożnych emerytów i matki ze swoimi pociechami.
A wieczorami czytanie książek.
Wziąłem za mało więc kryminał Archera przeczytałem dwa razy.
Zero polskiej telewizji.
Pieprzenia bez sensu rodzimych polityków.
Zero głupawych reality-show.
Choć te austriackie są jeszcze głupsze.
Późnym wieczorem, spacer do rosarium by nawdychać się woni róż.
A potem, sen.
Z reguły do 9.30 następnego dnia.
I tak, w kółko Macieju.
Życie sprowadzone do poziomu prostych potrzeb.
Rezultat, jaśniejszy umysł.
Dystans do politycznego teatru.
Więcej czasu na inne aktywności.
Taki detox, każdemu się przyda.
Polecam.
Zostaw komentarz