W 2004 roku w Estonii pomnik estońskich żołnierzy walczących w niemieckich formacjach Waffen-SS wywołał międzynarodową burzę. Były protesty, naciski i reakcje zagranicznych rządów. Pomnik ostatecznie usunięto. Ówczesny premier Estonii Juhan Parts mówił wprost o presji ze strony państw UE i USA.

A teraz spójrzmy na Ukrainę.

Pomniki Bandery, nazwy ulic, tablice, muzea i państwowe upamiętnienia OUN-UPA nie tylko istnieją — w ostatnich latach powstawały kolejne. A przecież część struktur OUN i UPA jest odpowiedzialna za masowe mordy na ludności cywilnej, przede wszystkim Polakach.

I tutaj pojawia się pytanie, którego nie da się wiecznie zamiatać pod dywan:

Dlaczego Zachód potrafił wywierać presję na Estonię z powodu jednego kontrowersyjnego pomnika, a wobec Ukrainy — mimo znacznie większej skali zbrodni związanych z częścią tradycji OUN-UPA — reaguje tak powściągliwie?

Czy obowiązuje nas jeszcze jeden uniwersalny standard oceny gloryfikacji organizacji uwikłanych w zbrodnie, czy też historia stała się kolejnym narzędziem geopolityki?

Czy o tym, kto może mieć swoich „bohaterów”, a kto nie, decydują już nie zasady, lecz to, po której stronie aktualnego konfliktu znajduje się dane państwo?

Estonia kontra Ukraina. Waffen-SS kontra OUN-UPA. Dwa przypadki. Dwie reakcje Zachodu. Skąd ta różnica?