Kraków to miasto wyjątkowe. Wawel, Sukiennice, Uniwersytet Jagielloński, smok pod Wawelem, a od 2026 roku również nowa atrakcja: polityczna karuzela, na której można odwołać prezydenta, zostawić Radę Miasta, a kilka miesięcy później do drugiej tury przepchnąć kandydatkę popieraną przez polityczne środowisko odwołanego włodarza.

Aleksander Miszalski został odwołany. W referendum za jego odwołaniem zagłosowało 171 581 osób, przeciwko zaledwie 3631. Trudno o bardziej czytelny komunikat skierowany do konkretnego prezydenta. Z Radą Miasta już się nie udało — referendum w tej części nie osiągnęło wymaganego progu frekwencji.

I teraz dochodzimy do najlepszej części przedstawienia.

Według exit poll Ipsos pierwszą turę wygrywa Łukasz Gibała z wynikiem 36,6 proc. Druga jest Monika Piątkowska — 24,4 proc., a trzeci Michał Drewnicki — 19,6 proc. Jeśli te wyniki się potwierdzą, w drugiej turze spotkają się Gibała i Piątkowska.

Tylko nie róbmy z Gibały politycznego Robinsona Crusoe, który właśnie wysiadł z tratwy i pierwszy raz zobaczył budynek urzędu. Gibała doskonale zna partyjną politykę. Był posłem Platformy Obywatelskiej, później przeszedł do Ruchu Palikota, a dopiero następnie zbudował własne lokalne środowisko Kraków dla Mieszkańców. Dzisiaj występuje jako kandydat niezależny, ale polityczny życiorys ma dłuższy niż niejedna lista wyborcza.

Jest jednak istotna różnica: to właśnie Gibała stał się jedną z głównych twarzy referendum przeciwko Miszalskiemu. Teraz człowiek, który pomagał odwołać prezydenta, wygrywa pierwszą turę wyborów na jego następcę.

A kto melduje się za nim?

Monika Piątkowska — senatorka KO, startująca z własnego komitetu „Ponad Podziałami”, ale popierana przez KO i PSL.

Czyli Kraków powiedział Miszalskiemu: dziękujemy, proszę opuścić gabinet, po czym część wyborców spojrzała na jego polityczne zaplecze i najwyraźniej uznała: ale wy jeszcze zostańcie, zobaczymy.

To trochę jak wyrzucić kucharza z restauracji, bo obiad był niejadalny, a cztery miesiące później wrócić do tego samego lokalu i powiedzieć:

— Tylko tym razem poproszę inną osobę przy kuchence.

Oczywiście Piątkowska nie jest Miszalskim. Ma własny życiorys, własny program i własną odpowiedzialność polityczną. Tak samo Gibała nie jest już politykiem PO ani Ruchu Palikota. Wyborcy mogą oceniać ludzi, a nie tylko partyjne szyldy.

Ale polityczna ironia pozostaje wyjątkowo smakowita.

Jeszcze zabawniej zrobiło się na lewicy. Według exit poll Aleksandra Owca z Razem zdobyła 8,7 proc., a Daria Gosek-Popiołek z Nowej Lewicy 6,1 proc.

Razem wyprzedza Nową Lewicę.

Można powiedzieć, że na krakowskiej lewicy doszło do małej rewolucji. Tyle że tym razem rewolucjoniści z Razem zabrali głosy bardziej establishmentowym kolegom, zamiast przejmować Pałac Zimowy. W centrali Nowej Lewicy poniedziałkowa kawa może mieć wyjątkowo gorzki smak.

A nad tym wszystkim unosi się pytanie znacznie ciekawsze niż partyjne przepychanki.

Co właściwie oznaczało krakowskie referendum?

Jeżeli było przede wszystkim buntem przeciwko sposobowi sprawowania urzędu przez Aleksandra Miszalskiego — obecny wynik nie jest szczególnie zaskakujący. Można odwołać jednego polityka i jednocześnie poprzeć inną osobę z podobnego politycznego otoczenia.

Jeżeli jednak ktoś odczytywał referendum jako wielkie trzęsienie ziemi wymierzone w cały dotychczasowy układ krakowskiej polityki, dzisiejszy exit poll daje mu sporo materiału do przemyśleń.

Bo rewolucja miała przewrócić stolik.

Na razie wygląda na to, że Kraków wymienił jednego z graczy, przetasował karty i usiadł do tego samego stolika jeszcze raz.

A czy rzeczywiście będzie chciał zmienić reguły gry?