Nie ma dnia w którym nie słyszymy o potrzebie pomocy czy to dla chorego dziecka czy dla osoby dorosłej. Codziennie ktoś potrzebujący liczy na nasze wsparcie. Rodzice chorego dziecka nie mają głowy aby szukać sposobów na znalezienie pieniędzy na leczenie. Bardzo często z pomocą wtedy przychodzą dobrzy ludzie, rodzina, przyjaciele. O chorym Filipku z Jankowic mieszkańcy gminy i okolic usłyszeli za sprawą zbiórek na rzecz chorego malucha.
Chłopiec urodził się cztery miesiące temu, niestety chory jest na SMA – rdzeniowy zanik mięśni. Koszt leczenia to 9 milionów złotych. Jest to kwota po prostu nieosiągalna dla większości ludzi. Na pewno przerasta rodziców Filipka. Z pomocą przyszli dobrzy ludzie. Ze mną rozmawiała Pani Józefa Waliczek o której Górzenie wypowiadają się „kobieta do tańca i do różańca”, byli też tacy którzy mówili gdzie „diabeł nie może to Józie pośle”.
Na początku naszej rozmowy od Pani Waliczek usłyszałam, że w zasadzie to ona nic nie robiła tylko pomagała. Pomysłodawczynią zbiórki była Pani Jolanta Siemianowska. Jednak to Pani Józefa była mózgiem operacji.
Renata Bedra: Dlaczego postanowiłyście pomóc rodzicom akurat małego Filipka?
Józefa Waliczek: Myślę że każdy kiedy dowiaduje się że drugi człowiek potrzebuje pomocy to po prostu pomaga w taki sposób jaki potrafi. Kiedy usłyszy się że pomocy potrzebuje bezbronny maluszek serca otwierają się jeszcze bardziej. Mały Filipek choruje na SMA i jest mieszkańcem naszego Powiatu i stąd zrodził się pomysł aby nasza pomoc trafiła właśnie do niego. Jedna z współorganizatorek Jolanta Siemianowska zaproponowała na swoim profilu Facebook aby zorganizować kiermasz dla Filipka i na odzew długo nie musiała czekać. Kilka mieszkanek naszej miejscowości zaproponowało pomoc w organizacji kiermaszu.
B.: Jak organizuje się imprezę charytatywną w dobie pandemii?
J.W.: Pandemia w pewnym stopniu utrudniła organizację gdyż każde spotkanie zespołu musiało odbywać się z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa.
R.B.: W jaki sposób pozyskałyście rzeczy na kiermasz?
J.W.: Artykuły które można było nabyć na kiermaszu to rzeczy przekazane przez mieszkańców gminy i miejscowości sąsiadujących , pomogły także zaprzyjaźnione firmy.
R.B.: To była śnieżna niedziela, pogoda Was nie rozpieszczała. Ludzi było sporo, Górzanie to dobrzy ludzie?
J.W.: W mimo że w niedziele pogoda nas nie rozpieszczała wszystko udało się zorganizować. Strażacy rozłożyli nam namioty, Pan Sołtys dostarczył stoły a my po wyłożeniu asortymentu wyczekiwałyśmy pierwszych nabywców. Nasza akcja została nagłośniona poprzez rozwieszone z wyprzedzeniem plakaty, wydarzenie na Facebook’u oraz ogłoszenie Proboszcza. Mieszkańcy Góry kolejny raz pokazali że mają wielkie serca i z naszego kiermaszu zniknęło wszystko co bardzo nas ucieszyło.
R.B.: Zebraliście całkiem pokaźną kwotę. Czy jesteście zadowoleni?
J.W.: Do puszek trafiło ponad 19 tyś złotych. Po komisyjnym zliczeniu pieniędzy mimo zmęczenia byliśmy bardzo zadowoleni. Od razu zaczęliśmy planować następny kiermasz.
R.B.: Kto pomagał w organizacji kiermaszu?
J.W.: W organizacji kiermaszu pomogli nam min. Wójt Gminy Miedzna , Gminny Ośrodek Kultury z Woli, Proboszcz naszej Parafii, Sołtys Góry, Ochotnicza Straż Pożarna oraz Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza, miejscowe firmy cateringowe oraz wielu mieszkańców.
R.B.: Bardzo rzadko zdarza się że kościół katolicki wspiera takie akcje charytatywne. A Wam udało się zorganizować kiermasz na parkingu pod kościołem. Jak tego dokonaliście?
J.W.: Kiedy poprosiłyśmy Proboszcza o zgodę na zorganizowanie kiermaszu na parkingu przy kościele od razu wyraził zgodę a także zaproponował że ogłosi podczas mszy w poprzedzającą niedzielę że taki kiermasz się odbędzie. Również na stronie parafialnej na bieżąco było aktualizowane informacje o naszym kiermaszu. Nasz proboszcz po mszy oczywiście nas odwiedził i również wsparł Filipka.
Udało mi się także skontaktować z Panią Jolantą Siemianowską zapytana o to skąd pomysł niesienia pomocy innym? Odpowiedziała: – „Myślę, że największy wpływ ma fakt, że mam 6 miesięczną córeczkę… i sama myśl w jak trudnej sytuacji są rodzice Filipka, bo przecież realnie patrząc to życia by im obojgu brakło żeby na ten lek zarobić…
Normalnie każdy rodzi cieszy się swoją pociechą a oni drżą o każdy dzień życia swojego synka. Po prostu uczucie macierzyństwa, którego teraz doświadczam jako bardzo dojrzała kobieta, bo mam 44 lata tak emanowało, że postanowiłam nie czekać… tylko zadziałać. A, że od razu do pomocy pospieszyły inne kobiety w większości też matki… to później wszystko już poszło szybciutko”.
Pani Jolanta Siemianowska jest pod ogromnym wrażeniem wszystkich koleżanek, które współpracowały przy organizacji. Panie poświęciły czas, ale także włożyły w przygotowania swoje serca. Nie umiem sobie wyobrazić, co czują rodzice tego małego człowieka. Każdy rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Państwo Cholewa nie myślą o drogim samochodzie, czy o innych dobrach materialnym, oni walczą o życie swojego dziecka. Pomaganie czyni nas ludzi wyjątkowymi. Wierzę w to że dobro wraca. Z łezką w oku patrzy się jak ludzie potrafią się zjednoczyć i zrobić coś dobrego.
Przed nami magiczny czas świąt Bożego Narodzenia może po przeczytaniu tego felietonu będą Państwo chcieli wpłacić pieniądze na leczenie Filipka. Strona zbiórki środkó dla chorego na SMA dziecka: https://www.siepomaga.pl/filip-sma




Zostaw komentarz