Wysłuchawszy wypowiedzi ukraińskich wojskowych, w kontekście spodziewanej wojny z Rosją (niektóre źródła mówią o perspektywie 2-5 lat), nie sposób nie zadać sobie pytania, czy możemy stworzyć podobne struktury u siebie, a także – w jakim czasie.
Warto zauważyć, że sposób myślenia i podejmowania decyzji na Ukrainie hartował się od 2012r. Proces dochodzenia do obecnego modelu percepcji i świadomości trwał ponad dekadę. Nasuwająca się odpowiedź jest więc negatywna.
Pomijając czynniki kulturowe i szerszy aspekt sprawy(o których już wspominałem przy innych okazjach), istotą namacalnego, bezpośredniego problemu jest niska jakość rządzenia w Europie.
Po niemal stu latach prywatyzacji instytucji publicznych zapomnieliśmy jako społeczeństwo o co chodzi w rządzeniu krajem. Że nie wystarczy wierzyć w „magiczną rękę rynku” i że „samo się jakoś zrobi” tylko trzeba nadawać kierunek zmian oraz budować ramy dla prywatnych inicjatyw.
Dominuje unikanie odpowiedzialności, podporządkowanie interesom lobbystycznym oraz chroniczne zamiatanie problemów pod dywan proceduralnych usprawiedliwień.
Dziś u nas nikt nie stworzy przemysłu i jednostek dronowych, bo ugrzęźliśmy w schematach działania. Brakuje nam sprawczości, a polityków przeraża perspektywa, że musieliby naruszyć interesy biznesu, któremu zawdzięczają wybór na stanowisko. To cywilizacyjny pat, którego osią jest konflikt między prywatnym, a komunalnym. Zarówno w wymiarze redystrybucji majątku, jak i uwspolniania kosztów czy prywatyzacji zysków.
W naszej cywilizacji obok formalnego, istnieje drugi system rządów – oparty na sieci powiązań. Niestety, nie jest to system demokratyczny, ma za to charakter ekskluzywny, co praktycznie eliminuje powszechnie uznane metody optymalizacji procesu decyzyjnego, za to czyni go podatnym na racjonalizację.
Nie tylko więc formalny, ale i nieformalny system sprawowania władzy zawodzi. Brakuje – w obu – wizji, przywództwa, a przede wszystkim dobrej woli.
Pod tym względem takie państwa jak Rosja i Chiny mają nad nami przewagę: ich własne elity są tak zindoktrynowane przez system, w którym wyrosły, że nadal zachowują naiwną wiarę w interes zbiorowy – co u nas stało się domeną tzw. frajerów. Ukraina działa, ponieważ została zmuszona do decyzji egzystencjalnych – i nie jest obecnie państwem demokratycznym, co siłą rzeczy pozwala na pewną kierunkowość i sprawczość. Nie tyle wyrzekła się demokratycznych wartości, co zawiesiła pewne wynikające z nich fasadowe lecz puste rytuały, zapewniające dobre samopoczucie tłumom. Potrzeba jak się okazuje, jednak jest matką wynalazku .
Na koniec nasuwa się jeszcze jedno przysłowie: ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Jeszcze możemy próbować się ogarnąć – ale powątpiewam, czy nasze elity są do tego zdolne.
Ta historia ma swój słodko-gorzki epilog. Testuję swoje teksty pod względem zrozumiałości i poprawności z użyciem ChatGPT.
AI, ideologicznie sprofilowane przez swoich twórców, zaczęło mnie poprawiać w duchu politycznej poprawności. Nie wypada pisać, że spójność jest inherentną, konkurencyjną przewagą autorytaryzmów nad demokracją, nawet jeśli to prawda. Nie wypada kończyć fatalistycznie, nawet jeśli takie rozwiązanie podsuwa rachunek prawdopodobieństwa. To kontrowersyjne.
Problem nie leży tylko w algorytmach – ale w głębszej cywilizacyjnej chorobie: lęku przed rzeczywistością. Tabuizacja faktów stała się wygodnym narzędziem ochrony społecznego komfortu, kosztem poznawczej i moralnej integralności.
Otóż, w ten sposób nigdzie nie zajdziemy. Nie rozwiążemy żadnego kryzysu, jeśli będziemy go zagłaskiwać. Zapewne wielu dziennikarzy i polityków tak formatuje swoje treści. Jeśli narażają się na kontrowersyjne tezy, to raczej jednostronne, nie naruszające własnej agendy i społecznego tabu. Pierwszym etapem zwalczenia choroby jest diagnoza – w tym przypadku, samouświadomienie.
Tylko prawda nas wyzwoli.
Zostaw komentarz