Powoli, ale nieubłaganie, na jaw zaczną wychodzić zamysły serc wielu. Konflikt wokół wschodniej Ukrainy (a dokładniej jego aktualna faza, bo konflikt trwa od 8 lat) zaczyna wchodzić w decydujący moment. Po zeszłotygodniowych rozmowach USA-RUS w Genewie (9-10.01), szczycie NATO-Rosja w Brukseli (12.01) i spotkaniu Rady Stałej OBWE (13.01 – pierwsze spotkanie pod przewodnictwem PL, czemu pewnie zawdzięczamy późniejsze telefony Rau-Blinken), Kreml dał tygodniowe ultimatum, po upływie którego coś będzie musiał zrobić. Albo w prawo, albo w lewo. To nie musi być spektakularne, ale musi dać się opowiedzieć jako coś spektakularnego, więc zapewne to zobaczymy i o tym usłyszymy.

Wczoraj z wizytą w Kijowie była MSZ Niemiec Annalena Baerbock, która po raz kolejny argumentowała, że w niemieckiej kulturze politycznej istnieje duża wstrzemięźliwość przed eksportem broni (pierwsze info o tym, że Berlin zablokował w lipcu transport broni kupionej przez Kijów, pojawiły się jakoś początkiem grudnia). Problem w tym, że nie przeszkadza to Niemcom sprzedawać broni na Bliski Wschód. Jednocześnie wczoraj Niemcy najprawdopodobniej odmówiły zgody na przelot brytyjskich samolotów wiozących broń przeciwpancerną na Ukrainę – taki komunikat płynie przynajmniej ze strony Brytyjczyków, co potwierdziają screeny z Flightradar24.

Wczorajszy dzień podważył zatem bardzo poważnie wiarygodność sojuszniczą Berlina, i to nie tylko względem nas czy państw bałtyckich, ale także wobec sojuszników na Zachodzie. Ale ważny jest kontekst. Dziś Baerbock spotyka się w Moskwie z Ławrowem. Podejrzewam, że Niemcy nie chcieli dać łatwego pretekstu Rosjanom, co jednak w żaden sposób nie oznacza, że te rozmowy cokolwiek przyniosą, ani że nie powinniśmy się obawiać niemieckiej polityki, która, o czym mówię od kilku tygodni, jest coraz bardziej zdeterminowana rosyjskim szantażem gazowym (nawet wyborcy Zielonych nie są już tak skłonni do bardziej asertywnej polityki, i Baerbock musi to politycznie brać pod uwagę).

Istnieje jeden argument, który potencjalnie mógłby usprawiedliwiać Niemcy – zważywszy na zbliżający się termin ultimatum, dyplomacja Zachodu musi dać Kremlowi możliwość wycofania się z zachowaniem twarzy. W takiej interpretacji Niemcy odgrywałyby rolę dobrego policjanta, ale wtedy po wizycie z Kremla powinien popłynąć sygnał, że oto Zachód wreszcie zrozumiał, czego chce Rosja. Warto dodać, że choć Niemcy nie przepuścili samolotów brytyjskich, to już amerykańskie transportowce z międzylądowaniem w niemieckim Rammstein poleciały z bronią na UA, więc może jest to jakiś utwór rozpisany na dwie partytury – amerykańską i niemiecką. Hipoteza taka wydaje mi się mało prawdopodobna, ale nie da się jej kompletnie wykluczyć – dowiemy się w ciągu kilkudziesięciu godzin.

Jednocześnie mnie najbardziej ciekawi dziś stanowisko Francji, która sprawuje obecnie przewodnictwo w UE, i jednocześnie która była gotowa do asertywniejszej polityki względem Berlina przy okazji litewskiego #Taiwangate. Fakt, że w trakcie prezydencji negocjacje z Kremlem prowadzą Niemcy, a nie Francja, też moim zdaniem nie jest bez znaczenia. Tym bardziej, że w będącym tradycyjną strefą francuskich wpływów Sahelu (zwłaszcza Mali) sytuacja się szybko destabilizuje także za sprawą Rosji, co raczej nie będzie sprzyjać do jakichś ustępstw Paryża względem Kremla. Francja mimo wielu słabości, w przeciwieństwie do Niemiec ma jednak kulturę strategiczną i rozumie lepiej zasady gry. Na razie nie słychać wyraźnego głosu Paryża, ale jak donosi nieoceniony Paweł Łapiński, dziś o 15 we francuskim Zgromadzeniu Narodowym wystąpienie ministra obrony, które może trochę rozjaśni sprawę.

Jak widać zatem, godziny dzielą nas od jakichś poważniejszych rozstrzygnięć. Mimo wszystko wciąż obstawiam ryzyko poważnej ofensywy jak 20:80 (20 że będzie), bo koszty takiej operacji dla Rosji będą poważne, i to nie chodzi tylko o sankcje, ale straty w ludziach. Kolejne transporty broni do Kijowa będą te cenę systematycznie podwyższać. Cicha mobilizacja rezerwistów w Rosji, którą pokazały kobiety wrzucające na media społecznościowe zdjęcia pożegnań z mężami, jak i zapowiedź lutowych ćwiczeń wojskowych na Białorusi, istotnie moim zdaniem nie podwyższają tego prawdopodobieństwa powyżej 20%.

Ale dla porządku warto dodać, że do wczoraj na wschodzie Ukrainy była odwilż=błoto, ale od dziś jest mróz i ma się utrzymać wg prognoz co najmniej 10 dni (a nawet ma być solidny). Otwiera się więc okno pogodowe na ew. inwazję.

Autor: dr Marcin Kędzierski
Główny ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Stały autor portalu opinii Klubu Jagiellońskiego oraz stały współpracownik czasopisma idei „Pressje”. Adiunkt w Katedrze Studiów Europejskich Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Były prezes Klubu Jagielońskiego oraz dyrektor Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Prywatnie mąż i ojciec czwórki dzieci, radny sołecki i działacz wiejski.