Szanowni Czytelnicy w sierpniu 2023 roku otrzymałem zawiadomienie z informacją o zamianie kary grzywny, na karę zastępczą pozbawienia wolności. Warunkiem abym nie został aresztowany jest obecność na sali rozpraw i okazanie dokumentu poświadczającego zapłatę kary grzywny. Samo uznanie mnie winnym w tym procesie jest co najmniej tajemnicą…
Niezadowolony z wyroku, gdyż w mojej ocenie zebrany materiał dowodowy był na tyle mocny, aby uznać mnie za niewinnego. Tak się jednak nie stało. Postanowiłem do samego końca robić wszystko, aby pieniądze wpłacić w ostateczności. Warto dodać, iż kara wymierzona mi została za to, że sprzedając nieruchomość nie złożyłem deklaracji rozliczeniowej w terminie.
Wyrok wydany chyba w 2018 roku. Niestety za to jest sprawa karno-skarbowa. Wiedząc o przepisie prawa, który mówi, że ostatecznie pieniądze można wpłacić w areszcie, tuż przed rozpoczęciem procedur i wracasz szczęśliwy do domku, miałem wymaganą kwotę w gotówce ze sobą, tak aby uniknąć aresztu.
Po otrzymanym zawiadomieniu zanotowałem sobie w kalendarzu termin rozprawy, aby na pewno pojawić się na sali rozpraw. Wiele się wydarzyło w czasie między zawiadomieniem, a terminem rozprawy więc spodziewając się różnych zagrożeń wynikających z okoliczności z wielką uwagą śledzę to co dzieje się w około mojej osoby. Tym samym tak bardzo pilnowałem terminu rozprawy na której spodziewałem się skierowania mojej osoby do aresztu na około trzy miesiące. Kwota grzywny to 3500 zł. Czy adekwatne do kosztów jakie muszą ponieść Polacy na moje utrzymanie w zakładzie karnym? Odpowiedzcie sobie czytelnicy sami.
W związku z tym, iż spodziewałem się nieprzyjemności postanowiłem, że będę w sądzie już na godzinę trzynastą. Rozprawa planowana była na 13:45. Zaparkowałem samochód i celowo nie robiąc opłaty udałem się do sądu. Brak opłaty spowoduje, że otrzymam mandat 50 zł lecz nie o mandat tu chodziło, a o adnotację w systemie, która wykaże, że byłem w tym czasie w okolicy budynku sądu.
Wchodząc do budynku sądu na wstępie za szklanymi witrynami widać tablice informującą o wokandach. Szukając mojej osoby wcale mnie to nie zdziwiło, że mnie tam nie ma. Kolejny proces to obowiązkowe bramki bezpieczeństwa i rozmowa z ochroną. Wchodzę grzecznie mówię dzień dobry, podaje panu dowód osobisty i czekam gdzie mam się udać, jakież to było zdziwienie pracownika sądu jak się okazało, że nie ma mnie na liście wokand. Świadczy to o tym, że jak nie ma informacji na tablicy i na kartach drukowanych to rozprawy nie ma i musisz opuścić budynek sądu.
Pracownik ochrony całkiem przypadkiem wypowiedział szepcząc pod nosem słowa: „Jak długo pracuje, to takiego czegoś nie miałem”. Nauczony doświadczeniem i spodziewając się czyhającego zagrożenia wyjąłem telefon i zacząłem wszystko nagrywać o czym poinformowałem ochronę jak i policję. Wszystko przedstawia nagranie zamieszczone poniżej.
Mirosław Brzezowski – Walka o Wolność w sądzie!
Pragnę jeszcze zwrócić państwa uwagę na kilka szczegółów, tak aby udowodnić, że spodziewałem się utrudnień, a cała rozmowa jest sprytnie przeprowadzona prowokacją dziennikarską.
Mianowicie pierwszym wskazaniem jest godzina jaką Ja podaje w czasie rzeczywistym. Pada godzina 13/00, w trakcie rozmowy jest przerwa w nagrywaniu i kontynuacja ze wskazaniem, iż ponawiam nagrywanie. W czasie wznowionego nagrania policjant podaje godzinę 13/25. Różnica ta wynika z faktu iż musiałem opuścić budynek sądu gdyż ochrona i policja postanowili ustalić dokładnie w sekretariatach czy mam rozprawę. Zaczynając oczywiście od sekcji wykonawczej.
Na dowód tego że opuściłem budynek jest płatność za parking o godzinie 13/09. Oczywiście z celowym błędem jaki wpisałem w numerze tablic rejestracyjnych, tak aby mimo wszystko uzyskać mandat za brak opłaty.
Po powrocie do sądu otrzymałem wiadomość, że mojej rozprawy dziś nie ma i mam opuścić budynek sądu. Ja ponownie wyjąłem telefon i wznowiłem nagrywanie. Zwracając ponownie uwagę na listy wokand, celowo odwracałem uwagę ochrony i policjantów, tak aby wdrożyć plan B. Przecież chodziło o to, aby dostać się do budynku sądu zgodnie z prawem i bez przemocy czy krzyków. Gdy już zakończyłem nagrywanie zapytałem policjantów czy możemy porozmawiać?
Zgodzili się lecz bez nagrywania. Przystałem na propozycje, gdyż moim celem było dotarcie na sale rozpraw. Poinformowałem policjantów o nowym przepisie prawa, który mówi, że w takiej sytuacji mogę udać się do sekretariatu, ale warunkiem jest asysta policji. Panowie byli równie zdziwieni przepisem prawa jak ja, kiedy go wymyśliłem. Nieważne jak, ważne że działa.
Takim to sposobem wyznaczony ochroniarz udał się ze mną do sekretariatu sekcji wykonawczej. Nie sądziłem, że plan B przejdzie tak gładko, ale cóż sądy są bardzo chronione. Wszystko rejestrował monitoring sądu, gdyż ja obiecałem że już nie będę niczego nagrywał. Był to warunek wejścia z ochroną do budynku.
Wiedząc że sala rozpraw jest w okolicach sekretariatu byłem pewien, że plan się powiedzie. Tak też się stało. W sekretariacie usłyszałem że rozprawy nie ma i mogę iść do domu co potwierdziła ochrona. Ja na to do ochrony, że istnieje jeszcze jedno miejsce gdzie to można zweryfikować, mianowicie sala rozpraw.
Ochrona zapytał czy wiem która to sala?
Odpowiedziałem wskazując palcem konkretne drzwi. Jedne jedyne z kilkunastu, na których akurat wisiała przyklejona informacja. Jakież to było zdziwienie ochrony jak się okazało, że widnieje tam moje imię i nazwisko i godzina rozprawy. W związku z tym iż sala była zamknięta ochrona stwierdziła że muszę opuścić sąd, bo rozprawy nie ma. Ja na to, że dobrowolnie to ja budynku sądu nie opuszczę i nigdzie się z nie ruszam przed godziną 14/30. Wtedy dobrowolnie opuszczę budynek sądu, który czynny jest do godziny 15, tym samym nie łamie prawa. Ochroniarz skapitulował informując mnie, że będę obserwowany na monitoringu.
Okazało się że rozprawa się odbyła i zostałem wysłuchany. Finał sprawy jest taki, że po pierwsze nic nie muszę na razie płacić, a tym bardziej nie mogę iść do więzienia, na dodatek sąd przyznał mi obrońcę z urzędu. Wystarczyło kilka argumentów, aby zmienić optykę sądu.
Zastanawia mnie tylko jeden fakt, dlaczego nikt nie wiedział o mojej rozprawie? Komu tak na tym zależało?
Brak obowiązkowej obecności kuratora, który wnioskował o karę pozbawienia wolności co też wiele daje do myślenia.
Drodzy czytelnicy słuchając zamieszczonego nagrania proszę również zwrócić uwagę pa przebieg rozmowy, moje obawy jakie wskazuje, co się stanie jak nie wrócę na czas, a co najważniejsze kto i w jaki sposób wskazuje winnych? Nie ja… Ja cały czas tylko grzecznie pytam . A w jaki sposób to odsyłam do nagrania TUTAJ.
Dziękuje za uwagę.
Autor: Mirosław Brzezowski
Redaktor Naczelny Gazety Region
Zostaw komentarz