Przeglądałem ostatnio rosyjską prasę i wszyscy piszą o kolapsie na lotniskach rosyjskich 5-6 lipca jako totalnej katastrofie. Miało zostać odwołanych kilkaset lotów a kilka tysięcy opóźnionych średnio o 4 godziny. 43 tysięcy biletów zwróconych i 94 tysięcy pasażerów rozmieszczonych przez firmy w hotelach. Straty sami Rosjanie szacują na 20 mld rubli co według obecnego kursu oficjalnego wynosi ok 250 mln dolarów. To są straty poniesione w ciągu 2 dni.
Sparaliżowano połączenie Petersburgu i Moskwy z innymi regionami Rosji i również z Białorusią, Turcją czy też innymi państwami Azji.
Ale wiecie co jest najbardziej zabawne w tym wszystkim. Tylko opozycyjne rosyjskie media piszą otwarcie co było przyczyną tego kolapsu. Czyli o SZU i ukraińskich dronach dalekiego zasięgu. Wyobraźcie sobie, że w samej Rosji znajdziecie setki artykułów o tej sytuacji, ale w żadnym nie ma ani wzmianki o Ukrainie i w większości nie ma w ogóle nic o przyczynach tej sytuacji. Po prostu „stało się”. W tych wszystkich artykułach po prostu „stał się kolaps” i spowodował straty i zakłócenie połączeń. I tyle. W niektórych najbardziej odważnych są wzmianki o jakichś dronach, które zakłócają pracę lotnisk. Ale ani słowa o Ukrainie czy ukraińskiej armii. Nic o tym co to są za drony, dlaczego zakłócają połączenie lotnicze i t.d.
Tak to jest, jak jesteś upadającym imperium, które prowadzi wojnę, która idzie niezgodnie z planem. I wtedy coś się nagle dzieje na twoim własnym terytorium i musisz udawać, że wojna nic z tym nie ma wspólnego. Po prostu jakiś pech, jakaś naturalna katastrofa. Bo przyznać sobie, że to zrobił naród i państwo, które wedlug ciebie nie istnieją, nie możesz.
Zostaw komentarz