W 1993 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny Anny Jenke – nauczycielki, polonistki, która całe swoje życie poświęciła w służbie dla społeczności Jarosławia.
Anna Jenke urodziła się 3 IV 1921 r. w Błażowej k. Rzeszowa. Od 7 roku życia wraz z rodzicami, którzy byli nauczycielami — na stałe zamieszkała w Jarosławiu. Szkołę średnią ukończyła u ss. Niepokalanek w Jarosławiu w 1939r.
W czasie wojny i okupacji była czynnie zaangażowana w konspiracji, niosła pomoc wraz z innymi harcerkami – jeńcom, rannym i ludziom poszkodowanym. Dla dzieci najbiedniejszych zorganizowała akcję „kromka chleba”. Brała też udział w tajnym nauczaniu. W 1945 r. rozpoczęła studia w UJ, które ukończyła w 1950 r., uzyskując stopień magistra filologii polskiej. Odtąd do końca życia, pracowała jako polonistka i wychowawczyni młodzieży szkół średnich w Jarosławiu. Jej praca pedagogiczna i wychowawcza przebiegała w bardzo trudnym okresie — w systemie stalinowskim. Wtedy to wykazała wielką odwagę w wyznawaniu prawd wiary, swej przynależności do Chrystusa i Kościoła. W tym też duchu wychowywała całe rzesze młodych pokoleń. Szczególną troską otaczała młodzież z tzw. marginesu społecznego i „dzieci ulicy”. Opiekowała się też biednymi, chorymi i samotnymi ludźmi. Wszystkim niosła pomoc moralną i materialną. Kościół Przemyski zadecydował się rozpocząć proces beatyfikacyjny. Decyzję tę poprzedziły prośby wiernych, a zwłaszcza Towarzystwa Przyjaciół Anny Jenke w Jarosławiu, jak również Stowarzyszenia Ruch Kultury Chrześcijańskiej „Odrodzenie” w Rzeszowie.
Po zebraniu odpowiednich dokumentów, ówczesny Ordynariusz diecezji J.E. Ks. Arcybiskup Ignacy Tokarczuk, zwrócił się do Kongregacji Spraw Świętych w Watykanie o zezwolenie na prowadzenie procesu na szczeblu diecezjalnym i takie wkrótce otrzymał.
W procesie Trybunał przesłuchiwał świadków życia Sł. Bożej Anny. Powołano 40 świadków, którzy pod przysięgą zeznawali, co wiedzieli na temat życia Anny, ze szczególnym uwzględnieniem jej życia duchowego. W czasie trwania procesu zgodnie z wymaganiami prawa kanonizacyjnego przeprowadzono ekshumację. doczesnych szczątek, które zostały złożone do 2-ch trumienek i zalakowane i przeniesione do krypty bocznej nawy kościoła św. Mikołaja w Jarosławiu. Będą tam spoczywać aż do beatyfikacji.
Anna Jenke była moją kuzynką, nie chcę Was zanudzać którego stopnia, ale pewne jest, że mieliśmy wspólnego prapradziadka Jana Lepiankiewicza, który był ojcem pradziadka Anny Jenke ( też Jana, którego nazywam — juniorem) i mojej prababki Katarzyny, która poślubiła, ledwie co przybyłego z Pniowa do Jarosławia bratanka tamtejszego proboszcza Walentego Gierasińskiego — Feliksa.
Po odkryciu tej paranteli jeszcze do dzisiaj nie mogę się uspokoić, bo kibicując moim dzieciom, wnuczkom w procesach ich kształcenia, miałem dotąd o polonistach jak najgorsze mniemanie. Zwłaszcza o tych, którzy powodowani jakimiś pewnie kompleksami, neurozami literackiego niespełnienia – formułowali podstawy programowe nauki języka ojczystego tak, aby podmiot ich działań do końca swojego życia – go znienawidził.
A tu proszę, polonistka, a nawet dyrektorka i to w liceum plastycznym, a więc w szkole, do której uczęszczała młodzież, nazwę ich… o wybujałym ego. A ona, ta moja in spe błogosławiona kuzynka potrafiła znaleźć do niej klucz. Potrafiła porwać pączkujących artystów, przekonanych o swojej wyjątkowości do działań nacechowanych patriotyzmem, szacunkiem bliźniego, a przede wszystkim miłością mowy ojczystej.
Jej lekcje, jak po latach wspominają jej uczniowie — były niezapomniane, bo oprócz wspaniale podawanych wiadomości, było jeszcze coś, co sprawiało, że jak mówili… po tych lekcjach byliśmy lepsi. Zarówno jako dyrektor jak i jako polonistka oraz wychowawczyni młodzieży – profesor Anna Jenke zapisała chlubną kartę swego życia. W pamięci uczniów i grona nauczycielskiego pozostała jako ktoś nieprzeciętny. Jej osobiste cechy charakteru, mądrość i szlachetność serca wyróżniały ją spośród innych. Uczniowie i wychowankowie odnosili się do niej jak do matki najlepszego przyjaciela, któremu zwierzali się ze wszystkiego; w trudnościach szukali pomocy, w smutku ukojenia, dzielili też z nią swoje radości z osiąganych sukcesów. Była dla nich wielkim autorytetem moralnym. W czasach, kiedy prześladowano ludzi za przekonania religijne, młodzież znajdowała w swojej profesorce mocne oparcie. Anna Jenke do szkoły wnosiła Pana Boga; wiązała swoich uczniów z Bogiem, ale także uczyła więzi z rodziną i z narodem. Dla niej religijność i patriotyzm były splecione. Miała wielkie serce wychowawcy i wielką miłość Ojczyzny. Na tym polegała jej charyzma. Chociaż umarła, to jednak pozostała w ludzkiej pamięci i w sercach ze swoją dobrocią, delikatnością, prostotą i ze swoim programem wychowawczym, dziś tak bardzo ważnym.
Przez polską ziemię
przeszedł Człowiek
Niemowlę, Dziewczę, Kobieta
Można by rzec oszlifowany diament
Bo rzucał blaski w szarość dni
Pulsował życiem niby kryształ
Zostało trochę fotografii Anny
W portretach piękno Jej zachwyca
I wielkie dzieło…
Dzienniki… notatki…
W nich cała głębia duszy
PANI PROFESOR ANNY
O ileż głębsza… nieodkryta…
Znana samemu Stwórcy
Któż wie jak długo trwały Jej modlitwy
Jak wiele trudnych spraw wplatała w Różaniec
Ileż mocy czerpała z Ewangelii
By wnosić Boga przez próg szkoły
I Młodym ukazywać piękno słowa… języka…
Budować charakter na fundamencie Prawdy
Co my czynimy dzisiaj?
W te rocznicowe dni
W godzinach spotkań…
Trzeba by patrzeć w oczy Anny
I żywy dialog z Nią nawiązać modlitwą
Pogratulować Nieba
A nawet pozazdrościć
I prosić….prosić
By zechciała do Bożej Matki nas prowadzić
Przez proste ścieżki do Jezusa.
(Lidia Tomkiewicz)
Kilka zdań do tekstu Pana Stanisław Wodyński i pokazania jak ze swoją świętością funkcjonowała Anna w „plastyku”.
– „W tym czasie w szkole uczyli też moi krewni/e, byli to nauczyciele przedmiotów „zawodowych” więc malarze, rzeźbiarze.
Cytuję… Anna rozpoczęła pracę w szkole kiedy uczyli tutaj młodzi niezwykle dynamiczni artyści, którzy swoimi poglądami i twórczością otwierali polonistkę na nowe sprawy. Piękne u pani profesor było to, że chciała je przyjąć i próbowała zrozumieć „plastyków”, a nade wszystko to, że nie „płonęła świętym oburzeniem” stykając się z poglądami agnostyków” kon.cytatu. W hagiografii dotyczącej Anny Jenke ten aspekt osobowości Anny jest pomijany. Zresztą oficjalne życiorysy są drętwe i niepełne, pisze się o Niej, nauczycielka szkół jarosławskich i tu „plastyk” jest zazdrosny, bo te inne placówki to epizody, praca zawodowa to bez wątpienia szkoła plastyczna.
Pani Profesor Helena Szczepanik wręcz twierdziła. że Anna Jenke dochodziła do świętości w naszej szkole. Po Annie Jenke dyrektorem szkoły został Edward Kieferling, wtedy młody charyzmatyczny, świetny malarz o zupełnie innym światopoglądzie. Szanował Ją i cenił mało tego, powołał Ją na swojego zastępcę” – pisze Ewa De.
Zostaw komentarz