W pochodzącym z 1998 roku fabularyzowanym dokumencie „Kiniarz z Kalkuty” Andrzeja Fidyka (tak, ten sam od genialnej Defilady z 1989 r.) jedna scena szczególnie powinna zastanawiać europejskiego widza. Reżyser pyta pomocnika kinooperatora, kalekiego Momo, czy zazdrości sławy i pieniędzy jadącemu wraz z nimi na objazd prowincji aktorowi filmowemu.

Momo początkowo nie rozumie pytania, jednak po chwili wybucha śmiechem: – Zazdrościć? A czego? Przecież albo już kiedyś byłem bogaty, albo w przyszłości będę.

Błąd, jaki popełnia zbyt wielu, w tym duchownych różnych europejskich wyznań, polega na implikowaniu Hindusom obojętności na cierpienia innych, co rzekomo negatywnie odróżnia ich od chrześcijan.

Na szczęście wielu Polaków miało okazję w schyłkowym okresie PRL poznać dość dobrze Indie; nie tylko ludzi, ale często nawet tamtejszy system penitencjarny.

Powód dość prozaiczny – zarobek. Indie to kraj, w którym monopol na alkohol praktycznie nie istnieje – butelkę whisky można nabyć za równowartość kilku, góra kilkunastu złotych. Podobnież sól, co jest pokłosiem walki Mahdiego o niepodległość subkontynentu.

Ale to nie oznacza, że akcyza w tamtym kraju nie istnieje. Droższe, i to nawet 3-4 razy niż w Indonezji, było złoto. Zatem pod szyldem Towarzystwa Przyjaźni Polsko – Nepalskiej zaczęto organizować z Polski wyjazdy. Po drodze z chwilowym postojem w sąsiadujących państwach. Złoto przeszmuglowane do Indii dawało mniej więcej 100% zarobek. Netto! I właśnie podczas takich wypraw poznawano Hindusów na co dzień. Mój serdeczny przyjaciel trafił nawet do indyjskiego więzienia. Tam jednak filozofia karania jest ciut inna niż u nas – Państwo zapewniało tylko bieżącą wodę oraz to, że nie uciekniesz. O resztę martwić się musiała rodzina osadzonego.

Krzysztof trafił do więzienia przypadkowo, więc zanim grupa dostała informację o jego przymusowym pobycie, minął miesiąc. Przez ten czas jadł to, czym zgodnie dzielili się inni więźniowie, których języka na początku nie rozumiał. Oni z kolei nie mówili po angielsku. Ale tu właśnie zadziałało prawo karmy – pomagam tobie, bo w ten sposób pracuję na swoją lepszą przyszłość (czyt. w następnym wcieleniu). A to jest motywacja o wiele bardziej mocniejsza niż Przykazania Miłości np.

Zatem powszechna wiara w reinkarnację wcale, ale to wcale nie prowadzi do zobojętnienia na los innych. Czy jednak Biblia faktycznie neguje to najstarsze światowe wierzenie?

Oto pod wysuwanym jako koronny argument fragmentem listu do Hebrajczykó“Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd” (Heb 9;27) podpisać mógłby się równie dobrze każdy hinduista, gdyż w jego rozumieniu kolejne wcielenie jest właśnie swego rodzaju “wyrokiem”. A każde ciało umiera istotnie tylko jeden raz. Ów sąd odbywa się bez przerwy, w każdej chwili odpowiedzialni jesteśmy za swoje życie.

Jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie i… wiemy, że nie unikniemy kary. Prawo karmy jest proste niczym… konstrukcja cepa, jak ongiś mawiali studenci na politechnikach.

I nie ma sposobu, by tego cepa uniknąć. Zagadką dla kościelnych socjologów musi być wysoki procent katolików wierzących w reinkarnację. W niektórych krajach sięga blisko 45% wierzących. W Polsce ten odsetek jest niższy, ale i tak ciągle jest większy od katolików… wierzących w Piekło.

Tak naprawdę poza cytowanym wyżej fragmentem Listu do Hebrajczyków nie znajdujemy w Biblii żadnego sprzeciwu wobec tego najstarszego ludzkiego wierzenia.

Michał Monikowski, od lat mieszkający w Australii architekt, postarał się nawet o krótką Reinkarnacyjną Egzegezę Nowego Testamentu. Przyznam, że przemawia do mnie o wiele mocniej, niż jakakolwiek wypowiedź dostojnika Kościoła na ten sam temat.

Christosa miało poprzedzić powtórne pojawienie się Eliasza. Tak mówią autorzy tekstów ewangelii Nowego Testamentu. I bazują swoją opinię na cytatach z „Księgi Malachiasza”, a konkretnie na Ml 3;1,5 oraz 23:

Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie. Oto nadejdzie, mówi Pan Zastępów.”

Wtedy przybędę do was na sąd i wystąpię jako świadek szybki przeciw uprawiającym czary i cudzołożnikom, i krzywoprzysięzcom, i uciskającym najemników, wdowę i sierotę, i przeciw tym, co gnębią obcych, a Mnie się nie lękają – mówi Pan Zastępów.”

Oto Ja poślę wam proroka Eliasza przed nadejściem dnia Pańskiego, dnia wielkiego i strasznego.”

I do tych fragmentów nawiązują ewangelie Nowego Testamentu, gdy mowa w nich o tym, kim był Jan Chrzciciel oraz Iesous Christos.

Także król Herod posłyszał o Nim gdyż Jego imię nabrało rozgłosu, i mówił: «Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w Nim».Inni zaś mówili: «To jest Eliasz»; jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Herod, słysząc to, twierdził: «To Jan, którego ściąć kazałem, zmartwychwstał»”. (Mk 6; 14-16)

Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: «Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?» A oni odpowiedzieli: «Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków»” (Mt 16; 13-14)

O wszystkich tych wydarzeniach usłyszał również tetrarcha Herod i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych; inni, że Eliasz się zjawił; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Lecz Herod mówił: «Jana ja ściąć kazałem. Któż więc jest Ten, o którym takie rzeczy słyszę?» I chciał Go zobaczyć.” (Łk 9; 7-9)

Według „Kata Ioannen” (czyli ewangelii „według Jana”), gdy Jan Chrzciciel jeszcze żył, pytano i jego osobiście kim jest.

Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: «Kto ty jesteś?», on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: «Ja nie jestem Mesjaszem». Zapytali go: «Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?» Odrzekł: «Nie jestem». «Czy ty jesteś prorokiem?» Odparł: «Nie!»” (Jn 1; 19-21)

Czyli: Jan Chrzciciel osobiście zaprzeczył, by był Eliaszem. To jednak nie koniec. Bowiem Sotera miał poprzedzić właśnie Eliasz. Potwierdza to sam Christos w Mt 11; 11 – 15:

Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on. A od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je. Wszyscy bowiem Prorocy i Prawo prorokowali aż do Jana. A jeśli chcecie przyjąć, to on jest Eliaszem, który ma przyjść. Kto ma uszy, niechaj słucha!”

A zatem Jan to jednak Eliasz…

(…)

Skoro zachowałeś nakaz mojej wytrwałości, Ja cię zachowam od próby, która ma nadejść na cały obszar zamieszkany, by wypróbować mieszkańców ziemi. Przyjdę niebawem: Trzymaj, co masz, by nikt twego wieńca nie zabrał! Tego, kto wytrwa, uczynię filarem w świątyni Boga mojego, i na zewnątrz on już nie wyjdzie więcej („kai ego ou me exelthe eti”). I na nim imię Boga mojego napiszę imię miasta Boga mojego, Nowego Jeruzalem, co z nieba zstępuje od mego Boga, moje nowe imię. Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów.” (Apo 3; 10-13)

Jeżeli nie ma reinkarnacji – pytają nieraz reinkarnacjoniści – to skąd owe „na zewnątrz on już nie wyjdzie więcej” ( „kai ego ou me exelthe eti”)? Czy nie oznacza to, że wcześniej ten ktoś „wychodził na zewnątrz”, czyli do kolejnych wcieleń? Czy nie jest to ta sama idea wędrówki dusz, naszkicowana całe stulecia wcześniej przez Platona? Czy dusza nie odbywa swej wędrówki tak długo, aż zostanie oczyszczona i będzie mogła stać się „filarem w świątyni Boga”? Wtedy bowiem z całą pewnością „już więcej” nie będzie musiała donikąd „wychodzić”…

całość: http://www.monio.info/religia/

Tyle Michał. Mnie jednak o wiele bardziej zastanawia inny wers Biblii.

Oto przypisywany św. Pawłowi przez ortodoksów, przez chrześcijan myślących uważany za kompilację częściowo różnych tekstów, pierwszy List do Koryntian.

Skupmy się na najważniejszym:

Oto ogłaszam wam tajemnicę: nie wszyscy pomrzemy, lecz wszyscy będziemy odmienieni.

(1 Kor 15:51)

Ale jeśli takie brzmienie tego wersu chcielibyśmy głosić w XVIII wiecznej Hiszpanii… stalibyśmy się obiektem zainteresowania Inkwizycji.

Biblia w tłumaczeniu Hieronima, a więc ta, którą drukował Gutenberg, czytał również Luter, pawłowy werset przedstawiała inaczej:

Wszyscy co prawda zmartwychwstaniemy, lecz nie wszyscy będziemy odmienieni.

Azaliż jest to dla ciebie różnica, czytelniku?

Czy zgodzisz się, że w przyszłym życiu będziesz taki sam, jak teraz?

Tymczasem to oznacza, że pozostając taki sam jak teraz, na nowo będziesz odrabiał swoją lekcję tak, aby w końcu zostać odmienionym.

Po prostu część z nas pójdzie dalej (wyżej), a część, która nie odrobiła lekcji, będzie na nowo przerabiać podobne sytuacje.

Nie potrafię znaleźć innego wytłumaczenia.

Kolejny cytat z Pisma, który we mnie od lat (zawsze?) wzbudzał pewien niepokój.

Raz jeszcze Ewangelia wg św. Mateusza:

Dlatego powiadam wam: Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone. Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym.

[Mt 12:31,32]

Co to oznacza, proszę Państwa?

Przekład interlinearny tłumaczy to w sposób zrozumiały dla… reinkarnacjonisty!

Słowo wiek oznaczał bowiem również cykl czasu. A zatem grzech przeciw Duchowi Świętemu jest na tyle istotny, że „odrobienie” go wymaga usilnej pracy również w kolejnym wcieleniu (cyklu czasu, czyli życiu danym człowiekowi).

Jak to (współ)gra ze starotestamentowymi wersetami?

. Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą.

(Ex 20:5)

Kiedy jednak porównamy powyższy z wersetem z Księgi Powtórzonego Prawa możemy na moment zdębieć:

Ojcowie nie poniosą śmierci za winy synów ani synowie za winy swych ojców. Każdy umrze za swój własny grzech.

[Pwt 24,16]

Zastanówmy się. Przecież oba wersy znajdują się w Biblii, która wszak jest spisana przez natchnionych autorów. Zatem nie szukajmy sprzeczności, ale spróbujmy podać teorię, która godzi te dwa niejako sprzeczne ze sobą wersy.

Traktowane razem oba wersy pokazują nam nic innego, jak… prawo karmana!

Mówiąc trywialnie, aczkolwiek zrozumiale – człowiek może nawywijać do tego stopnia, że odrabianie grzechu może trwać nawet przez cztery kolejne inkarnacje.

I nie będzie to odpowiedzialność za winy ojców, ale za swoje własne popełnione w przeszłości.

W pełni rozumiem, że doktryna teologiczna zawiera inne wytłumaczenie powyższych wersetów. Ale przecież Chrystus w Kazaniu na Górze powiedział:

Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.

[Mt 5,37]

O tym, co można zrobić z tekstem i do jakich wniosków dojść w drodze ludzkiej wykładni uświadamia nas nie tylko orzecznictwo TSUE. Przede wszystkim uczynił to polski Trybunał Konstytucyjny, który na podstawie lakonicznego art. 2 Konstytucji wyprowadził kilkadziesiąt zasad, rzekomo immanentnie związanych z Państwem Prawnym.

Czytając przez lata szereg współczesnych myślicieli katolickich (np. o. Jacka Salija) powoli zaczynam odczuwać, ba, nie tylko odczuwać, wręcz widzieć fizycznie! mgłę otulającą Pismo Święte. W interpretacji poszliśmy bowiem za daleko.

Uznanie reinkarnacji za jakoby sprzeczną ze Zbawieniem tak naprawdę pozbawiło wielu ludzi moralnego imperatywu, wymuszającego na nich czynienie dobra.

Bo przecież albo nie wierzą, zatem w ich odczuciu ostatecznym kresem jest śmierć, albo też wierzą, że wystarczy spowiedź na łożu śmierci i odpuszczenie grzechów. Pamiętamy wszak, że Jaruzelski, największy zbrodniarz komunistyczny w Polsce po śmierci Stalina na ostatnią drogę przyjął Sakrament.

Tymczasem prawo karmana skazuje go na mozolne odrabianie wszelkiego zła, jakie czynił nie tylko, jako generał, ale jeszcze jako nic nie znaczący współpracownik zielonego UB czyli Informacji wojskowej.

Wiara w reinkarnację to nie tylko „azjatycki przypadek”. W historii znajdujemy wielu, którzy nie ukrywali swoich poglądów.

Jestem pewien, że byłem tutaj, tak jak jestem teraz, tysiąc razy przedtem i mam nadzieję powrócić tu jeszcze tysiąc razy. … Człowiek jest dialogiem Natury i Boga. Na innych planetach ten dialog ma bez wątpienia wyższy i głębszy charakter. Potrzeba tylko Samo-Wiedzy. Reszta przychodzi sama.
[Johann Wolfgang von Goethe „Pamiętniki Johannesa Falka”]

…dusza utrzymuje się przy życiu, aby następnie wejść w inne ciała, degradując się lub wznosząc, w zależności od zasług czy przewinień.

[Paul Gauguin]

Każda nowo narodzona istota zaczyna istnieć jako czysta i radosna, i raduje się tym jako darem wolności (…) jej nowe istnienie zostało okupione przez (…) dawne, które przeminęło, ale zawierało niezniszczalne ziarno, z którego wzeszło nowe; są one jednym bytem. Ukazanie pomostu między tymi dwoma światami z pewnością rozwiązałoby wielką tajemnicę.
[Artur Schopenhauer „Świat jako wola i wyobrażenie”]

Gdybyśmy mogli ujrzeć samych siebie i inne przedmioty takimi, jakimi są naprawdę, moglibyśmy zobaczyć siebie w świecie natur duchowych, związek z którymi ani nie zaczął się w chwili narodzin, ani nie skończy się wraz ze śmiercią ciała.

[Immanuel Kant „Krytyka czystego rozumu”]

Z łatwością potrafię sobie wyobrazić, iż mogłem żyć w ubiegłych stuleciach i napotkać tam pytania, na które nie znałem jeszcze odpowiedzi, i że musiałem urodzić się ponownie, ponieważ nie wypełniłem powierzonego mi zadania.

[Carl Gustav Jung „Memories, Dreams and Reflection”]

Kilkanaście lat temu poznałem pewnego Hindusa. Do Polski przyjechał pełen nadziei na zrobienie prawdziwie hinduskiej restauracji. Coś tam nawet ciągle prowadzi w Poznaniu, czy też w Bydgoszczy, a może w obu tych miejscach naraz. To jednak nie jest istotne. Po kilku tygodniach znajomości zadałem mu dość osobiste pytanie. O Kościół.

Zaskoczył mnie. Stwierdził bowiem, że dla nie go świątynia jest obojętna. By porozmawiać z Bogiem może wejść do synagogi, meczetu czy też naszego kościoła.

Bóg bowiem jest jeden obojętnie jak Go nazywamy.

29/30.12 2022

Ps. Mój ulubiony pisarz Kilgore Trout napisał ongiś opowiadanie, wskazujące na pewien dość istotny mankament chrześcijaństwa.

Była to historia przybysza z Kosmosu, nawiasem mówiąc bardzo podobnego z wyglądu do Tralfamadorczyków. Przybysz prowadził poważne badania chcąc w miarę możliwości wyjaśnić, dlaczego chrześcijanie wykazują taką skłonność do okrucieństwa. Doszedł do wniosku, że przynajmniej częściowo wynika to z niedbałej konstrukcji fabularnej Nowego Testamentu. Przybysz zakładał, że zamiarem Ewangelii było między innymi nauczenie ludzi miłosierdzia, nawet dla najnędzniejszych z nędznych. Tymczasem wymowa Ewangelii była taka:

Zanim kogoś zabijecie, upewnijcie się, czy nie ma zbyt mocnych pleców. Zdarza się.

Brakiem wszystkich opowieści o Chrystusie, twierdził ów przybysz z Kosmosu, jest to, że Chrystus, który nie prezentował się zbyt okazale, był w rzeczywistości Synem Najpotężniejszej Istoty Wszechświata. Czytelnicy wiedzieli o tym od początku, toteż kiedy dochodzili do sceny ukrzyżowania, myśleli sobie to, co Rosewater odczytał na głos:

O rany, też sobie wybrali faceta do linczowania!

Za tą myślą jak cień szła inna: są inni faceci, których można linczować. Jacy ? Tacy, którzy nie mają pleców. Zdarza się.

Przybysz z Kosmosu podarował Ziemianom nową Ewangelię. Jezus był w niej naprawdę nikim i stał ością w gardle wielu facetom, którzy mieli znacznie lepsze plecy niz on. Mimo to nadal głosił wszystkie te cudowne i zagadkowe rzeczy, które znamy z innych Ewangelii.

Tak więc pewnego dnia ludzie zabawili się, przybijając go do krzyża i wkopując ten krzyż w ziemię. Uczestnicy linczu byli przekonani, że sprawa nie wywoła żadnych następstw. Czytelnik powinien być również o tym przekonany, ponieważ nowa Ewangelia podkreślała przy każdej okazji, że Jezus był nikim. I nagle, na chwilę przed śmiercią tego włóczęgi, rozwarły się niebiosa wśród grzmotów i błyskawic i rozległ się głos Boga. Bóg powiedział ludziom, że adoptuje tego włóczęgę, czyniąc go swoim synem i dając mu wszelka władzę i przywileje Syna Stwórcy Wszechświata na wsze czasy. I powiedział Bóg, że od tej chwili będzie karał okrutnie każdego, kto spróbuje się znęcać nad jakimś biedakiem, który nie ma pleców.

(Kurt Vonnegut jr, Rzeźnia nr 5)

fot. pixabay