Ulicą Fredry szedł chudy mężczyzna w dresie, na jego zaś ramieniu siedział wyraźnie zadowolony szczur. Taki pospolity, kanałowiec. Tresowany specjalnie do walki z kotami. Z potężnym uzębieniem. Właściciel był wyraźnie z niego dumny i od czasu do czasu pozwalał mu biegać po ulicy, głośno jednakowoż zaznaczając, żeby nie wybiegał z ulicy Fredry. Zwłaszcza na Stary Targ, na którym tragicznie zginął podrzucany przez bardzo silnego człowieka – tęskniący brodacz. Do tej pory w miejscu jego śmierci ludzie palą świeczki i znoszą ścięte włosy symbolizujące brodę.
– Patrz pan jaki rezolutny – krzyknął w moją stronę właściciel szczura podnosząc kiepa sprzed wejścia do Baru Skoczek – nada się, powiedział i przypalił zaciągając się śmieciowym petem. – Hodowla szczura pospolitego nie należy do łatwych zadań – mówił jakby poszukując audytorium. Szczur rasowy sam się niejako hoduje i wychowuje, szczur kanałowy wymaga większej troski – kontynuował monolog podczas gdy szczur biegał jak oszalały od końca do końca Fredry.
– Trzymasz go pan dla przyjemności czy dla zysku? – zapytałem.
– Ani dla tego, ani dla tamtego. To jest szczur naukowy, gryzoń specjalnej troski. Profesor zwyczajny – odrzekł dresiarz.
– Profesor zwyczajny? – zapytałem zdumiony. Szczur?
– A co w tym dziwnego? Myślisz pan, że inflacja dotyczy tylko pieniędzy? W świecie naukowym postępuje ona znacznie szybciej. Bycie profesorem wcale nie jest takie trudne. Sam bym nim już dawno został, ale nie chcę. – zadeklarował dresiarz.
– Ta profesura pana szczura to z jakiej dziedziny? – zapytałem.
– Z nauk aspołecznych – odpowiedział krótko człowiek w dresie.
– Można pogłaskać? – zapytałem.
– Ani mi się pan waż! – krzyknął właściciel szczura. – Profesora zwyczajnego głaskać!? – Ludzie, słyszeliście to??? – zakrzyknął człowiek w dresie.
– Też kiedyś miałem szczura – powiedziałem, aby obniżyć ciśnienie w człowieku w dresie.
– Manie szczura maniu szczura nie równa się. Żeby sensownie zajmować się szczurem, zwłaszcza naukowym, należy samemu się nieco uszczurzyć – powiedział.
– Czyli? – zapytałem nieśmiało.
– Na początek godzina spędzona w koszu na śmieci, żeby odpowiednio prześmierdnąć. Zacuchnieć cudowną wonią – rozmarzał się człowiek w dresie.
– A te profesurę to jak szczur zdobył? – zmieniłem temat.
– Wszyscy mnie o to pytają. On był szczurem doświadczalnym na uniwersytecie. Naukowcom zaczęto płacić z miesiąca na miesiąc coraz mniej. I mniej i w pewnym momencie już nikt nie chciał pracować. Zaczęto wówczas rozdawać stopnie i tytuły naukowe za darmo. Całkowicie bezpłatnie. Żeby tylko kogoś w akademii zatrzymać. I on się załapał.
– Serce rośnie jak człowiek patrzy na rozwój nauki w Polsce – powiedziałem.
– Istotnie – odpowiedział człowiek w dresie. – Ja już mogłem mieć trzy doktoraty, ale schylać mi się po nie nie chciało. Zawracanie głowy…
Zostaw komentarz