Obserwując tego wieczoru i nocy spektakl na niebie z udziałem słońca, księżyca i gwiazd przyszła mi na myśl „Pieśń słoneczna” św. Franciszka.
. . . Pochwalony bądź Panie mój, że wszystkimi Twymi stworzeniami,
szczególnie z panem bratem słońcem,
przez które staje się dzień i nas przez nie oświecasz.
I ono jest piękne i świecące wielkim blaskiem.
Twoim, Najwyższy, jest wyobrażeniem.
Pochwalony bądź, Panie mój, przez brata księżyc i gwiazdy,
ukształtowałeś je na niebie jasne i cenne, i piękne . . .
Franciszek układał tę pieśń stopniowo, przez kilka lat, a ostatnie fragmenty ułożył może nawet dokładnie osiemset lat temu – niedługo przed swoją śmiercią, której – swoją drogą – okrągła rocznica przypadnie tego roku, za niecałe dwa miesiące.
Z pewnością Franciszek widział niebo znacznie bogatsze w gwiazdy niż my mamy możliwość (gdyż gwieździste niebo to jedna z tych rzeczy, które odebrał nam postęp technologiczny naszych czasów). Miał też pewnie okazję widzieć – jak my wczoraj – częściowe zaćmienie słońca (źródła notują kilka takich zjawisk w jego czasach).
Gdy zaś układał „Pieśń słoneczną” zbliżał się do końca swoich ziemskich dni, był udręczony chorobą, niemal całkowicie tracąc wzrok!
Jego „Pieśń słoneczna” to jeden z pierwszych (lub pierwszy) utwór poetycki w ludowym języku włoskim.
Laudato sie, mi’ Signore, cum tucte le tue creature, spetialmente messor lo frate sole, lo qual è iorno, et allumini noi per lui; et ellu è bellu e radiante cum grande splendore: de te, Altissimo, porta significatione.
Laudato si’, mi’ Signore, per sora luna e le stelle: in celu l’ài formate clarite et pretiose et belle.



Zostaw komentarz