Jak będzie wyglądała – moim zdaniem najważniejsza dla Polski i Polaków obietnica, Tuska, że Polska nie przyjmie ani nie będzie ponosiła kosztów utrzymania nielegalnych imigrantów, których do Europy „zaprosiła” Angela Merkel, w świetle tego komunikatu: „Wczoraj, czyli 17 lutego 2025 roku, na oficjalnej stronie ministerialnej ukazał się komunikat niemieckiej minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser. Niemcy oficjalnie poinformowały, że od 1 marca zacznie się przekazywanie, odsyłanie imigrantów do zachodnich polskich województw”?

Na tę sytuację Tusk przygotowywał się od momentu, gdy gromko pokrzykiwał w zeszłym, a i na początku lutego tego roku: „Ja mówię moim koleżankom i kolegom w UE: jeśli ktoś chce wdrażać ten pakt, niech się nie krępuje. Polska ma swoje problemy wywołane wojną – przede wszystkim jeśli chodzi o nadmierną liczbę osób, które w sposób absolutnie uzasadniony zostały tu przyjęte, znajdują w Polsce gościnę. Ale to wiąże się z ciężarami – dodał premier nawiązując do uchodźców z Ukrainy, którzy przybyli do Polski po 24 lutego 2022 roku”. Tusk przygotowywał się w ten sposób, że zezwolił na powstanie w wielu miejscach Polski ośrodków dla wspomnianych wyżej emigrantów. To też jest jednak ponoszenie kosztów przez Polskę.

Oczywiście Tusk tego nie zainicjował, ale on dokończył dzieła, które rozpoczął PiS. Przecież te ośrodki już dawno działają i ich powstanie to nie efekt chwili. Wystarczy popatrzeć na te znajdujące się w Warszawie. Tam mogły działalność rozpocząć wcześniej, bo Warszawa jest miastem nie tyle wielokulturowym, co wieloetnicznym, wielonacyjnym i obecność kolejnych kilkuset emigrantów rozmyje się w tłumie mieszkańców i pracujących w stolicy Polski. Tylko problem, w tym, że jak Niemcy zaczną ich odstawiać masowo, zostawiając w zachodnich województwach Polski, to ten problem stanie się ogólnopolski i masowy. Za tym pójdą problemy, które imigranci/przybysze przyniosą. Kiedyś śmiano się i szydzono z wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, że jest ksenofobiczna i wręcz rasistowska, bo wskazuje on na problemy zdrowotne tego napływu do Polski przybyszy. Dziś się to ukrywa nie podając w statystykach dotyczących stanu zdrowia i bezpieczeństwa w Polsce. Od czasu do czasu nawet na Onecie pojawiają się jednak np. artykuły o wzroście przestępczości zorganizowanej wśród Gruzinów czy innych nacji, które do Polski napłynęły.

Dużo by o tym pisać, jednak teraz przejdźmy do odpowiedzi na pytania zawarte w tytule posta.

1. Jak Tusk wyobraża sobie zablokowanie napływu imigrantów do Polski z Niemiec, czy postawi na granicy kontrole celne i policyjne? To byłoby rozsądne rozwiązanie, ale przecież niemożliwe do wykonania – ze względu także na jego osobiste relacje z Niemcami. W moim przekonaniu będzie tak: do wyborów prezydenckich Tusk dogada się z Niemcami, by mimo zapowiedzi odstawiania do Polski nielegalnych przybyszy (kto udowodni, że będą to tylko ci, którzy do Europy Zachodniej/Niemiec napłynęli przez Polskę – przecież granice są dziurawe?), nie robili tego. To będzie taka inna wersja ciepłej wody w kranie.

2. Tusk dogada się, by Trzaskowski nie stracił wyborców. Bo jest pewne, że nawet jego potencjalnym zwolennikom będzie to przeszkadzało. Mimo tzw. sondaży do wyborów Trzaskowski może wiele stracić wśród wyborców, którym hasło antyPiS nie wystarczy – są to np. osoby zawiedzione powolnym rozliczaniem PiS-u; ci którzy wystraszą się napływem przybyszy; ci, którzy widzą, że mimo obecności w rządzie lewicy, prawa pracy sa łamane i nawet Dziemianowicz na to pozwala; ci, którym szkodzi tzw. polityka ekologiczna Hennig-Kloski itd. W efekcie skurczy się grono potencjalnych wyborców Trzaskowskiego do niebezpiecznych rozmiarów, by w II rundzie przegrał. Ale przegrał niekoniecznie z Nawrockim.

3. I tu przejdźmy do prezydenckich wyborów. Ze względu na sytuacje opisane wyżej najwięcej korzysta z nich Mentzen. Zwłaszcza, ze przeciw Nawrockiemu wytoczone zostaną argumenty związane z jego praca w IPN-ie, traktowaniem pracowników tej instytucji i inne podważające jego charakter jako prawicowego wojownika. I tak ziarnko do ziarnka rośnie elektorat Mentzena.

4. I na koniec jakie skutki przyniesie zapowiedź niemieckiego rządu dla Polski i Polaków? Zdecydowanie negatywne. Oczywiście jest niewielkie grono tych, którzy uważają, że napływ cudzoziemców do Polski nie jest niczym specjalnie złym (mają doświadczenia z cudzoziemcami w pracy – ale na jakich stanowiskach to już inna kwestia; są lewakami, którzy uważają, że dobrze jest się „kulturowo” ubogacić; jako przykład państwa wielokulturowego przywołują USA. Problem w tym, że np. w USA społeczność wielokulturowa kształtowała się przez wieki i nie w sposób tak dynamiczny, jak dzieje się to teraz. Skala napływu cudzoziemców (czy faktycznie oni nimi byli??) była niewielka, dziś przybyszy jest masa i do tego z innym zapleczem oczekiwanego standardu życia. Tamci też chcieli go sobie podnieść, ale wiedzieli, że muszą sami to zrobić, a w USA znajdą ku temu warunki. Współcześni przybysze, przynajmniej w pierwszym pokoleniu, podniesienie standardu życia wiążą z zapewnieniem im tego przez państwo, do którego przybywają i tego domagają się, wykorzystując przy tym argumenty ideologiczno-polityczne (przyjmujący nas nie bądźcie rasistami).

5. Reasumując – Polacy muszą się temu przeciwstawić. Jak? Przede wszystkim poprzez decyzje polityczne, a potem także egzekwowanie w sposób bezwzględny obietnic, które Polskę i Polaków będą chronić przed niekontrolowanym napływem cudzoziemców do Polski (pamiętajmy, że ze względu na sytuację na Ukrainie, to się jeszcze bardziej zintensyfikuje), a przede wszystkim imigracyjnych przybyszy. Pytanie tylko otwarte: czy państwo polskie jest do tego zdolne – organizacyjnie i mentalnie itd.

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.