The illegal and unprovoked invasion of Ukraine is continuing.

Zapisuję. Jeden znajomy właśnie wrócił z drogi, zrobił 2500 kilometrów. Drugi – ciągle w drodze, bez snu, wykończony rozwozi to, na co udało się uzbierać. Trzeci wraca, po rozwiezieniu trzech busów z zaopatrzeniem. Sam przywiązany do swoich małych powinności tutaj – trochę podziwiam, trochę zazdroszczę, a trochę umacniam się w roli intendenta w czwartej linii. To też jakaś rola do odegrania.

W ostatnich dniach było wiele sprzecznych informacji, albo informacji, które okazywały się inne po dni, dwóch. Powiadają, że ilość dostępnych do analizy informacji w porównaniu do lutego-marca spadła o 80%.

Jest krwawy kurz na niewielkim wycinku frontu, gdzie postanowili się skupić wysłannicy władcy mordoru. Tam szukali przełomu. Przy takim nasyceniu terenu wojskiem rzeczywiście powoli parli naprzód, nie zważając na straty. Ale też bez szans przy takiej gęstości, żeby trafiała się możliwość zrobienia przypadkowego zdjęcia, filmu, nagrania. Trafiają się nadal, ale zdaje się że reżyserowane. Pozostaje analiza oficjalnych komunikatów a w tych obie strony kryją swoje straty, uwypuklają straty przeciwnika.

Są tacy, którzy nadal potrafią wyłuskać szczegóły, próbują odtworzyć przebieg walk. Pewnie zaglądacie na fanpage Zła Ambasada , czytacie analizy Marcin Jop , Marcin Ogdowski , polecam też stronę Mikolaj Susujew o defence24 i Jarosławie Wolskim czy Marcinie Strzyżewskim nie wspominam bo to chyba oczywiste. Niech was nie zraża, że te analizy czadem się nie uzupełniają, że czasem są sprzeczne. Jest wojna i wszyscy pracują na strzępach informacji.

Zatem ja nie będę się ścigał, pozostaję przy ogólnikach, których można być bardziej pewnym.

Nadal pali się w Rosji. I nadal pali się wieloma rzeczami. Na przykład fabrykami.

Zapisuję. Na niewielkim obszarze kontrolowanego przez Ukrainę wybrzeża Morza Czarnego pojawiły się kolejne wyrzutnie przeciwokrętowych pocisków kierowanych, teraz są to AGM-84 Harpoon. Siły blokadowe muszą jeszcze bardziej sie odsunąć od wybrzeża.

Ale transport morski nadal jest niemożliwy, bo nadal ta blokada istnieje i nie ma czym jej znieść. Znieść skutecznie blokadę poprzez eskortę statków handlowych może tylko marynarka wojenna, a tej Ukraina w zasadzie już nie ma.

Tutaj naprawdę NATO lub NATO i ONZ mogłyby spróbować coś zrobić.

Władek zaś powiedział, że okej on się zgodzi na eksport zboża z Ukrainy, jak świat zniesie sankcje na Rosję. Acha, po to żeby Władzio znowu mógł składać swoje zabaweczki ze stali i wrócić za jakiś czas do równania z ziemią kolejnych ukraińskich miast i żeby jego żołdactwo znowu mogło sobie postrzelać do cywilów.

Skoro o zabawkach władzia siurkowicza mowa, na zdjęciach z Melitopola pojawiły się egzemplarze czołgów typu T-62, nie wiem której wersji. Wielu rozbawiło to, że takie rupiecie powyciągała trzecia armia świata do operacji specjalnej.

Mnie to nie bawi. Trzecia armia świata nie liczy się ze zdrowiem i życiem swoich ludzi, bo uważa, całkiem słusznie, że ma ich więcej niż przeciwnik. Nie liczy się też ze stratami kiepskiego sprzętu bo ma go wiele. Chce zniszczenia przeciwnika, a nie negocjacji i do zniszczenia do spodu, do gołej ziemi, wynarodowienia.

I w tym kontekście użycie jezdnych T-62 sprzed 50 lat wcale nie jest bez sensu. Czołg to czołg, jak wiele razy powtarzam. Ma wieżę, a w niej działo. Nie musi zaraz walczyć z równorzędnym przeciwnikiem, może ruszyć tam, gdzie tego przeciwnika nie ma, na lekką piechotę w polu, w otwartym stepie. Kamieniem go nie zniszczysz. Musisz użyć czegoś cięższego. Cennego Javelina, drogocennej Stugny.

A tych starych T-62 można przecież użyć w formacjach mieszanych z nowszymi typami maszyn tylko po to, żeby rozproszyć siły i uważność przeciwnika. Utłuką sto, ale trzydzieści przejedzie.

Używałem w postach kilka razy słowa „gęstość”. To właśnie o to chodzi. Na rozległych frontach tej wojny tam gdzie uda się doprowadzić do odpowiedniej koncentracji przestaje się liczyć precyzja ognia artyleryjskiego, finezja manewru. Przewaga liczebna na niewielkim terenie wystarcza. Odpowiednio dużo luf strzelających na odpowiednio wąski skrawek terenu zawsze coś trafi, zniszczy, zabije.

Obawiam się tego. Nie śmieszą mnie zabytkowe T-62.

Czy to wystarczy żeby naszych zepchnąć? czy im wystarczy pomysłów, wsparcia z zachodu, że się oprzeć, albo nawet wygrać?

Za mały jestem żeby to wiedzieć. Śledzę doniesienia – tak jak pewnie część z Was, bo wiem, że tam decyduje się los nie Ukrainy, ale mój, moich dzieci. Wygrana lub chociażby brak przegranej jest na wagę światła i zmierzchu.

Odnotowuję tylko dla potomności, albo siebie samego za rok czy dwa, że ostatnie dni mierzone były wyczekiwaniem a to co stanie się w kotle siewierodnieckim. Że ukraińskie wojsko kontratakowało pod Popasną, zmniejszając, krusząc trochę to ramię cęgów próbujące odciąć Siwierodnieck od południa. I kontrataki poszły też na tak zwany „występ Izjum” i też troche ukruszyli tych cęgów wysuniętych od północy. Zapisuję, że ukraińska armia kontratakowała znowu na wysokości Charkowa i bodaj z największymi sukcesami na północ od Chersonia, na prawym brzegu Dniepru.

Spodziewałem się, że jeżeli już uderzą to raczej na lewym brzegu, żeby przeciąć lądowy korytarz z Rostowa na Krym, zabrać te jedyną niepodważalną zdobycz władimira obrzydłowicza. Pewnie mieli dobry powód, żeby uderzać gdzie indziej.

Zapisuję, że został zestrzelony na śmierć emerytowany generał major lotnictwa federacji kacapskiej. Ale nie wchodzi on do rozliczenia generałów federacji ubitych na wojnie. Kiedy leciał nie był już bowiem tym generałem co kiedyś. Podobno wcześniej po pijaku z kolegą chcieli się przelecieć Su-27 i go rozbili. Sąd wojskowy wydalił generała ze służby i orzekł drakońską karę finansową, więc generał zaciągnął się jako najemnik do służby w tzw. grupie wagnera. Miał 62 lata, zginął pilotując Su-25, samolot szturmowy nad polem walki. Może nawet trafił go polski pocisk rakietowy „Piorun”.

Zapisuję po stronie zasług Polski, że bez rozgłosu do Ukrainy trafiły na pewno części do Migów 29, a podobno ktoś widział ukraińskie Migi w polskim kamuflażu, nie wiadomo czy dlatego, że tych części zamiennych było tak dużo, że złożyły się w samoloty czy to jakaś dezinformacja.

Zapisuję też po tej stronie, że polskie T-72M1R dostały pancerze reaktywne, ale też, że trafiły tam samobieżne haubicoarmaty „Krab” w natowskim kalibrze 155mm. Oprócz tego że trafiły tam też francuskie samobieżne Ceasary, Amerykańskie ciągnione M777 i natowskie FH70, ale też pojawiły się anonsowane wcześniej samobieżne M109 Palladin. Czesi przekazali też śmigłowce Mi-24.

Jeszcze tylko dodam, że nie wiadomo ile tych haubic przekazała Francja, początkowo mówiło się że 12, potem że 10, potem że 7 a teraz że 4. Z dywizjonu zrobiła się bateria.

Polska, mając mniejszy przemysł zbrojeniowy, mniejsza armię, mniejszą gospodarkę – przekazała haubic 18 i wyszkoliła obsady. Cały dywizjon. Tak dla porównania.

Tylko Węgry ciągle nic nie przekazały i są gotowe płacić rublami bo boli je ciągle w Trianon. Bywa. Nie ma co o Węgrach mówić.

A Niemcy to już mało kto rozumie. Ale nie rzucam się już uspakajam, bo w sumie nie jest to aż tak istotne, wobec skali pomocy z innych stron świata. Historia zapamięta.

Niemcy nie mają pomysłu – i Francja pewnie też – na świat w którym nie ma jednego telefonu na wschód. Wizja świata, w którym interesów ze wschodem nie załatwia się rozmowami z Kremlem, ale z wieloma stolicami wolnych narodów jest dla nich trudna do przełknięcia, tak to wygląda.

Jest taka scena w „Psach Wojny”, końcowa, w której zleceniodawca przewrotu w jakimś afrykańskim państwie przywozi śmigłowcem nowego władcę, wchodzi do pałacu prezydenckiego, gdzie czeka na niego szef najemników. „Spóźniłeś się!” mówi do barona naftowego i zabija jednym strzałem przywiezionego w śmigłowcu dyktatora. „Człowieku, nie wiesz za ile go kupiliśmy!” krzyczy w oburzeniu baron, a najemnik mówi – to będziesz musiał go kupić jeszcze raz.

Jakoś mi się kojarzy to z dyplomacją niemiecką i francuską w ostatnich dniach.

Ale mówiłem, pisałem że nie to się liczy najbardziej. Wieści są sprzeczne, pewne jest to że Siewierodonieck się trzyma, że Charków w miarę bezpieczny, że Chersoń nie taki znów pewnie trzymany w ręku. Ważne że zbierane pieniądze zamieniają się w sprzęt, szyny montażowe, hełmy, kamizelki, stazy, pakiety patrunkowe, jedzenie, apteczki.

Jak napisała w komentarzu Milena Karlinska-Nehrebecka – wytrwałość to nie emocje.

Ważne, najważniejsze, żeby wiedzieć po której stronie się jest i raz dziennie coś zrobić co to potwierdza.

Walka trwa, losy się ważą.

Слава Україні o poranku

Слава Україні p zmierzchu

(na zdjęciach T-62 widziany na lorach koło Melitopola, polska haubicoarmata „Krab” na poligonie, Najemnik Shannon na sekundę zanim powie, że ktoś się spóźnił)
_______________________________________________________________________

Nadal mam bana polegającego na obniżaniu widoczności moich postów przez mątwy cukierberga. Jeszcze 39 dni. 10 dni bana na grupy. Za każdy gest wsparcia – ślad zostawiony na moim profilu, udostępnienie, komentarz – serdecznie dziękuję.

Nadal trwają zbiórki, różne, przeróżne – pilnuję dwóch. Jedna a rzecz Adam Witas – na bibliotekę ukraińską na Psim Polu i droga na rzecz batalionu medycznego Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers, linki w komentarzach

Ciągle działa mój kawomat – link w komentarzu – nie przypominam przy każdym poście, bo uznaję, że nie każdy post, nie każde dzielenie się tutaj ma cechy pracy.

Nadal można mi postawić kawę w serwisie buycofee.to, link TUTAJ. Wrzucam go tylko wtedy kiedy czuję, że stworzenie danego postu było w jakiejś mierze pracą, bez cudzysłowu. Wymagało premedytacji oraz nakładu czasu i energii większego niż prosty bluzg typu usiadł i napisał.

Za kawy także dzięki.

Trwa też zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.

Autor: Radosław Wiśniewski  Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.

Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74