Bo tak należy interpretować pisowski projekt ustawy o czasowym zakazie wjazdu obywateli państw spoza Europy do RP. Zrodzony z ksenofobii i nienawiści do wszystkiego co odmienne od zwyrodniałego patriotyzmu, zwanego inaczej nacjonalizmem.

Trzeba pewne społeczne i polityczne zjawiska nazywać po imieniu i je piętnować oraz zwalczać.

Do nich zaliczam ksenofobię, nacjonalizm i rasizm.

Wszystkie trzy są ze sobą powiązanie.
Ba, jedno wynika z drugiego.

Na początku jest ksenofobia, strach przed obcymi.
Mamy ją wbudowaną w nasz psychiczny system obronny.
Tak z początku reaguje nasz mózg gdy się styka z czymś/kimś kogo nie zna.
Początkowo reaguje ucieczką albo agresją.
Jednak w miarę „oswajania” nowej dla siebie rzeczywistości i włączenia trybu racjonalnego, zaczyna rozumieć.
Że ten o odmiennym kolorze skóry, religii, kulturze niekoniecznie musi być jego wrogiem, którego należy zwalczać lub pozbyć się ze swojej przestrzeni.

Ksenofobia może się stać jednak potężnym orężem w rękach polityków, którzy w imię obrony tzw. czystości etnicznej narodu, który reprezentują mitologizują jego wyjątkowość, odrębność, wyższość nad innymi społeczeństwami.
I przeradza się w nacjonalizm oraz rasizm.

Można tylko domniemywać, że pisowscy autorzy ustawy mają na myśli obywateli z państw muzułmańskich.
Zakładają, że każdy z nich, od niemowlaka aż do starca, jest gwałcicielem, mordercą, złodziejem.
Że są „niższą rasą” od której Polaków należy odizolować.

I to jest właśnie rasizm, który jak pamiętamy z historii, doprowadził do ludobójstwa Żydów w czasie II wojny światowej i Ormian, po tej pierwszej.

A skoro PiS już tych obcych zdefiniował jako zagrożenie, to można ich odhumanizować, uprzedmiotowić i wypuścić na ulice wrzeszczącą hołotę z biało-czerwonymi flagami, by urządzała „polowanie na czarownice”.

To nie jest tylko abstrakcja.
Takie sceny już widzimy na polskich ulicach.

Oświęcim nie spadł nam z nieba- mówił śp. Marian Turski, więzień Auschwitz.

On pełzał powoli, ale skutecznie.
Aż opanował umysły i wybuchł jak pożar.