Zupełnie niepotrzebnie zmarnowany. Zamiast szopki „pandemicznej” można było tyle prawdziwych problemów rozwiązać. Tyle dobra zrobić. Globalnie i lokalnie. Szkoda tych minionych miesięcy. Wielka niepewność co do tego, co przed nami.
Kiedy prawie rok temu w mediach pojawiły się pierwsze doniesienia o nowym wirusie, gdzieś z dalekich Chin, a potem alarmujące wieści o „epidemii” w Italii i zaraz o „pandemii” na całym globie, od razu zapaliła mi się „czerwona lampka”. Wszystko to wydało mi się mocno podejrzane. Wiem czym były w historii epidemie i pandemie. Wiem też jak brzmiały w niedawnej przeszłości medialne slogany i przekazy propagandowe. A że dodatkowo – poza historyczną profesją – od dawna interesuję się sprawami zdrowia i chorób, tym bardziej sprawa wydała mi się „śmierdząca”…
Jako z kolei – znanemu już chyba lokalnie – „antyszczepionkowcowi” (tj. w istocie osobie, która zabiega o odpowiedzialne, bezpieczne i dobrowolne szczepienia!) przeszła mi przez głowę myśl „pewnie szykują jakąś nową szczepionkę, stąd to całe zamieszanie, trzeba ludzi przygotować na nową rewelację”. Jednak w szybkim czasie odegnałem te myśl od siebie. Wydało mi się niedorzeczne, że cały ten globalny cyrk, o bezprecedensowej w dziejach ludzkości skali, blokowanie całego świata i rujnowanie gospodarek państw, to tylko przymiarka do jakiejś tam kolejnej szczepionki. Tylko by „big pharma” mogła (znowu) zarobić trochę grosza (nic nowego – wciąż zarabiają, wciąż więcej i więcej).
Zresztą w publicznym przekazie przez pierwsze tygodnie mowy w ogóle o szczepionce nie było. Dopiero gdzieś późną wiosną zaczęto na ten temat coś wspominać. Nie za często jeszcze. No i nagle, jakoś już bliżej jesieni, szczepienie na – nową ponoć i nieznaną (!) – wirusową chorobę stało się tematem numer 1 i naszą jedyną przepustką, „paszportem” do „powrotu do normalności”!
Wyszło więc na to, że moja pierwsza refleksja – która mi samemu wydała się początkowo nieprawdopodobna – okazała się prorocza! To o szczepionkę jednak chodziło! To szczepionka nas wyzwoli…
Szczepionka Pfizera to produkt nowego typu. Nowej generacji. Zupełnie inna niż dotychczasowe. Działająca na innej zasadzie. To tzw. szczepionka genetyczna. Zawiera ona fragment mRNA – sekwencję genetyczną, kodującą białko wirusa SARS-CoV-2. Jeśli dobrze rozumiem – jako zwyczajny przeciętny humanista – po jej wstrzyknięciu nasz organizm sam ma zacząć wytwarzać rzeczone białko wirusa? I następnie nauczyć się je zwalczać, wytwarzając odpowiednie przeciwciała?
1. Szczepionka na COVID-19 (czytaj więcej).
2. Wstrzymajmy euforię. Wyjaśniamy, co tak naprawdę ogłosił Pfizer i jak działa jego szczepionka na COVID (czytaj więcej).
3. Genetyczne szczepionki na COVID-19. Czy istnieje możliwość włączenia wirusowego RNA do ludzkiego genomu? [WYJAŚNIAMY czytaj więcej].
Ciekawe… Dla mnie piękne SF. Jak z filmu. Czy na pewno bezpieczne? Czy wszystko w naszych organizmach pójdzie tak, jak w tym uproszczonym modelu? Czy nie będzie jakichś „niespodzianek”?
Jedni specjaliści mówią, że to bezpieczniejsze niż tradycyjne szczepionki. Inni, że szalenie niebezpieczne, bo niesprawdzone, niezbadane. Funkcjonuje też oczywiście, w przestrzeni głównie internetowej, cała paleta rozmaitych tzw. „teorii spiskowych” związanych z tą przedziwną szczepionką.
Cóż. Jest to nowość. Niemałe grono lekarzy i naukowców alarmuje, by z nią uważać. Część z nich w swoim apelu do prezydenta i rządu RP pisze, że „wprowadzane obecnie pośpiesznie szczepionki mają charakter eksperymentu na wielką skalę. (…), na skutek masowych szczepień może więc umrzeć więcej ludzi niż obecnie na COVID-19. Ponadto zmiany genetyczne wywołane przez szczepionki mogą wpłynąć na przyszłe pokolenia”. (czytaj więcej)
Jeszcze inną sprawą jest skuteczność szczepionki. Przecież wirus ponoć silnie mutuje. Nowa brytyjska mutacja jest już powszechnym narzędziem straszenia ludzi w mediach. Twórcy szczepionki już też ogłaszają, że będzie ona działać także i na owe mutacje (czytaj więcej).
No nie wiem. Jakoś to mi się nie wydaje logiczne. Nie dowierzam w te zapewnienia. Przychodzi po raz kolejny myśl do głowy – może to wszystko wielka „ściema”. Tak choroba, jak i na nią cudowna szczepionka…
Ech. W głowie się kręci. Nie wnikajmy w ten problem. Trzeba zmierzać do jakiejś konkluzji.
Zatem co powiedzieć na to wszystko?
A no – sprawa jest w istocie prosta.
Jeśli ktoś się boi „strasznej epidemii” i śmierci z powodu akurat tego jednego konkretnego małego wirusa – niech się oczywiście szczepi. Jeśli ktoś zaś nie ufa nowatorskiej genetycznej, w pół roku spreparowanej, szczepionce i boi się jej podobnie jak „druga strona” wirusa – niech się po prostu nie szczepi. Absolutnie nie może być mowy o żadnym przymusie. Ani formalnie zapisanym w przepisach, ani też stosowanym faktycznie w formie rozmaitych „przywilejów” dla zaszczepionych.
Szczególnie, jeśli by te ostatnie miały stać się w istocie przyznaniem tym wybranym osobom na powrót praw, które nam wszystkim odebrano i umożliwieniem im dostępu do usług, miejsc pracy, awansów zawodowych, szkół etc., dla nie zaszczepionych niedostępnych. Na to się niestety zanosi, a to już jest bez wątpienia forma wykluczenia, dyskryminacji, opresji!
No i niestety jakiekolwiek formy przymusu stanowią idealną pożywkę dla wszelakich „teorii spiskowych”. A skoro takie dobrodziejstwo miałoby być wszystkim ludziom wciskane na siłę, to już wyraźnie „zalatuje” jakimś – za pozwoleniem – biblijnym diabelstwem… Ale tfu! Odrzućmy te zabobony!
I raz jeszcze, całkiem poważnie – jeśli szczepionka – to wyłącznie całkowicie dobrowolna. Zgodnie z dawnym hasłem Stowarzyszenia STOP NOP:
Tymi słowami kończąc, życzę wszystkim, aby nowy 2021 rok przyniósł nam samą radość, wyzwolenie i powrót do prawdziwej (nie żadnej „nowej”) normalności!
Wszystkiego Dobrego!
„Zamiast szopki „pandemicznej”
Miliony ludzi pogrążonych w rozpaczy i żałobie po śmierci najbliższych na covid, miliony wielkim wysiłkiem lekarzy uzdrowionych ale kompletnie rozoranych po przejściu przez tę chorobę, a taki cymbał będzie wypisywał że to „szopka” i biadolił że za mało dobra uczyniono? To idźże człeku do szpitala na ochotnika, idź i pomagaj wykończonym lekarzom i pielęgniarzom w ratowaniu kolejnych umierających a potem idź na cmentarz gdzie leżą prochy tych co już odeszli w męczarniach nie mogąc mieć przy sobie nikogo z rodziny i wiedząc że ich ciała pójdą prosto do krematorium, i pomódl się za ich dusze to uczynisz więcej dobra dla ludzkości niż takim tekstem.