Na uniwersytet przyjechał spychacz. Jego kierowca był nieogolony, w podkoszulku, lekko pijany i palił papierosy bez filtra. Zostawił maszynę na biegu jałowym, oparł się o nią i czekał paląc papierosa.
– To pan jesteś tym spychologiem? – zapytał administrator budynku.
– Tak, a bo co? – zapytał od niechcenia kierowca spychacza.
– Bo trzeba zepchnąć w czeluść nie nauki kilku pracowników. Sami tam raczej po dobroci nie wskoczą – powiedział administrator budynku.
– A jaka jest podstawa prawna zepchnięcia w czeluść nie nauki? Bo wie pan, ja to muszę potem w raporcie dziennym wykazać. Spychałem już lekarzy, prawników, weterynarzy, no i tych wszystkich ludzi, którzy zarabiają tyle, żeby im starczyło do dwudziestegoczwartego, a potem udają, że prowadzą głodówkę prozdrowotną. A po pierwszym to i mortadela pojawia się na stole. Ale cienko skrojona.
– Nie wyrobili punktów – powiedział administrator budynku przydeptując na wpół wypalonego papierosa z filtrem.
– Jakich punktów? – zapytał spycholog.
– Ministerialnych takich, ale – zawiesił się na chwilę administrator budynku (Uniwersytetu) – mogę to panu powiedzieć, bo pan jesteś człowiek nienaukowy, więc po środowisku siać zamętu nie będziesz. A zatem musimy zepchnąć w czeluść nieuki po pierwsze tych, którzy przez dwa lata nic nie opublikowali, po drugie tych, którzy niewłaściwie ulokowali swoje publikacje. Jak wysyłali do czasopisma, to miało ono 140 pkt, a po zmianach w związku z wyborami, już tylko 70. Więc dupa. Nie osiągnęli minimum i są do zepchnięcia.
– A po co oni piszą te teksty, skoro ich prawdopodobnie nikt nie czyta, bo potencjalni czytelnicy są zajęci pisaniem własnych tekstów? – zapytał spycholog administratora.
– Ja tego nie wiem i wiedzieć nie chcę, moim zadaniem jest usunięcie kilku pracowników z uczelni na podstawie nieprzynoszenia punktów. Osobiście to ich nawet lubię, i studenci dobrze mówią o ich zajęciach, ale system punktacyjny zobowiązuje mnie do ich zepchnięcia. – powiedział beznamiętnie administrator budynku.
Na parterze pojawiło się pięciu wykładowców do zepchnięcia. Wszyscy w garniturach i pod krawatem. Dziekan, a następnie Przewodniczący Rady Dyscypliny podeszli do nich i każdy dwukrotnie został uderzony z tzw. liścia w twarz. Dziekan bił w lewy. A Przewodniczący w prawy policzek. Dziekan bił mocniej, a Przewodniczący tylko z obowiązku.
Całej tej sytuacji przyglądało się grono pracowników, którym udało się wyrobić punkty. Patrzyło na swoich kolegów i koleżanki i myślało, że kiedyś też mogą znaleźć się w podobnej sytuacji.
Człowiek ze spychacza podjechał przed uczelnię i zepchnął bezwartościowych pracowników naukowych czeluść nienauki. To jakieś trzy lub cztery piętra pod uniwersytetem. Do tego zalane betonem, żeby nie wypełzli na powierzchnię.
Życie pracownika naukowego tylko na pozór jest usłane różami, a w rzeczywistości tylko kolcami. No może prawie, bo te dwa tygodnie luzu w roku jednak jest. Smakujemy je jak świeżo rozciętego na pół granata.
Zostaw komentarz