Gaza jest sytematycznie niszczona – kamień na kamieniu tam nie zostanie. Cały czas powtarzam za Katonem: Ceterum censeo Palestinem esse delendam.

Palestyńczycy z Gazy zostali zepchnięci do Rafah, gdzie ich sytuacja nie jest lekka. Gdybym był wierzący, to powiedziałbym: módlmy się, żeby Egipcjanie otwarli granicę, ale to raczej nie nastąpi. Władze Egiptu dobrze wiedzą, że Palestyńczycy to element skajnie niebezpieczny i wcale się nie kwapią. Obawiają się też konsekwencji ze strony świata arabskiego, który oczekuje, że pacyfikacja Rafah przez wojsko izraelskie, która pociągnie za sobą tysiące ofiar, stanie się iskrą zapalającą jakiś masowy odwet na państwie żydowskim. Problem polega na tym, że im dłużej trwa izraelska ofensywa, im bardziej Izrael czyści teren z bojowników Hamasu, tym badziej widoczne jest, że właściwie cała Strefa Gazy, to Hamas.

Hamsowcy w całości przejęli tę ziemię i jej mieszkańców i wszystko podporządkowali swojej terroystycznej działalności. Skorumpowali organizacje charytatywne i ONZ-towskie agencje, które okazły się przykrywkami dla hamasowskich serwerowni, biur i centrów logistyki w łańcuchu przemytu i produkcji uzbrojenia.

Władze Izraela ogłosiły właśnie, że wyrzucają ze swojego kraju UNRWA – działającą od 1949 r. Agencję Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie – poniżej skan oficjalnego dokumentu w tej sprawie. Ta wiadomość cieszy mnie szczególnie, gdyż zawsze uważałem tę agencję za skrajnie szkodliwą. Mam nadzieję, że szczeźnie do cna.

Co zatem będzie z ponad milionem Palestyńczyków stłoczonych w Rafah? Pojęcia nie mam! Izrael nie jest krajem, który podejmie się niesprowokowanych działań o charakterze ludobójczym, ale aby zakończyć operację wojskową w Strefie Gazy musi rozbić struktury Hamasu. Tymczasem właśnie w Rafah schronili się dowódcy tej organizacji, w tym najbardziej poszukiwany jej „mózg” – Yahya Sinwar – którego władze Izraela uważają za organizatora zamachów z 7 października. W Rafah Hamas przetrzymuje też wciąż sporą grupę porwanych w październiku zakładników i grozi ich śmiercią, jeśli Izrael nie odstąpi od ataku.

Oczywiście – kraje liberalnego Zachodu od dawna starają się powtrzymać Żydów od rozwiązania problemu palestyńskiego – czynią to właściwie od 80 lat z wiadomym skutkiem….

Osobiście mam nadzieję, że Izrael przystąpi do pacyfikacji Rafah i w ten sposób otworzy nowy rozdział swojej historii. To będzie rzeź, ale nie widzę innej możliwości. Bliski Wchód, to jednak jest Azja – tam przebaczenie nie działa. To kraina wiecznej wendetty, gdzie stare blizny nigdy się nie goją a o zadanych ranach pamięta się przez pokolenia. Tam, aby przerwać błędny krąg wzajemnego wyniszczenia trzeba przeciwnika zmiażdżyć tak, żeby już się nigdy nie podniósł. Jeśli Hamas nie zostanie teraz zniszczony, wypalony żelazem do ostatniego bojownika, to za kilka lat znowu stanie na nogi i zorganizuje Żydom jeszcze większy koszmar niż ten w październiku. Taki to świat.