Ludzie od zawsze migrowali, więc w tym, co obserwujemy obecnie, nie ma niczego nowego. To nie żaden spisek, ani ukryty plan, który zrodził się w czyjejś głowie i który jest wcielany w życie. Po prostu świat jest niczym naczynia połączone – ludzie z miejsc, gdzie jest wysoki przyrost naturalny i ubóstwo migrują do miejsc, gdzie rodzi się mało dzieci, za to panuje dobrobyt. Tak było, jest i zapewne będzie. Wiele przy tym zależy od potencjału demograficznego krajów, które są punktami wyjściowymi i które są celem migracji, a także od różnic cywilizacyjnych i kulturowych. To bowiem przekłada się na tempo procesów integracyjnych. W obliczu skali obecnej migracji ludności z Południa i Południowego-Wschodu oraz ogromu różnic cywilizacyjnych żadnej integracji nie będzie. Ale dodajmy, że to też nie jest niczym nowym…
Otóż wszystkie wielkie cywilizacje przechodziły ten sam cykl, a ostatecznie upadały – tak więc gdy zaczynało brakować realnych wyzwań i zagrożeń, najpierw następowało przyspieszenie rozwoju nauki i kultury, ale z czasem przychodził okres dekadencji – ludzie poczynali pogrążać się w hedonizmie, czego najbardziej widocznym przejawem było rozpasanie seksualne (z modą na homoseksualizm), przy czym kontaktom seksualnym nie towarzyszyła prokreacja i w rezultacie następował kryzys demograficzny. Wraz z nim przybierał na sile napływ imigrantów – strumienie barbarzyńskich migrantów zamieniały się w rzeki, aż w końcu następował potop, który cywilizację zatapiał. Tak upadły cywilizacje hellenistyczna, perska, rzymska, chińska u schyłku dynastii Han, by po trzystu latach się odrodzić i by ponownie upaść wraz z końcem dynastii Tang, arabska w XI wieku, turecka w XVII wieku… Mógłbym tak ciągnąć, przy czym owi barbarzyńcy z reguły z czasem tworzyli nowe cywilizacje, które to przechodziły ten sam cykl i w taki właśnie sposób później upadały.
Cywilizacja, która nadawała ton światu w ostatnich wiekach, właśnie, na naszych oczach, umiera. Pytanie brzmi, co uda nam się z tego ocalić. Wiele narodów, które kiedyś odgrywały ważną rolę cywilizacyjną, zupełnie zniknęło. Inne, choć upadły, zdołały przetrwać, a nawet z czasem podnieść się z kolan.
Tymczasem można spotkać się z argumentem, że przecież Polacy też kiedyś migrowali do Ameryki. Owszem, w ramach procesu jej kolonizacji – polscy migranci przyłożyli do tego swoją niewielką cegiełkę. Po prostu – wtedy w Europie rodziło się 6 – 8 dzieci w rodzinie, a nierzadko i więcej, a Ameryka była bardzo słabo zaludniona. Dziś Europa zmaga się z kryzysem demograficznym, a Afryka oraz Bliski i Środkowy Wschód przeżywają boom w tej dziedzinie. Czy chcemy podzielić los Indian? – to jest dziś podstawowe pytanie, które powinno być tu kluczowe. To jest problem, przed którym dziś stoimy.
Z jednej strony więc słyszę, że skoro Polacy migrowali, więc powinniśmy wykazać zrozumienie dla współczesnych migrantów, z drugiej – że Polacy, którzy przybywali do nowych miejsc osiedlenia, nie mordowali i nie kradli, by po chwili usłyszeć liczne przykłady, że byli i tacy, którzy jednak kradli i mordowali… Poszukiwanie usprawiedliwienia dla swoich (dzisiejszych) postaw i zachowań, bo coś tam wydarzyło się kilkadziesiąt, sto kilkadziesiąt albo tysiąc lat temu, bo ktoś, kogo osobiście nigdy nie dane było nam nawet poznać, coś tam zrobił albo nie zrobił, i przerzucanie się tego rodzaju argumentami uważam za szkodliwe i niszczące debatę publiczną. Bo w ten sposób umyka nam to, co jest naprawdę w tym wszystkim ważne i co stanowi sedno problemu.
I trzeba to jasno powiedzieć – jeśli nie przezwyciężymy dekadencji i wynikającego z niej kryzysu demograficznego, to żadne akcje protestacyjne, żadne mury, zasieki, zapory nie powstrzymają imigracji. Mogą ją co najwyżej nieco spowolnić. I dodam jeszcze jedno – nie wierzę, że uda się ową dekadencję przezwyciężyć ot tak. Raczej musimy liczyć się z tym, że czeka nas ogromne przesilenie, które zbliża się szybkimi krokami. Czy można się na to jakoś przygotować?
Autor: Wojciech Kempa
Polski historyk, dziennikarz. Jest absolwentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, autorem licznych publikacji historycznych, w tym pięciotomowego opracowania „Okręg Śląski Armii Krajowej”, a także prac: „Co przed Mieszkiem?”, „Na przedpolu Warszawy” czy „Śląscy Czwartacy”. Był kierownikiem produkcji cyklu filmów biograficznych „Siemianowiccy Dowódcy”.
Zostaw komentarz