„Pewnej księżycowej nocyk obra zjadła mi pięć kocy zawinięty w szósty byłem i HIMARSA odpaliłem” (parafraza pewnej harcerskiej piosenki z II połowy XX wieku, Polska).

Zatem to jest ta różnica. jedna strona wali po centrach handlowych, domach mieszkalnych. Ostatni Czasiw Jar – budynek mieszkalny, 9 osób uratowano spod gruzów, ale wydobyto 45 ciał. Tak, to był rosyjski pocisk rakietowy, podobno drogi Iskander.

Pomijając odrażający charakter tych i wielu innych, mniej spektakularnych ataków – są one z punktu widzenia wojny, walki, nieskuteczne.

Bo walka nie da się sprowadzić do zabijania, chociaż pewnie często tak może się wydawać gdy się jest jej blisko, w tym nowoczesnym czy też post-nowoczesnym wydaniu. A chodzi o obezwładnienie przeciwnika, pozbawienie go możliwości stawiania oporu lub zadawania gwałtu. To nie jest to samo.

W przypadku sprzętu wojskowego mówi się o sprzęcie do walki, a nie do zabijania. Nie chcę tutaj epatować ile wystrzelonych pocisków potrzeba by trafić lub zabić żołnierza. To są tysiące pocisków. Pisałem o tym wiele razy pisali o tym mądrzejsi.

To dlatego na polu walki nie lubi się snajperów, bo oni nie biorą udziału w szachach-strachach, snajper strzela, żeby zabić i tyle. Dlatego się wyróżnia.

Zatem jedna strona strzela jak popadnie, aby zabić. I o dziwo – nie wygrywa jakby tego chcieli niektórzy komentatorzy. No bo nie wygrywa się wojen rabunkiem, gwałtem, mordem. Wygrywa się w walce. Armia która zajmuje się rabunkiem, gwałtem i mordem przestaje walczyć. To wiedział nawet siepacz von dem Bach, dlatego wyhamował rzeź Woli. Nie dlatego, że miał dobre serce. Dlatego, że miał za zadanie stłumić Powstanie, a rzezie temu nie służyły.

Strzelają na oślep z coraz mniej celnej broni – bo nie wiedzą co robić. Póki mieli wąski pas, wiedzieli że trzeba łupić w miasto na przykład – bywało, że trafiali. Ale teraz – coraz trudniej. Oko saurona tak naprawdę jest ślepe.

No i do strzelania w cele naziemne wykorzystują nie tylko pociski rakietowe do zwalczania okrętów – jak Ch-22 który trafił z centrum handlowej z Kremenczuku, ale nawet … pociski przeciwlotnicze z funkcją zwalczania okrętów czyli S-300. OSINT-owcy to potwierdzili. S-300 użyto do strzelania do celów naziemnych.

Co robi w tym czasie druga strona? Wyrównali front, złapali oddech i zamiast urządzać kontrofensywę z granatem w ręku postanowili użyć atutów. Nie trzy, nie cztery ale pewnie koło ośmiu, może dziesięciu HIMARS-ów. I od kilku nocy, kiedy wróg mimo najnowszych zdobyczy techniki radzieckiej robi się ślepy dwójnasób – urządzają HIMARS O’clock.

Nie wiem czy strzelają same HIMARS-y, prawdopodobnie też także Panzerhaubitze2000, nasze „Kraby”, pewnie strzelają też swoimi „Toczkami U”. Myślę że to kombinacja kilku narzędzi walki o zróżnicowanym zasięgu żeby czynić chaos. Nie wierzę, że te trzydzieści z górą składów zaopatrzeniowych sługów saurona to robota czterech czy ośmiu HIMARS-ów.

A tak przy okazji „Krabów” – bobry widziały lory kolejowe na których jechał kolejny dywizjon „Krabów” do Ukrainy. Koła nośne miały ubrudzone, ślady błota na bokach kadłuba czyli chyba wyjęte z poligonów. Bęc. Drugi dywizjon. Przypomnę, jak taki „Krab” się wkurzy to sypie 6 pocisków w serii.

Co to HIMARS – jakby ktoś nie wiedział – wyjaśniam. Mobilna ciężarówka z lekko opancerzoną kabiną na ramie której jest wyrzutnia sześciu kierowanych rakiet sterowanych GPS. Można ich głowicami razić cele powierzchniowe, wiele celów rozproszonych, ale trzeba mniej więcej znać ich lokalizację. Dlatego mamy festiwale fajerwerków w składach amunicji, paliwa i tak dalej.

Po pierwsze prawdopodobnie Ukraińcy mają bezpośredni dostęp do danych wywiadowczych NATO. Zatem wiedzą lub mogą szacować z dużą dozą prawdopodobieństwa gdzie i co wróg ma. Na przykład sztab z rozwinięta łącznością. Tym bardziej że orcza logistyka jest przywiązana do linii kolejowych. Główny strumień tego co musi pożreć ta wojna płynie koleją i dopiero od stacji kolejowych jest rozwożony samochodami do jednostek.

Zatem najpierw ustala się gdzie co jest, potem podjeżdża ciężarówka albo dwie z sześcioma rakietami, ustala swoją pozycję, ustala pozycję obiektu który ma być ostrzelany – salwa i spadamy. Przeładunek i myk na przykład trzydzieści kilometrów dalej.

Zatem fronty nieznacznie się tylko poruszają a dzieje się dużo. bardzo dużo. Kto wie czy to nie będzie jeden z punktów przegięcia – bez wielkich zmian terytorialnych w stanie posiadania, bez wielkich okrążeń, manewrów, zakładania kleszczy.

To inna filozofia działania. Nie chodzi o to by przeciwnika zabić. Wystarczy pozbawić go możliwości prowadzenia działań. A do tego nie trzeba zawsze go zabijać. Wysadzisz mu dostatecznie wiele składów amunicji, to będzie musiał się odsunąć od linii frontu, tam gdzie będzie miał jak. Pamiętacie jak szeroki jest ten słynny pas z Krymu do Donbasu, którego wyrąbanie redaktor Wyrwał uznał za koronny dowód na to że federacja wygrywa na wszystkich frontach? No tak mniej więcej na szerokość strzału z dobrze wychowanego HIMARSA.

Zatem nie wszędzie da się dosunąć składy – które przypomnę muszą być gdzieś w pobliżu linii kolejowych, bo na nich oparta jest logistyka orczej armii. Ale załóżmy że sobie dosuniemy te składy o te 100 kilometrów od frontu. I co? teraz ciężarówki będą musiały jechać dalej, a jak będą musiały jechać dalej to będą się szybciej zużywać, palić więcej paliwa, mniej wozić. Bo cudów nie ma. ta sama ilość wozów, mając więcej godzin na dojazd nie przewiezie w tym samym czasie tyle samo towaru. Do the math.

Pomijając już w ogóle, że hasło logistyka i rosyjska armia zazwyczaj słabo się rymują.

Zatem mieliśmy którejś nocy fajerwerki pod Ługańskiem, w Doniecku, Melitopolu. Jeżeli chodzi o Ługańsk to Mikolaj Susujew zauważył, że walnęło grubo dalej niż oficjalny zasięg ukraińskich HIMARS-ów. Zatem albo jednak dostali z wyrzutniami rakiety o dalszym zasięgu albo jednak tam walnęły Toczki, które mają zasięg większy ale słabsza celność.

W bazie w Sewastopolu jak donosi Zła Ambasada ruch taki jak na marszałkowskiej – wszystko wpływa, wypływa, aby tylko nie stać w miejscu bo jak stanie, to może jakiś satelita wypatrzy że stoi takie coś przy nabrzeżu i się nie rusza, to może by tak HIMARS-em?

Zmasakrowany został sztab 22 Korpusu Armijnego gdzie zginął 14 w tej wojnie rosyjski generał – szef sztabu 22 korpusu Artem Nasbulin. Zmasakrowany został sztab 106 elitarnej rosyjskiej dywizji powietrzno-desantowej, większość oficerów poszła do piekła. Podobnie zmasakrowany został sztab 20 wołgogradzkiej dywizji zmechanizowanej gwardii wraz z dowódcą.

Czternasty generał. To wypada 1 generał na 10 dni. Stalin miał co prawda dużo lepszą skuteczność w eksterminacji własnych oficerów i nie potrzebował do tego wojny, no ale to jakby mało budujące porównanie dla władimira fajfusowicza i jego rady mafiosów.

Kolejne kilka HIMARS-ów ma się niebawem pojawić w Ukrainie razem z amunicją. Jeżeli osiem sztuk robi taki kipisz, to nie chce myśleć co się zacznie dziać, kiedy znajdzie się ich powiedzmy czterdzieści.

Punkt zwrotny bez bitwy. Po prostu wywalanie składów amunicji. Dlaczego nie? Nie grali tego? A kto powiedział, że jedna wojna musi przypominać drugą?

A skoro o dostawach mowa. tak HIMARS-ów sześć lubi coś zjeść a wynika z różnych wyliczeń, że będzie ich od 12 do 20 już za chwileczkę, już za momencik.

Co nie mniej ważne jest w drodze lub dotarła kolejna partia około tysiąca pocisków do haubic typu Excalibur. Tysiąc to jest nic, rzekłby redaktor Wyrwał, na ten tysiąc armia federacji może wystrzelić dziesięć tysięcy z coraz bardziej rozkalibrowanych, zużytych i mniej celnych luf 152mm systemów Msta, na ten przykład. I redaktor Wyrwał miałby trochę racji. Aliści nie do końca bo ten Excalibur kalibru 155mm to pocisk artyleryjski wystrzeliwany z armaty ale korygowany przez GPS i trafia na odległość 40 kilometrów z błędem trafienia mniejszym niż… 2 metry.

Pokażcie mi rosyjską haubicę która tak potrafi. Świętej pamięci Bohdan Smoleń mówił na to tak:
– Jak pieprznę… to się mogę tylko o jedno biurko pomylić!

No, i to nie za wielkie, mniejsze niż 2 metry.

Kanada ma przekazać 39 kołowych transporterów opancerzonych LAV25 czyli dawniej Mowag Piranha, takie coś podobnego do naszego „Rosmaka”. Po prawdzie Piranha przegrała przetarg z Rosomakiem, ale kupili ja Kanadyjczycy właśnie i masowo na licencji robili ją amerykanie jako „Strykera”.

Hiszpanie opracowują plan przekazania Ukrainie 53 Leopardów 2A4 i garści gąsiennicowych transporterów piechoty M113. Tak przy okazji to dziwna sprawa z tymi M113. Przekazanych było ich trochę więcej niż 200 do dyspozycji armii Ukrainy a Oryx nie wymienia ani jednego w stratach, co wskazuje moim zdaniem nie tyle na ich rewelacyjną odporność na ogień – bo jej nigdy nie miały, ile na to, że nie zostały jeszcze użyte. Czyli jednostki w nie wyposażone, domyślam się że jakieś brygady zmechanizowane lub pancerne nie weszły jeszcze do walki.

ten sam Oryx nie wykazuje potwierdzonych strat „naszych” przekazanych Ukrainie T-72M1 oraz T-72M1R mimo że jakieś miały być trafione pod Połohami i Zaporożem. Ale wiele wskazuje, że wyposażone w nie jednostki też jeszcze nie zostały intensywnie użyte na froncie. Nie wiadomo dlaczego. Może ciągle ćwiczą i się zgrywają, a może jest jakaś inna przyczyna.

A skoro o tym mowa, Polska – to już ponoć postanowione – przekaże Ukrainie 232 sprawne PT-91, czyli nasze głęboko zmodernizowane T-72. Ta naprawdę PT-91 to w zasadzie nowy czołg na bazie T-72 dziedziczący po nim niestety tę samą armatę, bez pełnej stabilizacji i karuzelowy magazyn amunicji pod wieżą. No ale zarazem polski pancerz reaktywny podobno lepszy niż rosyjskie odpowiedniki, do tego system ostrzegania o opromieniowaniu laserem „Obra”. W zamian nasza armia ma dostać ekstra 300 używanych „Abramsów” ze składów US Army. No, to by było łącznie ponad 460 przekazanych czołgów. To jest naprawdę game-changer.
Nie dlatego, że te czołgi takie świetne, ale dlatego, że jest ich dużo i Ukraińcy nie muszą jakoś intenswynie się do nich szkolić.

Bułgaria, Słowacja przekazują Ukrainie samoloty w częściach. Nie wiem co z naszymi Migami29, dziwnie o nich cicho. Podobno w częściach poszły na naprawianie ukraińskich Migów.

Niemcy podobno znaleźli wreszcie amunicję dla przeciwlotniczych zestawów Gepard na podwoziu Leoparda 1. Blisko blisko coraz dalej, chciałoby się powiedzieć. PR mają rewelacyjny. Wyczucie też.

Iran zdementował informacje o dostarczaniu dronów rosji. No bo rano poszedł taki cynk, że rosjanie kupią chińskie drony via Iran, ale jednak nie, tak nie będzie.

W rosyjskiej armijce nawet Buriaci już podobno się buntują i nie chcą wracać do domu w kawałkach za durne dwieście tysięcy rubli kontraktu. Stworzyli nawet grupę samopomocy prawnej, żeby skutecznie wypowiadać kontrakty.

Ja się Buriatom nie dziwię. Pewnie zrozumieli, że ich się używa jako mięsa gdy tymczasem młodzież Petersburga i Moskwy przeżywa przede wszystkim odcięcie od Instagrama i fatalna jakość jedzenia w sieci „Smacznie i kropka”, która miała zastąpić McDonaldsa.

To tak chujowo być takim Buriatem w tej rosji saurona.

Przy okazji – wiecie że Leroy Merlin Polska nadal zacnie nadaje się do trolowania? Nie, nie wycofali się z rosji. Trzepią rubelki aż miło. Można trolować, bo poczuli się an tyle dobrze, że nawet zaczęli zamieszczać po długiej przerwie nowe posty na fanpage. Kto chce niech ulży sobie od czasu do czasu. ja to zrobiłem i powiem wam – to oczyszcza serce.

Na koniec zostawiłem problem Czornobajewki.

Otóż lotnisko Czornobajewka jednak nie zostało zajęte przez siły ukraińskie. Ale za to została ostrzelana kolejny raz.
Defence24 twierdziło rano 13 lipca, że jednak ostrzelano Czornobajewkę po raz … trzydziesty ósmy.

Podobno rosyjscy żołnierze mówią, że to czyściec. Ale rozkaz jest rozwinąć stanowisko dowodzenia i zaplecze logistyczne korzystając z infrastruktury Czornobajewki to się nie pyta, tylko wykonuje rozkaz.

Pierwszy raz rosyjskie śmigłowce sfajczyła ukraińska artyleria na Czornobajewce 27 lutego. To wychodzi średnio raz na trzy i pół dnia udany atak artyleryjski na Czronobjaewkę.

Podobno mówią juz na to miejsce Czorno-jebawka.

No ale tak Defence24 podaje że to był 38 dopierdol artyleryjski na Czornojebawkę, Marcin Ogdowski odpisał mi, że po 26-tym przestał liczyć, Ukraina: wojna mówi, że stracił orientację, Mikolaj Susujew napisał mi, że już na zawsze to miejsce będzie okryte tajemnicą i magią.

No i niewątpliwie trzeba sztab 49 armii, w rejonie której znajduje się rzeczona baza nominować do Grand Prix Nagrody imienia Karola Darwina, bez dwóch zdań.

Okej, okej, ale drodzy koledzy (i pewnie też koleżanki) OSINT-owcy, że dopisze do tej listy Konflikty po II wojnie, Zła Ambasada, Marcin Jop i Wojenne Historie – istnieje jeszcze odpowiedzialność przed Bogiem, historią i kolegami. No i pewnie koleżankami.

To nie może być tak, że nie wiemy ile tego było – dwadzieścia trzy, dwadzieścia sześć czy trzydzieści osiem (nerwowo sprawdzam kanały z aktualnościami czy znowu coś tam nie jebło). To musi być ustalone.

A teraz wszyscy śpiewamy na melodię „Quanta namera”:
– Czornobajewka, znów wpierdol w Czornobajewka
Czornobajewkaaaa

Nie jest śmiesznie, ale jak się śpiewa to noc nie jest tak ciemna i straszna jaka się wydaje gdy się nie śpiewa. Zatem śpiewać warto, a Ty Ukraino – trzymaj się,

a my z Tobą.

Losy się ważą, walka trwa.

P.S. Dzisiaj w nocy drugi albo trzeci raz w ostatnim czasie coś się eksploduje w Nowej Kachowce, pisałem o niej kilka razy to ważny punkt na mapie. Przeprawa przez Dniepr, ujęcie wody pitnej dla Krymu, składy, sztaby. Normalnie jeszcze trochę i Nową Kachowkę trzeba będzie przemianować na Nową Czorno-jebawkę.

_______________________________________________________________________

Zacnie dziękuję za podpłacenie wszystkich zrzutek,
za taktyczne kawy
strategiczne lajki’
operacyjne udostępnienia
za wszystko to z całego serca buk zapłać
póki dam rade i dekiel mi nie odpadnie – trwam na posterunku.

na zdjęciach dla tych co nie wiedzą – wybuchy amunicji, dylematy ruskiego wojownika jeden HIMARS w bazie i jeden PT-91 na spacerku.

Dziękuje tez za każdą nadobniejszą nawet wpłatę na zbiórki, które udostępniam. Za każdą z nich stoją ludzie, którym ufam. Nic tam się nie marnuje.

Gdyby ktoś chciał postawić mi kawę w zamian za wykonaną robotę – link tutaj.

Trzymajcie się!

Trwa nadal zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.

Autor: Radosław Wiśniewski  Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.

Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74