Wracałem dziś spod Krakowa, w miłym towarzystwie Barbarą Surdykowską, która jest prawniczką, specjalistką od prawa pracy.

W trakcie podróży rozmawialiśmy dużo o polityce legislacyjnej prawicy. Niestety – argumenty Basi są mocne. To za bardzo tak wygląda jak na zdjęciu poniżej.

Uchwalana przez prawicę legislacja jest niespójna, przepychane są pisane na kolanie ustawy, które mają się nijak do otoczenia prawnego, uwagi Sejmowego Biura Legislacyjnego są lekceważone a wprowadzane ustawy zbyt często wprowadzają rozwiązania niejako poza instytucjami powołanymi do wykonywania zadań adresowanych przez te rozwiązania.

Przykład – dodatek węglowy, który realizuje cele opieki społecznej w ogóle poza systemem opieki społecznej. Został wprowadzony niejako na tej samej zasadzie, co 500+, chociaż będąc rozwiązaniem ekstraordynaryjnym i z założenia jednorazowym – nie bardzo mieści się logice, jaką uzasadniano egalitarność 500+.

Tych przykładów było dużo, z różnych dziedzin a uwagi Basi miały charakter w pełni profesjonalny – apolityczny. Na to zwracam uwagę. Nawet tam, gdzie oboje zgadzaliśmy się co tego, że partia rządząca ma prawo do realizacji swojej wizji państwa, to wymóg profesjonalizmu legislacyjnego jest obiektywny.

Istotą tych zarzutów jest to, że koalicja rządząca ma wyobrażenie, że można we współczesnym państwie realizować wolę polityczną (nie kwestionuje się tu dobrych intencji!) poprzez wulgarną, brutalną legislację, nie licząc się z tym, że system prawny siłą rzeczy ma swoją logikę i dynamikę. W efekcie, w środowisku zawodowych prawników narasta przekonanie, że system jest „psuty”, staje się chaotyczny, niespójny i podatny na arbitralne interpretacje, w których decydujące znaczenie ma siła polityczna a nie prawo.

Pointą wywodu Basi była ta historia:

https://www.prawo.pl/kadry/rozliczanie-nadgodzin-czy-tk-powinien-umorzyc-postepowanie-w,516495.html

Zdaniem Basi, prawnicy nie są w stanie zrozumieć decyzji TK, uważają ją wręcz za dowód upolitycznienia Trybunału, który wykonał wolę obozu rządzącego sformułowaną nieformalnie przez jednego z wiceministrów tak:

„Nie ma powodu do ratyfikacji umów, które nie muszą być ratyfikowane.”

Zdaniem prawników – tryb procedowania i uzasadnienie tego orzeczenia przez TK są „kompletną groteską”. Potwierdzają to nawet zdania odrębne sędziów TK, którzy nie są przecież jakoś związani z Opozycją:

https://www.skarbowcy.pl/blaster/extarticle.php?show=article&article_id=28235

Zdaniem Basi – takie orzeczenia są niedorzeczne i przyczyniają się do radykalnego wzrostu niechęci do obozu rządzącego w środowiskach obojętnych politycznie, które jednak funkcjonują w ramach prawa i oczekują od niego elementarnej spójności.

Ich opinie są normalną drogą zawodową przekazywane do instytucji międzynarodowych, które również nie mogą pojąć intencji i logiki tworzonego w ten sposób prawa. Takie prawo przyczynia się do radykalnej izolacji Polski w instytucjach międzynarodowych, których prawnicy są w stanie zrozumieć, że dany rząd ma ideowe powody do sceptycyzmu wobec takich czy innych rozwiązań, ale nie są w stanie zrozumieć obstrukcji tam, gdzie takowych w ogóle nie widać, istniejący stan prawny jest zły i wymaga naprawy, ale nie widać żadnej woli jego racjonalizacji a tylko przekorę, że „nie zrobimy tego, do czego jesteśmy zobowiązani, bo nie”. Ich zdaniem, Polska robi sobie „jaja”.

Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.