Dzisiaj mija 160 lat od tamtej strasznej nocy. Nocy przegranej w wielu miejscach taktycznie, która jednak strategicznie – przestraszyła zaborcę, dała przestrzeń i czas powstańczym partiom, dała im inicjatywę.

Od dziecka idzie za mną ten obraz, pieczęć i refren pieśni. W obrazie, grafice Grottgera jest niewypowiedziana groźba, zawieszenie, pewnie w młotach kowalskich wzniesionych do góry, które na zmianę tłuką w ostrze kosy, rozżarzone do białości. Palenisko i to ostrze jest jednym, zapewne źródłem światła i ciepła dla zgromadzonych w izbie ludzi. Dwóch ma fantazyjne kokardy na czapkach, ale miny mają marsowe, ten który stoi, młodszy, twarz ma spokojną. Ten, który siedzi – widocznie starszy, może widział też szamotaninę Wiosny Ludów, może sięgał pamięcią szarż Krakusów Dwernickiego w 1831 ma raczej wyrysowaną tęgą determinację, ale bez entuzjazmu. Pewnie wie, że to nie będzie radosny zgon, bo zgon nigdy nie jest radosny. Kosy dopiero się kują. Obiekt pośmiewiska regularnego rosyjskiego wojaka, który z nowoczesnego karabinu wówczas daje ognia na kilkaset kroków, podczas gdy powstańcze fuzje i samopały na sto, może dwieście. Ale zdarzy się nie raz, że nie będzie dystansu i kosa pójdzie w ruch. A kosa na sztorc jest dłuższa od karabinu z bagnetem i można nią tak siec jak i kłuć, zaś w rękach chłopa, który nie wie co to pardon – będzie bywała narzędziem strasznym, jak pod Racławicami.

Ale to dopiero się wydarzy. Płock, Szydłowiec, Grochowiska, Chroberz, Żyrzn, Kobylanka, Krzyż, Pyzdry, Ignacewo i dziesiątki innych bitew i potyczek, zamachów.

Idzie za mną też pieczęć Rządu Narodowego, najświętsze insygnium władzy, która potajemnie rządzić będzie krajem, który nie miał granic, nie miał armii, ale miał obywateli. Wreszcie, po tylu latach w haśle tego rządu znalazła się równość. Nie tylko obywateli, w tym także chłopów, ale też narodów które nowa, zmartwychwstała Rzecz Wspólna miała jednoczyć i dawać im zabezpieczenie praw i wolności. Orzeł, Pogoń i Michał Archanioł z dawnego herbu Ziemi Kijowskiej. Utopia i za późno, ale piękny sen, o narodach, które uwolnione spod rosyjskiego knuta budują wspólną rzeczywistość. Równość. Ja wiem, wtedy jeszcze nikt nie rozumiał tej wolności i równości jak my dzisiaj bo to było 180 lat temu, ale może pora to zrozumieć, dojrzeć do tego. Tym bardziej, że to Kijów jeden tej mocy się urąga, podnosi na ruskiego rękę i koronę ściąga – że przypomnę parafrazę klasyka (by Piotr Siemion ).

Mam niejasne poczucie, że z tych trzech symboli – pieczęć zdaje się lśnić na nowo, nieśmiało. Kiedy na nią patrzę, wydaje mi się że słyszę głos Iwana Bresta Marczuka, kiedy czyta rotę przysięgi ochotniczego batalionu Konstantego Kalinowskiego, Полк Каліноўскага, Kastiusia Kalinowskiego jak mówią bracia Białorusini. A w tej rocie i kosy kosynierów Kościuszki i tych kosynierów z 1863 roku.

Kiedy Brest czytał tę rotę, niektórzy się śmiali, że ten batalion to raczej pluton, a teraz, chociaż Brest poległ – jest pułk.

I jeszcze ten refren:

„W krwawem polu, srebrne ptaszę;
Poszli w boje chłopcy nasze,
Hu, ha, krew gra, duch gra, hura ha!
Niechaj Polska zna,
Jakich synów ma!

Obok Orła znak Pogoni,
Poszli nasi w bój bez broni —
Hu, ha, krew gra, duch gra, hura ha!
Matko Polsko żyj!
Jezus Marya, bij!

Naszym braciom dopomagaj,
Nieprzyjaciół naszych smagaj —
Hu, ha, krew gra, duch gra, hura ha!
Niechaj Polska zna,
Jakich synów ma!”

Bo taka prawda. Poszli z kosami na karabiny i armaty w myśl hasła, że pięściami zdobędziemy karabiny, a karabinami armaty.

Niestety. Nie zawsze to zapracowało. A pieśń niby radosna, ale to rodzaj tej euforii, która zastępuje w szale kompletną rozpacz i desperację. Niejedno „Jezus Maria!” wyrwało się pewnie w ostatniej chwili życia biuraliście, rzemieślnikowi co nigdy nie strzelał do człowieka i pociągnął za spust za późno, palec zadrżał na spuście.

„Przynajmniej próbowałem” – jak mawiał Randall McMurphy, który w domu wariatów wyobrażonym przez Kena Kesey’a na pewno nie słyszał o żadnym Powstaniu Styczniowym.

#PS_1863

Wpłacajcie, posyłacie, udostępniajcie link, samochody pancerne też są ważne.

Dziękuję też za wspieranie mojego tutaj pisania poprzez wirtualne kawy w serwisie buycofee.to. Dziękuję za wszelkie objawy sympatii – lajki, udostępnienia, komentarze oraz – a jakże – wirtualną kawę postawioną tu i tam na buycoffe.to – link tutaj.

Póki co ciągle zachęcam do wsparcia zbiórki BBożydar Pająk Ważny jest tyleż grosz, co podrzucanie linków do zbiórki gdzie kto może – wykop, tik-tok, twitter, telegram, sam już nie wiem.

Dzisiaj tradycyjnie wrzucam zbiórkę na batalion medyczny (link tutaj) Медичний Добровольчий Батальйон Госпітальєри • Hospitallers Paramedics
– zbiórkę Bożydar Pająka na helikoptery ewakuacji medycznej (link tutaj).

Trzymajcie się!

Trwa nadal zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.

Autor: Radosław Wiśniewski
Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.

Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74