Zjednoczone Emiraty Arabskie mają szansę stać się najszczęśliwszym państwem świata (obecnie 26 w rankingu). Już w 2016 roku ówczesny następca tronu ZEA i obecna głowa państwa Mohammed bin Zayed zdecydował, że za pięć lat wszyscy jego mieszkańcy – zarówno obywatele, jak i obcokrajowcy – staną się najszczęśliwszymi ludźmi na Bliskim Wschodzie. W tym celu powołano Ministerstwo Szczęścia, na którego czele stanęła Ohud Al-Rumi, wykształcona i energiczna, wszechstronnie utalentowana kobieta. Pod jej kierownictwem uruchomiono hojnie finansowane nowe struktury państwowe, stworzono specjalne programy szkoleniowe, zorganizowano międzynarodowe seminaria i konferencje.
Urzędnicy zostali zobowiązani do informowania o tym, jak poprawiają szczęście uczniów i studentów, biznesmenów, pacjentów w szpitalach i klinikach, kierowców i pasażerów oraz innych mieszkańców kraju, którzy zwracają się do nich o pomoc.
W zeszłym tygodniu, w Międzynarodowy Dzień Szczęścia, obchodzony 20 marca, władze ZEA postanowiły sprawić trochę radości kierowcom. Na dwa dni zmniejszyli o połowę kary za wykroczenia drogowe i skrócili o połowę okres konfiskaty samochodu za poważniejsze wykroczenia. Ponadto o połowę zmniejszyła się liczba punktów karnych zdobywanych przez kierowców. Tym, którzy nie mieli żadnych kar, przyznano 24 preferencyjne punkty, które pozwolą im zrekompensować otrzymane punkty karne w przyszłości.
Ponieważ Międzynarodowy Dzień Szczęścia zbiegł się w tym roku z Dniem Transportu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, 20 marca policjanci i pracownicy Ministerstwa Szczęścia wręczyli kierowcom upominki. Tego dnia na skrzyżowaniu pojawiły się pomarańczowe radiowozy patrolowe. Zatrzymywani kierowcy myśleli, że za coś zostaną ukarani mandatem, a zamiast tego otrzymali elegancką torbę sportową z upominkami. W końcu utrzymanie się przy życiu na drodze to też szczęście, a w Zjednoczonych Emiratach Arabskich dąży się do tego, aby liczba ofiar śmiertelnych w wypadkach drogowych nie przekraczała trzech na 100 000 osób.
Zasady ruchu drogowego w Zjednoczonych Emiratach Arabskich są dość surowe. Za jazdę z prędkością przekraczającą 80 kilometrów na godzinę można dostać mandat w wysokości 1200 dolarów i 23 punkty karne. Kierowcy od 21 roku życia otrzymują prawo jazdy na dwa lata, a jeśli w tym czasie nie popełnią żadnych naruszeń, to okres ważności ich praw przedłuża się o dziesięć lat (dla cudzoziemców – o pięć lat). Mandat za przejście przez ulicę w niewłaściwym miejscu wynosi 150 dolarów.
Kierowca, który nie ustąpi pierwszeństwa pieszemu na zebrze, będzie musiał zapłacić 200 dolarów. Z kolei kierowcy, którzy nie dopuścili się wykroczeń przez dziesięć lat, otrzymują zniżkę na paliwo, a czasem na bilety do różnych atrakcji turystycznych.
Mieszkańcy ZEA cierpią z powodu rozprzestrzeniania się elektrycznych skuterów i rowerów. Zdając sobie sprawę ze skali problemu, władze ZEA wprowadziły zakaz sprzedaży rowerów elektrycznych i hulajnóg zdolnych do rozwijania prędkości powyżej 30 kilometrów na godzinę. W przeciwnym razie pojazd może zostać skonfiskowany. Nawiasem mówiąc, może nim kierować albo posiadacz prawa jazdy, albo ktoś, kto otrzymał specjalne zezwolenie od władz. Aby to zrobić, trzeba zdać bezpłatny egzamin z zasad ruchu drogowego. Mandat za zjechanie ze ścieżki rowerowej wynosi od 150 do 200 dolarów.
Jednocześnie istnieją zachęty. W tym tygodniu 20 najbardziej ostrożnych jeźdźców rowerów elektrycznych i skuterów otrzymało prezenty o wartości około 400 USD każdy. Młodym mieszkańcom Zjednoczonych Emiratów Arabskich proponuje się udział w quizach na temat przepisów ruchu drogowego – na zwycięzców czekają hojne nagrody. Około 10 tys. studentów – w ramach wolontariatu – prowadzi wykłady na temat bezpieczeństwa ruchu drogowego w szkołach, klubach i centrach handlowych.
Ciekawie się przedstawia istniejący w Emiratach system sądowniczy. Tam w skład komisji ds. nominacji sędziów wchodzi siedem osób powołanych przez emira z rekomendacji Ministra Sprawiedliwości. Bez kwot, bez konfliktów, bez nieporozumień.
Prawo w Zjednoczonych Emiratach Arabskich gwarantuje niezawisłość sądownictwa i nie podleganie władzy wykonawczej. Ale nawet jeśli tak jest, sędziowie w tym kraju nie są niezależni. Problem polega na tym, że w Emiratach nie ma wystarczającej liczby doświadczonych i wykwalifikowanych prawników. Postanowiono więc rozbudować korpus sądowniczy poprzez dokonanie ….. importu specjalistów z zagranicy!
Dlatego w Zjednoczonych Emiratach Arabskich można spotkać sędziów egipskich, libańskich, palestyńskich, a nawet amerykańskich. Otrzymują 17-20 tysięcy dolarów miesięcznie, nie licząc różnych dodatkowych świadczeń. Aby dostać posadę sędziego w Emiratach, muszą przejść kurs zapoznający się ze specyfiką tamtejszego ustawodawstwa. Ale jeszcze ważniejsze jest zrozumienie lokalnej polityki i równowagi sił.
Być może w ramach zacieśniania współpracy z ZEA polscy sędziowie pojadą tam, by czerpać z tamtejszych doświadczeń, co ucieszy zarówno samych sędziów (te wynagrodzenia!!!), jak i ich pracodawców. A może Polska powinna także importować sędziów z zaprzyjaźnionych krajów, takich jak np. Węgry?
Zostaw komentarz