Mój znakomity znajomy psycholog P.D. zamieścił (lecz bez możliwości udostępniania) na swoim profilu dykteryjkę, z której wynika, że mamy problem z ową ustawą o wpływach rosyjskich, ponieważ – jego zdaniem – sytuacja faktyczna związana z tymi wpływami była mniej więcej następująca:
Ludzie są z natury chętni do czynienia dobra i z potrzeby czynienia dobra są gotowi zrobić największe głupstwa. Tak wygląda na przykład – zdaniem P.D. sytuacja młodzieży przyklejającej się klejem do dzieł sztuki czy asfaltu na drogach w ramach protestów na rzecz rezygnacji z używania paliw kopalnych. P.D. mówi, że ludzie ci nie są „agentami” jakichś wrażych sił, ale podejmują działania takie, jakie wydają im się konieczne i podejmują je w najlepiej pojętej wierze. To, że nie rozumieją, jak opłakane skutki miałaby taka natychmiastowa rezygnacja z paliw kopalnych wynika z ich głupoty bardziej niż ze złej woli.
Podbnie – zdaniem P.D. – wyglądała sytuacja w przypadku działań objętych dziś przez prawicę szerokim terminem „wpływu rosyjskiego”. P.D. uważa, że zarówno w Polsce jak też w Niemczech i innych krajach Europy czy wręcz świata wykształcił się pewien stereotyp w zakresie interpretowania sytuacji międzynarodowej, w ramach którego normą stały się „dobre stosunki” z Rosją czy Chinami. To, że kraje te cynicznie wykorzystywały liberalny system prawny Zachodu do penetracji elit władzy nie przesądza o ich agenturalnym charakterze, gdyż wszystko odbywało się ramach obowiązującego prawa, a propozycje składane przez Pekin czy Moskwę wydawały się wówczas obiektywnie korzystne.
Zdaniem P.D. ich obecna ocena jest wynikiem tego, że – cytując Hegla – sowa Minerwy wylatuje o zmierzchu, czyli, że łatwo jest oceniać czyny kiedy wszystko stało się już jasne, ale kiedy decyzje były podejmowane – nie były podejmowane ze złej woli, ale raczej z dobrej a po prostu okazały się błędne.
Błędna decyzja może – zdaniem P.D. być przedmiotem negatywnej oceny, lecz nie powinna dawać asumptu do oskarżenia, gdyż asumptem do oskarżenia może być jedynie decyzja podejmowana ze złej woli.
Zdaniem P.D. ciałem odpowiednim do oceny „prorosyjskich” działań poprzednich rządów mogłaby być – cytuję – „komisja niezależnych kulturoznawców”, ale nie jakieś głęboko upolitycznione, wręcz upartyjnione ciało sejmowe. Jednak sam P.D. zauważa zaraz, że jednak nie bardzo widzi szansę na powołanie „komisji niezależnych kulturoznawców”, gdyż takowych po prostu nie ma.

Moja ocena powyższego:
P.D. – bez urazy, ale popełniasz kilka błędów na raz:
1) Przykład choćby niemiecki pokazuje jednak, że były jednak zaangażowane obfite strumienie finansowe, bezpośrednie i pośrednie, powiązane z rosyjskim kapitałem, które wpływały na decyzje podejmowane przez rząd niemiecki oraz władze landowe.
2) Pewne decyzje podejmowano na bardzo wysokim poziomie ryzyka politycznego. Pojawia się pytanie, czy wykluczenie z polityki debili, którzy byli gotowi całkowicie podporządkować polską rację stanu jakieś fantastycznej idei czy interesom obcych potęg nie bacząc na żadne ostrzeżenia – nie jest aby karą zbyt niską?
3) Ostatecznie, decyzja o powołaniu takiej czy innej komisji do oceny działań politycznych jest z sama z siebie decyzją polityczną. Ponieważ, jak sam zauważyłeś – nie ma i nigdy nie będzie żadnej „komisji niezależnych kulturoznawców” możemy się co najwyżej zgodzić lub nie co do jednego: czy komisje oceniające wybory polityczne i badające okoliczności ich podejmowania są w ogóle dopuszczalne. Model liberalny jest tu jednoznaczny – oceny mającej skutki prawne może dokonywać jedynie „niezależnych sąd” a badać może jedynie zgodność podejmowanych decyzji z obowiązującym prawem. Sama decyzja polityczna nie podlega zaś ocenie sądu. W przypadku polityków wysokiego szczebla odpowiednim sądem jest Trybunał Stanu, który bada o tym, czy osoby sprawujące najwyższe funkcje państwowe dopuściły się naruszenia ustaw, w tym Ustawy Zasadniczej.
Jak wiemy – już to napotyka na takie problemy, że w najnowszej historii Polski Trybunał Stanu nigdy nie został zebrany. Co najwyżej obecna Opozycja wygraża obecnym władzom, że tym razem im procesu przed TS nie odpuści…
Tymczasem prawica ma tu nieco inny pogląd i niekoniecznie zgadza się z liberałami, co do tego, że ramy prawne wyczerpują odpowiedzialność polityczną. Prawica wie bowiem dobrze, że dysponując odpowiednim umocowaniem można doprowadzić do ogromnych szkód działając w ramach obowiązującego prawa. Tak samo, jak mogę zrozumieć zarzuty Opozycji wobec PiS w sprawie „niegospodarności na wielką skalę” przy okazji niektórych przedsięwzięć PiS (elektrownia Ostrołęka, zakup nadmiernej liczby szczepionek przeciw Covid czy sprawa respiratorów), tak mogę zrozumieć podobne zarzuty wobec niektórych decyzji poprzednich rządów, jak chociażby decyzje „gazowe”.
Dobrze wiemy, że w przypadku takich spraw w realiach polskich nie udają się śledztwa prowadzone wyłącznie siłami prokuratorskimi, gdyż sama natura spraw ma charakter polityczny i wymaga właśnie komisji politycznej o specjalnych uprawnieniach lub nieznanej polskiemu prawu instytucji sędziego śledczego.
Ogólnie – moja opinia jest taka, że w Polsce po prostu potrzebne jest katharsis podobne, jakie było wynikiem prac słynnej już Komisji Rywina. Uważam, że właśnie obecnie, wobec rosyjskiej agresji na Ukrainę opinia publiczna w Polsce ma prawo dowiedzieć się więcej o naturze „procesu politycznego” w naszym kraju, dowiedzieć się, jakie względy decydowały o takich czy innych wyborach, decyzjach biznesowych czy polityce międzynarodowej.
Ostatnią kwestią jest to, czy działanie Komisji będzie miało wpływ na nadchodzące wybory. Oczywiście, że będzie i to ogromny. Raz, że już teraz widać ogromną mobilizację Opozycji, która jednoznacznie widzi w takiej komisji szykanę i naruszenie „demokratycznych standardów”. Dwa – że zupełnie niezależnie od „wyroków” ferowany przez tę komisję, same jej obrady wywrą ogromny wpływ na opinię publiczną tak samo, jak wpłynęły na nią obrady Komisji Rywina. Jeśli ujawnione zostaną kompromitujące procesy, to liderzy Opozycji zostaną skompromitowani nawet bez żadnego oficjalnego „werdyktu”. Jeśli skompromitują się „śledczy”, to PiS polegnie na wyborach niezależnie od tego, czy Komisja naruszy jakieś „demokratyczne normy”, czy nie.
Swoją drogą – komisje d/s elektrowni w Ostrołęce czy zakupu respiratorów naprawdę by się nam przydała a obecna władza powinna umieć wykazać, że błędy strukturalne w ramach tzw. pętli decyzyjnej, które pozwoliły doprowadzenie do aż tak masywnej wtopy zostały trwale usunięte. Różnica między szkodliwością „wpływu rosyjskiego” a szkodliwością braku kontroli na działaniami tego czy innego partyjnego „barona” jest naprawdę niewielka i obie kwestie decydują o jakości i bezpieczeństwie państwa.
Zostaw komentarz