Mija druga kadencja rządów PiS. Za kilka miesięcy będziemy mieli kolejne wybory parlamentarne i znów politycy PiS grzmią, że będą to wybory o wszystko bo „wybory parlamentarne w 2023 r. będą na miarę tych z 1989 r.Zawsze przypominają sobie o swoim elektoracie kilka miesięcy przed pójściem do urn.

Od kilku miesięcy trwa walka o wyborców. Już w ubiegłym roku Jarosław Kaczyński ogłosił „mobilizację” w Prawie i Sprawiedliwości i zapowiedział serię objazdów po kraju polityków partii rządzącej. Sam bardzo aktywnie bierze w niej udział pod hasłem „Dotrzymujemy słowa”. Mają oni docierać do wyborców w każdym województwie, by w ten sposób odzyskać poparcie dla partii.

Uważam, że hasło i objazdy niewiele pomogą w odzyskaniu utraconych i pozyskaniu nowych wyborców. Nie wierzę, żeby dzięki nim uda się naprawić zaniedbania, zaniechania i błędy popełnione przez lata sprawowania władzy.

Mimo kolejnych programów socjalnych obejmujących coraz to nowe grupy społeczne (strażakowe, sołtysowe) i sypania co chwilę miliardów zł poparcie nie rośnie a oscyluje na poziomie ok. 30 procent.

Politycy PiS zastanawiają się co jest tego przyczyną. Uważam, iż jest kilka czynników które miały na to wpływ, a których rządzący nie przyjmują do wiadomości. Do do nich zaliczam m.in.:

Brak wiary społeczeństwa w zapewnienia rządu, że pieniądze na rozbudowany socjal, gigantyczne zakupy zbrojenia i dotowanie rolnictwa pochodzą z uszczelnienia VAT, bowiem jest ich za mało, by starczyło na wszystko. Doskonale zdaję sobie sprawę, iż rząd musi się zadłużać, co prędzej czy później odczujemy i zamiast doganiać Zachód dogonimy Grecję i Włochy.

Kolejnym jest przesyt prowadzonej latami obrzydliwie nachalnej propagandy sukcesu, zwłaszcza w telewizji publicznej w której nieustanne podkreślana jest rola i znaczenie polityki PiS w rozwój programów socjalnych i naszego bezpieczeństwa. Nie ma nic bardziej irytującego jak przerwanie ciekawego programu zwiastunem „Pilne” by pokazać transmisję na żywo wypowiedź prezydenta, premiera lub ministra podczas mało znaczących uroczystości.

Wielu z Polaków poparło PiS wierząc w zapewnienia o jej obronie suwerenności i „wstawaniu z kolan” .

Czas pokazał, że obrona sprowadza się do zgody na wszystko czego życzy sobie Unia (Niemcy), a zamiast „wstawania” mamy leżenie plackiem przed Unią. Nie przypominam sobie by kiedykolwiek premier Morawiecki postawił się UE i nie ustąpił.

Wielu ma wątpliwości czy wszystkie unijne dyrektywy i rozporządzenia nam służą i czy są zgodne z naszą Konstytucją. Mimo, iż TK orzekł iż Konstytucja jest ważniejsza niż prawo Unii Europejskiej, to nie zdarzyło się, by którakolwiek z nich zastała przez TK rozpatrywana.

Powtarzanie jak mantry przez prawicowych polityków, że chcemy Unii Europejskiej jako Europy ojczyzn ściśle współpracujących ze sobą, szanujących się państw, a nie likwidacji państw narodowych i Polska nie zgodzi się na utratę suwerenności oraz rolę niemieckiego landu jest pustosłowiem. Rządzący nigdy nie powiedzieli co konkretnie zrobili, robią i zrobią, by temu zapobiec. Niemcy nie oglądając się na nasze chciejstwa konsekwentnie tworzą IV Rzeszę pod postacią superpaństwa.

Wpływ na utratę części wyborców ma sytuacja zawłaszczania przez Unię kolejnych prerogatyw rządu i brak jakiejkolwiek reakcji rządzących. Zamiast zdecydowanego sprzeciwu każdorazowo premier Morawiecki odwołuje się do zapisów traktatowych i na tym się kończy jego działanie. Tak było m.in. z wymiarem sprawiedliwości. Jeżeli nie podlega on UE, to dlaczego prezydent i premier prowadzili z nią jakiekolwiek negocjacje w sprawie jego reformowania, zamiast na każdym kroku podkreślać, że należy to do kompetencji państw członkowskich w związku z tym Polska nie będzie z nikim na ten temat dyskutowała.Jeżeli negocjujemy to znaczy, że wyzbywamy się swoich kompetencji.

Irytujące jest to, że polski premier zachowując się jak lajkonik utracił swoją powagę nie tylko w kraju ale i na europejskich salonach strasząc vetem. Czy można poważnie traktować kogoś kto vetuje (m. in. ws. zredukowania zużycia gazu o 15 proc. obniżki emisję CO2 o 55 procent do 2030 roku, powiązania mechanizmu warunkowości z uchwaleniem unijnego budżetu na lata 2021-2027) by nic nie osiągnąwszy natychmiast z niego się wycofać?​

Wielu zraziło do premiera Mateusza Morawieckiego jego zachowanie po powrocie z unijnego szczytu dotyczącego budżetu UE na lata 2021-2027. Chwalił się, że  Polska ma być jednym z jego największych beneficjentów, wynegocjowana kwota 750 mld zł, a pieniądze te są bezpieczne, bo mechanizm warunkowości został ograniczony bardzo precyzyjnymi kryteriami. Przemawiając w Sejmie zwrócił się do opozycji słowami „Droga opozycjo, dzisiaj jest taki czas, że trzeba się uśmiechnąć, trzeba się uśmiechnąć do sukcesu, który odnieśliśmy”. Tak, odnieśliśmy gigantyczny sukces, do dziś miliardów nie widzimy, a zamiast euro mamy kamienie milowe które zostały bezprawnie dołączone do KPO.

Żyrujemy europejską pożyczkę i zamiast należnych nam pieniędzy mamy kamienie milowe. Spłacamy raty nie mając z niej kasy, a premier do dziś się z niej nie wycofał.

Wielu nie może wybaczyć Morawieckiemu, że godząc się na nie dał Niemcom idealne narzędzie do szantażowania Polski i wpływania na rozwój naszej gospodarki i nasze interesy. Jest ich ok. 300 i dotyczą wszystkich tzw. komponentów KPO: od transformacji energetycznej i cyfrowej, transportu, cyfryzacji, ekologii, szkolnictwa, rolnictwa po ochronę zdrowia. Kuriozalne jest twierdzenie premiera, że 99 procent z nich jest absolutnie w interesie Polski.

Również powodem który spowodował, że wielu przestało popierać PiS jest brak reakcji premiera na nieustające czołganie i poniżanie Polaków przez Niemcy, Unię i TSUE.

Podczas XVIII Zjazdu Klubów „Gazety Polskiej” (30.06-02.07.2023) jednym z zaproszonych gości był J. Kaczyński który podczas swojego wystąpienia m.in. powiedział „Chodzi o to, żeby cały obóz patriotyczny zaczął tak pracować, żeby można było to nazwać, gryzieniem trawy. Musi być ogromny wysiłek w czasie kampanii i wyborów (…) Chcemy Polski nie tylko zamożnej, ale też Polski z silną kulturą i tożsamością. Chcemy Polski polskich rodzin”.

Rasowi politycy następnego dnia po wyborach myślą już o następnych i systematycznie utrzymują kontakty ze swoimi wyborcami dlatego nie muszą w czasie kampanii „gryźć trawy”.

Kilka lat temu podczas spotkania z posłem mąż zwrócił się do posła Smolińskiego z propozycją, by w jego biurze poselskim raz w miesiącu w określonym dniu i godzinach pełnił dyżur któryś z radnych PiS, by można było poprzez niego zadać mu nurtujące członka/sympatyka PiS pytanie i otrzymać odpowiedź. Niestety przeszła ona bez echa, a przecież celem biura poselskiego jest ułatwienie kontaktu wyborcom z posłem. Na jego prowadzenie posłowie co miesiąc dostają 15 200 zł m.in. na opłatę czynszu, telefonów, opłacenie pracowników biura, a także asystentów i ekspertów.

Natomiast gdy napisałam do kongresmena amerykańskiego zapytanie(w związku z katastrofą smoleńską), to po kilku godzinach dostałam odpowiedź. Gdy wysłałam list do J. Kaczyńskiego na jego adres mailowy, to po półtora roku przyszła informacja, że nie został on otworzony w związku z tym uległ likwidacji.

Hipokryzją jest mówienie o tym, że Pol­ska ma mieć silną kulturę i tożsamo­ść gdy równocześnie Ministerstwo Spraw Zagranicznych pracowało nad projektem rozporządzenia dotyczącego ułatwienia przyznania wiz mieszkańcom Afryki i Bliskiego Wschodu. Wg niego do Polski ma trafiać nie mniej niż 400 tys. osób rocznie. Z dotychczasowych informacji wynika, że braki na rynku pracy uzupełnili Ukraińcy, więc skąd się wzięło zapotrzebowanie na taką ilość pracowników rocznie? Wraz z ich przybyciem powstaną domy modlitewne, szkoły koraniczne, meczety i takie same problemy jakie od lat ma z nimi Francja, Belgia, Holandia, Szwecja.

Przecież PiS wygrał wybory w 2015 roku bo sprzeciwił się ich relokacji na terenie Polski, a teraz sam wpuścił ich tysiące. Pojawiają się informacje, że za rządów PiS do Polski po cichu przybyło 300 tys. migrantów z Afryki i Azji. Musi w tym być coś na rzeczy, skoro w takiej małej mieścinie jak moja liczącej ok. 38 tys. mieszkańców są już migranci z Pakistanu i Bangladeszu, a teraz dodatkowo chce wpuścić ich setki tysięcy. To tak prawicowy rząd dba o nasze bezpieczeństwo, kulturą i tożsamo­ść? A potem się dziwi, że traci wyborców?

Nie ma najmniejszego znaczenia, że Morawiecki się z tego rozporządzenia wycofał pod wpływem krytyki obywateli. Sam fakt, że pracował nad nim podważa zaufanie do PiS.

Całkowicie zgadzam się z tymi osobami które twierdzą, że referendum ws. przymusowej solidarności nie może ograniczać się tylko do jednego pytania. Chciałabym by znalazły się w nim pytania zawarte w pakiecie polityki migracyjnej zaproponowanym przez posła Bosaka. Nie może być tak, że uchodźcy mają takie same prawa jak obywatele.

Michał Karnowski w artykule Wyrzućcie fotele przez okna”, („Sieci”, 03.07.2023, nr 27) zwraca się do polityków PiS, by słuchali Polaków z pokorą, bronili swoich decyzji, oraz powtórzyli kam­panię z 2015 r. Tylko jak było do tej pory z tym słuchaniem Polaków z pokorą i bronieniem swoich decyzji.

Na spotkaniach z posłami nigdy żaden z nich nie był zainteresowany co ich wyborcy mają do powiedzenia, co ich nurtuje, jakie widzą błędy rządzących, a tym bardziej bronili niezrozumiałych dla nich decyzji (odwołanie premier Szydło i innych ministrów, zgoda na Zielony ład i Fit for 55, kamienie milowe, wprowadzenie cenzury, ukłon w stronę lewicy w kwestiach obyczajowych). Takie zachowanie skutkuje tym, że traci się nie tylko prawicowy elektorat ale i część żelaznego, a nie zyskuje nowego itd.)

Obecnie są mocno promowane seriale „Reset”, który przestawia powiązania Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego oraz innych polityków PO z Rosją, (ogl. ok. 1,5 mln) i nowy program Telewizji Polskiej „Jak oni kłamią”, zajmujący się analizą materiałów TVN, wytykaniu jej błędów, kłamstw, niedopowiedzeń i manipulacji (ogl. ok 350 tys.). Dla sporej grupy Polaków są one ciekawe, jednak uważam, że nie przyczynią się one do znaczącego wzrostu poparcia.

Dlaczego „Reset” ogranicza się tylko do Rosji, a nie zajmuje się również powiązaniami z Niemcami i ich wpływem na polską politykę wewnętrzną, zewnętrzną i gospodarczą. Również słabą stroną programu „Jak oni kłamią” jest to, że zajmuje się on tylko TVN, a co z Onetem, Wirtualną Polską, dziennikami i tygodnikami wspierającymi opozycję m.in. „Faktem”, Newsweekiem, „Rzeczpospolitą” itd.

W trakcie rządzenia parlamentarzyści zatracili nie tylko słuch społeczny ale i zaufanie części dotychczasowych wyborców. Uważam, że w ciągu ok. dwóch miesięcy (nie liczę okresu wakacyjnego) nie uda się go odbudować. Zaufanie to nie sukienka którą w każdej chwili można zdjąć i ponownie założyć.

Ci których zraził do siebie PiS, to ludzie najbardziej tożsamościowi i patriotyczni dla których spolegliwość i uległość wobec Brukseli i skupienie się wyłącznie na sprawach bytowych oraz gospodarczych jest nie do zaakceptowania. To odrzuciło ich od rządzących. Politycy powinni przewidzieć, że taki działania spowodują odpływ części jego elektoratu. Oni już nie wrócą i nie pomoże straszenie, że ważą się losy Polski.

Ich odejście przełożyło się na utratę szerokiego zaangażowania w kampanię, a tym samym jej dynamikę jak to miało miejsce w 2015 roku. Ponadto widać, że brakuje na nią pomysłu. Dla większości z nich alternatywą będzie Konfederacja. Nic nie da wymiana Poręby na Brudzińskiego.

Foto: internet