W maju 1990 r. Zjednoczone Stronnictwo Ludowe, partia satelicka PZPR, zmieniło nazwę na PSL i ogłosiło się „kontynuatorem ruchu ludowego”
Aż mnie mdli z obrzydzenia kiedy przypominam sobie wielki przewał sądowy, który w tak znaczący sposób odegrał rolę w polityce odrodzonego po upadku komunizmu w Polsce państwa. Na lata miał i ma wpływ na konfiguracje sejmowe. Bo dzisiejsze PSL Kosiniaka Kamysza nie jest spadkobiercą PSL Mikołajczyka, tylko ZSL. Politycznego konformizmu z epoki PRl. Prawdziwi ludowcy próbowali to podważyć w sądzie, ale przegrali, bo oczywiście sąd był niezweryfikowany, w jego składzie zasiadali byli członkowie PZPR — i tak powstał ten bękart politycznej sukcesji.” Spór o nazwę został przegrany przez Porozumienie Ludowe, co utrwaliło tę sukcesję, a przecież PSL Kamysza jest prawnym sukcesorem ZSL, nie PSL Mikołajczyka.
To była operacja czysto marketingowa, a nie historyczna.
W tamtym sporze o sukcesję po PSL Mikołajczyka – sporze, w którym sąd ostatecznie przyznał rację środowiskom wywodzącym się z komunistycznej kolaboracji – całkowicie pominięto jeszcze jeden, dziś już niemal zapomniany wątek. Mam na myśli projekt dra Gabriela Janowskiego: próbę stworzenia PSL–Porozumienia Ludowego, partii zakotwiczonej w Rolniczej „Solidarności”, wolnej od tej przysłowiowej chłopskiej pazerności, która przez dekady kompromitowała ruch ludowy. Przez dobre sześć lat budowałem na Opolszczyźnie struktury tego stronnictwa, oparte na wartościach „żywią i bronią”. Wydawało się, że wreszcie powstaje formacja, która nie będzie ani przybudówką postkomunistycznych układów, ani sezonowym wehikułem wyborczym. Niestety, czterolistna koniczynka – symbol, o który toczył się bój – trafiła ostatecznie w ręce nomenklatury spółdzielni mleczarskich, elewatorów zbożowych, ministerstwa rolnictwa i agencji państwowych, czyli tych samych środowisk, które przez lata korzystały z przywilejów PRL. Inicjatywa Gabriela Janowskiego okazała się efemerydą na widnokręgu politycznym Wolnej Polski – została pożarta przez inne, równie sezonowe ugrupowanie: Akcję Wyborczą Solidarność. Tak skończyła się próba zbudowania ludowego ruchu opartego na wartościach, a nie na schedzie po PRL-owskich strukturach.
Dziś patrzę na to bez złudzeń, ale też bez wstydu. Byliśmy po właściwej stronie. Tylko historia – jak to ma w zwyczaju – wybrała drogę bardziej krętą.
Zostaw komentarz