Umgang mit NS-Zeit in Polen: Wahlfahrtsort – taz.de
„Jak sobie polska radzi z nazismem. Markowa – miejscem pielgrzymowania. „
Artykuł w alternatywnej lewicowej gazecie codziennej TAZ (Berlin) autorstwa Gabrieli Lesser, „korespondentki z Polski”
Zakłamywanie histori drugiej wojny światowej i Polski w niemieckiej prasie.
Zamiast pokory, aktu skruchy, wstydu i uznania winy za zbrodnie swoich ojców – w niemieckiej prasie wyrazy drwiny, insynuacji, ironii, pomowień i zakłamywanie historii , w oparciu m.inn. na wypowiedziach „profesora” Jana Grossa.
W poniższym tekście, tlumaczniu artykułu podane są całe fragmenty wypowiedzi niemieckiej dziennikarki, ktora wypowiada się w imieniu części społecznosci tego kraju. Nie będzie tu osobistych komentarzy piszacej ten tekst. Wypowiedzi, szczegźlnie wołające o pomstęe do nieba – podane są kursywą i pogrubione!
Zaczyna się tak:
„Beatyfikacja polskiej rodziny, która pomagała żydowskim sąsiadom i została zamordowana, została zawłaszczona przez partię rządzącą.”
Mało kto rozumie łacińskie słowa kazania beatyfikacyjnego celebrowanego przez kardynała Semeraro z Watykanu. Prezydent Andrzej Duda i wielu polityków narodowo-populistycznej partii rządzącej od czasu do czasu kiwa głową, ale może to być również wyraz satysfakcji. Państwo i Kościół katolicki rzadko współpracowały ze sobą w Polsce tak doskonale.
W Markowej, idyllicznej wsi na Podkarpaciu, nie ma ani jednego plakatu wyborczego. A przecież wybory parlamentarne odbędą się w Polsce już za cztery tygodnie. Za to beatyfikacja rodziny Ulmów to temat wszechobecny. Informacje o niej są na wszystkich tablicach ogłoszeń. Na ścianie jednego z domów wisi nawet duże kolorowe zdjęcie całej rodziny. Każde dziecko w Polsce zna to oryginalne czarno-białe zdjęcie: „w ostatnich latach stało się ono zbiorowym autoportretem narodu polskiego.
Ale fakt, że polscy duchowni katoliccy wybrali 10 września jako datę beatyfikacji Ulmów, podsyca nieprzyjemne podejrzenia. Lewicowo-liberalny magazyn informacyjny „Polityka” pyta w swoim najnowszym numerze: „Czy to prezent od Kościoła dla rządzącej partii Prawo i Sprawiedliwość (PiS) w środku kampanii wyborczej?”
(…)
Polak i hitlerowski kolaborant Włodzimierz Leś z Łańcuta zdradził odludną kryjówkę na końcu wsi Markowa. Nieco później – 24 marca 1944 r. – niemieccy żandarmi polowi i polscy policjanci wymordowali wszystkich mieszkańców domu Ulmów, w tym dzieci, splądrowali gospodarstwo i odjechali do Łańcuta sześcioma wozami z pełnym załadunkiem. Spośród 126 Żydów mieszkających w Markowej na początku wojny 1 września 1939 r. 105 zginęło w Zagładzie, 21 uratowali katoliccy Polacy, ale po 1945 r. wyemigrowali, głównie do USA.
PiS przez lata, wraz z polskim Kościołem katolickim, uczynil z rodzina Ulmów i wsi Markowa w południowo-wschodniej Polsce na granicy z Ukrainą – odpowiednikiem wsi Jedwabne w północno-wschodniej Polsce na granicy z Białorusią. Tam, w lipcu 1941 roku – po inwazji niemieckiego Wehrmachtu na dotychczas sojuszniczy Związek Radziecki i okupowane przez Sowietów terytoria Polski – katoliccy Polacy spalili swoich żydowskich sąsiadów żywcem w stodole i podzielili ich majątek między siebie. Chociaż niemieccy esesmani zainicjowali dziesiątki antyżydowskich pogromów wzdłuż dawnej niemiecko-sowieckiej linii demarkacyjnej – nie byli obecni w dniu zbrodni.
Swoją książką „Sąsiedzi” polsko-żydowski profesor Jan Tomasz Gross, który wykłada w USA, zainicjował w 2000 roku intensywną debatę historyczną, która obnażyła historyczny wizerunek Polaków jako „wiecznych bohaterów i ofiar historii” jako mit.
Gorzka świadomość, że Polacy byli w przeszłości także oprawcami, nie zawsze zachowywali się szlachetnie i częściowo kolaborowali z wrogami, obudziła w wielu potrzebę nowego mitu, który przywróciłby dawną tożsamość bohaterów i ofiar.
(…)
Właśnie dzięki tej obietnicy narodowo-populistyczny PiS wygrał wybory w całej wschodniej Polsce po raz pierwszy w 2005 roku, a następnie ponownie w 2015 i 2019 roku. Wieś Markowa, która dziś liczy niecałe 7000 mieszkańców, również zagłosowała na PiS większością głosów.
(…)
„Dzieci !” nauczycielka woła swoją klasę do dużego pomnika Ulmów z ośmioma symbolicznymi urnami. „Zróbmy sobie tutaj grupowe zdjęcie”. Wskazuje na duży wieniec z biało-czerwonym anturium w polskich barwach narodowych i wstążką z napisem: „Premier Mateusz Morawiecki”. Zadaniem dwunastolatków jest pozostawienie luki, tak aby wieniec znalazł się na zdjęciu. „To dla nas wielka lekcja historii” – tłumaczy dzieciom. „My, Polacy, zachowywaliśmy się w czasie wojny przyzwoicie i ratowaliśmy Żydów. Wielu z nas zapłaciło za to życiem, jak Ulmowie i ich dzieci. Mała Stasia poszła do pierwszej klasy. Inni byli jeszcze mniejsi”.
W 2016 r. prezydent Andrzej Duda otworzył „Muzeum Polaków ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej” w centrum miasta – między kościołem katolickim, ratuszem i centrum kultury. Choć rdzawoczerwony budynek ma przypominać nieistniejący już dom Ulmów na końcu wsi, bardziej przypomina stodołę w Jedwabnem, z tą różnicą, że ta w Markowej ma upamiętniać nie pogrom, a próbę ratowania Żydów, w której sami ratujący stracili życie.
Za życia Ulmowie wielokrotnie toczyli ostre spory z duchowieństwem. Wiejski proboszcz groził nawet Wiktorii piekłem, jeśli nadal będzie uczęszczać na kursy dokształcające w ośrodku dla dorosłych w sąsiedniej wsi Gac, a nawet chciała działać. Młoda kobieta była bliska załamania nerwowego, jak pisze liberalny katolicki „Tygodnik Powszechny”.
Ale Józef, który prawdopodobnie poznał Wiktorię w ośrodku dla dorosłych, stanął przy niej i odtąd działał razem z nią. Ale i on poczuł na sobie gniew wiejskiego proboszcza, a nawet ówczesnego prymasa Kościoła katolickiego. Józef należał bowiem nie tylko do katolickiego koła męskiego, ale także do Związku Młodzieży Wiejskiej RP „Wici”.
Odwiedzający Muzeum Ulmów nie dowiadują się jednak niczego na ten temat. Nie dowiadują się również, że inni mieszkańcy Markowej sami udali się na „polowanie na Żydów” przed tym brutalnym nazistowskim mordem na Ulmach i dwóch rodzinach Goldmanów. Wydali żydowskich więźniów Niemcom, którzy rozstrzelali ich na miejscu, na cmentarzu dla zwierząt w Markowej. Jedno z okien zagrody Ulmów wychodziło na cmentarz, więc Józef był świadkiem tej egzekucji. Ale zapewne wierzył, że taka masakra nie może się powtórzyć
Nie jest jasne, dlaczego Saul Goldman najpierw zaufał policjantowi Włodzimierzowi Leśowi w Łańcucie, zanim poprosił o pomoc Józefa Ulmę. Leś najpierw ukrywał pięciu Goldmanów za opłatą, potem zagrabił ich majątek, a w końcu wystawił na ulicę. Gdy ojciec Goldmanów zażądał zwrotu majątku, Polak zadenuncjował jego i Ulmów niemieckiej żandarmerii polowej w Łańcucie i dołączył do oddziału morderców, by żaden z Goldmanów nie uszedł z życiem. Sąd polskiego państwa podziemnego skazał Leśa na śmierć przed końcem wojny i kazał go rozstrzelać.
Z kolei dowódca żandarmerii polowej w Łańcucie, Eilert Dieken, który wydał rozkaz zastrzelenia sześciorga małych dzieci Ulmów, po zakończeniu wojny został w Republice Federalnej „zdenazyfikowany” i mógł bez przeszkód kontynuować karierę policyjną. Jego zastępca Josef Kokott, który zamordował trójkę dzieci, został ekstradowany do Polski przez ówczesną Czechosłowację. Zmarł w polskim więzieniu po długim wyroku. Wszyscy pozostali uczestnicy grupy morderców wyszli bez szwanku.
Jeśli PiS i jego upragniona narracja o bohaterze będą miały swoją drogę, proces kanonizacji może rozpocząć się już za kilka lat. Wystarczy, że jeden lub dwóch wiernych wyzdrowieje po tym, jak w modlitwie poproszą błogosławionego Ulmę o opiekę. Watykan musiałby wówczas uznać te uzdrowienia za cuda. Markova stanie się wówczas miejscem pielgrzymek!
Zostaw komentarz