Obejrzałem, nie czytałem ani nie słuchałem komentarzy innych żeby nie zaciemniać sobie własnych myśli i odczuć. Myślę, że jestem o tyle obiektywny, że bardzo zniesmaczony, rozgoryczony i smutny poziomem polskiej polityki i debaty publicznej. Mam ogromne uwagi do każdej strony sporu i niezbyt dużo chęci, by kogoś głaskać po głowie. Moją partią są w wymiarze osobistym moi bliscy, w ogólnym moi widzowie i czytelnicy. Innych partii nie mam. To moje subiektywne spojrzenie:

Po pierwsze, debatę należałoby podzielić na sprawy merytoryczne, oraz odbiór społeczny, wrażenia etc. Dam sobie spokój z pierwszą, bo w minutę się merytoryki skleci niewiele, a i o nią tutaj nie szlo.

Po drugie, w oczy i uszy rzucały się beznadziejnie zadane, długie i suflujące PiSowi pytania TVP. Żaden dziennikarz nie powinien tak zadawać pytań – kilkadziesiąt sekund trwało zadanie pytania, widz zapomniał o początku, podczas gdy koniec jeszcze był daleko. Naturalnie ich struktura była tak skrojona, by w samym pytaniu pognębiać PO i Tuska, a jednoczenie smarować władzy. Dramat, nie dało się tego słuchać, ale ja pamiętam, że podczas ostatniej wspólnej debaty TVP, Polsatu i TVN-u TVP miała przed laty najgłupsze pytania, także nic się nie zmienia.

Nie bez pewnego zaskoczenia muszę przyznać, że według mnie debatę wygrał Tusk – zyskał już na początku tym, że przyszedł do paszczy lwa, podczas gdy Kaczyńskiego zabrakło. Zyskał wyróżniając się białą koszulą i z luzem zaczął punktować Morawieckiego i TVP. Premiera znokautował dwoma pierwszymi rundami, co było słychać w niepewnym głosie prezesa rady ministrów. Ten ostatni zdobył się wówczas jedynie na zabawne ”Wszyscy na jednego, to banda rudego”. Ale to było za mało. Później Morawiecki się zaczął trochę zbierać, ale Tusk na koniec znów go złamał mową końcową, dobrze podsumował formułę pytań, pokazał że się nie boi, boleśnie ukuł także Rachonia bo ten nie wytrzymał.

Sam Morawiecki ciągle straszył Tuskiem (Tusk to nieźle w większości zbijał i wykpiwał (np. Ws. Wieku emerytalnego) choć ze dwa razy dał sie zranić (między innymi ws. dzbana od Putina czy obrony w razie wojny), był w tym dość nerwowy, agresywny, żart z niemieckimi liniami lotniczymi wysilony, wyuczony.

Jak zwykle dobrze zaprezentował się Krzysztof Bosak – merytoryczny, przygotowany, solidny, z planem na debatę – dobrze oskrzydlał Morawieckiego z prawej, Tuskowi też nieco dokładając, ale nie na tyle, by uchodzić za opcję propisowską. Prawicowy umiar i spokój – to był ten plan. Jego słabością było po prostu to, że scenę dominowali dwaj walący się maczugami po głowach głowni gracze. Na to trudno znaleźć odpowiedź.

Pani Scheuring-Wielgus poprawnie, ale bez fajerwerków, próba lansowania wizji „my lewicowi kumple ludzi budujący schrony i otwarci na nowości” w dobie obecnych wyzwań przystawały średnio. Nawiązanie w temacie militariów do odległej tematycznie, osobistej tragedii nie było wyrazem nadmiaru argumentów, ciekawych kart w talii.

Szymona Hołownię zapamiętałem najsłabiej, dla mnie był najmniej wyrazisty, inna sprawa że ja może jestem uprzedzony, mnie po prostu postępowy kaznodzieja TVN-u o twarzy dziecka nigdy nie urzekał, co nie znaczy, że swoich racji nie miał. Trzeba oddać Holowni, że pod koniec debaty on dobrze i trafnie ubrał w słowa anachronizm myślenia PiS-u używając metafory o dziadku wysadzającym czołgi 20 lat po wojnie – zwrócił uwagę widzom, że PiS wciąż tylko wspomina Tuska i traci ogląd dnia dzisiejszego.

Generalnie wszyscy byli przygotowani lecz sama formuła debaty i postawa gospodarzy tę debatę zabijała.

Autor: Przemysław Staciwa
Dziennikarz, autor „Mitów i zaklęć XXI wieku” , oraz Czarnej Księgi” (Wydawnictwo WEI). Lubię tenisa, pokera i boks.