Reżim Donalda Tuska ściągnął do Warszawy potężne siły policyjne, tymczasem wokół Woronicza oraz na Placu Powstańców Warszawy demonstruje w sumie garstka osób.

Ja wiem – pogoda nie sprzyja, ale obraz ogólny jest przygnębiający – to nie są protesty społeczne, które mogłyby mieć najmniejsze znaczenie!

Siłowe przejmowanie instytucji państwa przez esbecję dokonuje się przy zobojętnieniu prawicowego elektoratu. Co więcej – aktywność wykazują tu właściwie wyłącznie ludzie starsi, ludzie o „ograniczonych zasięgach”, ludzie mentalnie zatrzymani w czasach Wyszyńskiego i JPII.

No źle to wygląda, po prostu – obóz prawicowy uległ daleko posuniętej hermetyzacji – jego kontakt z bazą społeczną silnie się zawęził – tak, jakby jedynym jego działającym wektorem pozostały już tylko parafie, Kluby Gazety Polskiej i tym podobne „zbowidowskie” przestrzenie.

Prawicy chyba umknęło, że ta baza po prostu gwałtownie się kurczy. Brak świeżej krwi, brak pomysłów na otwarcie się ku młodym i ich perspektywie, zamknięcie w mocno zużytym etosie – wszystko wychodzi dziś czarno na białym!

Chyba właśnie ta konstatacja sprawia, że prezydent Andrzej Duda nie wydaje się zdecydowany do podejmowania jakichś radykalnych kroków. Jego siła, jako urzędu wyłanianego w wyborach bezpośrednich wynika wprost z siły stojącego za nim elektoratu. Autorytet Andrzeja Dudy nie wzmocniłby się, gdyby okazało się, że na jego wezwania nikt nie odpowiada poza garstką staruszków.

Na wiosnę będą podwójne wybory: europejskie i samorządowe, które będą kolejnym testem dla prawicy. Moim zdaniem – ich wynik będzie decydujący dla przyszłości tego obozu. Jeśli będzie słaby – to albo szybko zostaną podjęte radykalne działania naprawcze, wybory nowych władz i zmiana strategii komunikacji z elektoratem, albo nastąpi dalsza erozja, rozpad i chaos.

Oglądaj tutaj.