Nie przez pieniądze, tzn. nie tak jak to ma miejsce obecnie.
800+ realnie pomaga rodzinom, ale w większości przypadków nie sprawi, że będzie więcej dzieci, zwłaszcza tych bardziej oczekiwanych w społeczeństwie (które w przyszłości podobnie jak ich rodzice będą wnosić realny wkład w utrzymanie i rozwój kraju).
Nie będzie tych dzieci w tym systemie jakim jesteśmy (kultura, gospodarka, mentalność, prawo, …).
Nie ma szans.
Na dzieci jest bardzo bardzo bardzo krótkie „okienko” w którym muszą się pojawić. Jeżeli tak się nie stanie, to możemy zapomnieć, że będzie lepiej.
Wiek 20-30, ze szczytem 20-25 płodność kobiety.
A co w tym czasie mamy?
Obecnie w Polsce Kobiety w wieku 20–30 lat: stanowią ok. 2,95 mln
Uczące się (uczelnie, szkoły policealne, szkoły dla dorosłych i część innych szkół): ok. 0,9–1,0 mln
Stanowią więc około 30–35% wszystkich kobiet w wieku 20–30 lat.
Do tego w tym wieku jest ponad 100 tysięcy kobiet, które nie uczą się, nie pracują i nie mają dzieci.
Wśród uczących się są matki, ale tu dzietność jest bardzo bardzo niska i jeżeli któraś ma jedno dziecko to dobrze, a dwa to już wyjątek.
Wśród tych niepracujących i tych co się nie uczą też są matki. Generalnie ta grupa kobiet w Polsce (tych co się nie uczą i nie pracują i bez znaczenia czy mają dziecko czy nie) stanowi nawet 400 tysięcy kobiet.
20–30 lat → ~0,6–0,9 dziecka na kobietę
około 60–65% wszystkich dzieci rodzi się po 30. roku życia
I w tym wieku szanse, że pojawi się drugie lub trzecie dziecko spadają do minimum.
Kobiety „muszą” rodzić w wieku 20-30 lat przynajmniej dwójkę dzieci albo mamy „pozamiatane”.
Tylko, że one chcą mieć dzieci z mężczyznami, którzy zapewnią im „komfortowe warunki” pod utrzymanie domu i rodziny. Nie chodzi o miliony na koncie, ale dobre warunki bytowe oraz poczucie, że są z właściwą osobą. Przez swoją hipergamię ma to być mężczyzna lepszy niż one lub przynajmniej na tym samym poziomie.
I tu problem. Ponieważ mężczyzna po 30 roku życia, którego chcą kobiety aby założyć z nim rodzinę coraz mniej chętny jest na to aby to robić.
Wcześniej to one nie były chętne (muszę się wykształcić, zdobyć pracę, zobaczyć świat, …) a później to mężczyźni przestają mieć na to ochotę. Często są już po jakiśm związku, zaczynają realizować się w czymś a tu nagle Mariola, której kończy się „okienko pogodowe” stwierdza, że teraz „on” musi zahamować i poświęcić się pod realizację jej kolejnych planów, celów życiowych.
No i niestety, ale okazuje się, że ci słabsi mężczyźni nie mają sił aby sprostać temu a ci silni, przez większe M, coraz częściej „odmawiają” podporządkowania się woli i celom Marioli.
W tym wieku też w życiu meżczyzny pojawia się wiele pracy, możliwości, ptwiera się dla niego świat i chciałby wracać do domu odpocząć a nie słuchac marudzącej Marioli, że to że tamto i siamto.
I nie ma co winić za to Mariolę, bo i na niej jest spory wysiłek utrzymania domu, rodziny, zajmowania się dziećmi.
Dlatego dla młodych małżeństw, kiedyś, byli wsparciem rodzice, dziadkowie, siostry, bracia, …
Dziś tego nie ma. Gorzej, … coraz więcej na rynek matrymonialny trafia kobiet i mężczyn z rozbitych, rozwiedzionych rodzin, jedynaków od samotnej mamy itp. itd.
Bez urazy, ale takie osoby często inaczej podchodzą już do pomysłu na posiadanie dzieci, zakładanie rodziny.
Będzie więc tylko gorzej.
Mocna zmiana systemu, w tym niedobory w nim towarów i usług, brak zapotrzebowania w nim na pracę dla kobiet oraz wychowanie mężczyzn z udziałem meżczyzn cześciowo poprawić może demografie.
Promowanie innych wzorców niż ma to teraz miejsce.
W każdym innym przypadku pozostają tylko te scenariusze:
1. napływ ludzi z zewnątrz, którzy z czasem nas wyprą z własnej ziemi, domów, urzędów a może i zlikwidują fizycznie
2. robotyzacja, która da ulgę w opiece nad starcami i utrzymaniu ich (osobiście w to nie wierzę)
3. konflikt wewnętrzny i powolne biednienie społeczeństwa, które z czasem znieczuli wielu ludzi na los starych, chorych. po prostu nikogo nie będzie obchodził ich los czy mają z czego żyć
Żyjemy w super czasach i bardzo bardzo wielu ludzi, którzy mają super warunki, jakich ich rodzice nie mieli, nie zdecydowało się na dzieci. Nie mieliby problemu aby mieć jedno, dwa czy więcej.
Nie mają, bo … mają wysokie wymagania co do potencjalnego partnera, bo szkoła praca kariera ważniejsza, bo „chcą pożyć” wcześniej, bo sa po prostu leniwi życiowo i jak już swoje godziny gdzieś przepracują to wracając do domu wydaje im się, że wracają z wyprawy na Mount Everest.
Jako ojciec trójki dzieci czasem przysłuchiwałem się samotnym bezdzietnym kobietom.
Hitem dla mnie była nadal młoda nauczycielka, która nie miała żadnych zajęć dodatkowych, żadnego hobby poza TikTok, mieszkała w bloku, zdrowa. Nauczyciel przypominam, że pracuje dużo mniej godzin niż inni aby dostać swoją pensję i jeżeli nie będzie sypiał z uczniami albo nago latał po szkole, to praktycznie nikt go nie zwolni ani specjalnie nie rozliczy za pracę, która nie wymaga jakiegoś wielkiego wysiłku intelektualnego ze względu na realizację sztywno zapisanego programu szkolnego, którego ma isę trzymać.
No i ta osoba mówi – jaka ja jestem zmęczona, nie mam na nic czasu po pracy itp.
Taką postawę ma ogromna ilość ludzi, w tym młodych kobiet.
Słabi ludzie, słabe pokolenie.
Problem jednak w tym, że mogą zbyt długo żyć, biorąc pod uwagę rozwój medycyny a nie będzie reszty stać na to aby je utrzymać.
Autor: Diario
Zostaw komentarz