Sztandarowy przykład koszmarnego wpływu grup ekologicznych na proces inwestycyjny.
Budowę rozpoczęto po wielkiej powodzi w r. 1997 r. i jej koszt szacowano na 200 mln. zł.
Budowę ukończono otwarciem śluzy dopiero za rządów PiS w 2018 r. a jej koszt zamknął się w kwocie 1400 mln. zł.
Przez cały ten okres różne grupy ekologiczne używały wszystkich dostępnych narzędzi, zarówno na gruncie krajowym jak europejskim, żeby budowę tę zablokować i – jak widać – zasadniczo im się to udawało! Kluczową postacią był tutaj bardzo wpływowy działacz i były poseł partii „Zieloni” Radosław Gawlik. Ekolodzy wymusili budowę lagun dla ptaków, tzw. kanału obiegowego, dodatkowego zbiornika, przepławki dla ryb. Ta ostatnia to w ogóle osobny temat. Wybudowano ją wg projektu, który przeszedł pełny cykl zatwierdzeń, ale w 2009 r. grupy ekologiczne stwierdziły, że już wykonana przepławka nie spełnia określonych programem Natura 2000 parametrów odpowiednich dla wielkich ryb wędrownych: troci i jesiotrów. W Odrze ich nie ma, ale przecież mają być… Ówczesny rząd uznał wówczas, że konieczna będzie budowa nowej przepławki wg nowego projektu, co wpłynęło na kolejne opóźnienie budowy progu wodnego.
Nawet teraz działacze ekologiczni protestują przeciw koniecznym inwestycjom kompensującym tzw. cofkę za progiem wodnym. W skierowanym do nowego rządu apelu z dnia 3 stycznia b.r. domagają się zaprzestania prac regulacyjnych, czego skutkiem będzie – a jakże – destabilizacja progu wodnego i konieczność jego rozebrania!
Moim zdaniem, mamy tu do czynienia z sytuacją najgłębszej patologii. Polska bezrefleksyjnie przyjęła europejskie „proekologiczne” ramy formalno-prawne, co dało ekologicznym radykałom możliwość praktycznego paraliżowania każdej większej inwestycji w kraju, czego skutkiem jest kompletne wywrócenie do góry nogami każdego planu finansowego. Co więcej – te same grupy ekologiczne, które właśnie takie działania podejmują – z radością twierdzą później, że w ogóle nie należy podejmować żadnych większych inwestycji, gdyż ich koszty zawsze wielokrotnie przekraczają założenia, co podważa ich ekonomiczną sensowność.
Jest to np. pospolite doświadczenie inwestorów w zakresie energetyki jądrowej, gdzie ciągnące się latami procesy, w których stroną były różne proekologiczne organizacje kompletnie destabilizowały proces inwestycyjny. Ta sytuacja nie powinna być dłużej tolerowana. Być może Unia Europejska chciałaby zachować sobie Polskę w XIX-wiecznym kształcie wiecznego skansenu, w którym za psie pieniądze będą wypoczywać niemieccy turyści, ale nie jest to koncepcja dobra dla Polaków.
Polska potrzebuje mądrej ochrony przyrody. Naprawdę dość już rabunkowej eksploatacji lasów, dzikiej rozbudowy bez planów zagospodarowania przestrzennego czy odwadniania biebrzańskich bagien! Zarazem jednak – alternatywą nie jest skansen, w którym szczytem marzeń jest kolejna montownia, którą można w rok postawić a w pół roku rozebrać. Polska musi w pełni uruchomić swój potencjał, a to wymaga ważnych inwestycji budowanych z myślą o polskim interesie strategicznym a nie o interesie zewnętrznych grup wpływu.
Zostaw komentarz