Tymczasem fundusze na działalność Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa pochodzą właśnie z Kancelarii Prezydenta.
Chodzi o 40 milionów złotych. Jeśli ktoś uważa, że to dużo, od razu powiem, że się nie zgadzam. To nie jest dużo, a pieniądze wydawane są bardzo sensownie. Członkowie SKOZK nie pobierają grosza wynagrodzenia. Cała mrówcza praca selekcji, merytorycznego nadzoru i oceny prac ratujących krakowskie zabytki wykonywana jest społecznie, za darmo. Biuro SKOZK wypracowało model działania, który mógłby być wzorem dla innych miast, gdyby były zainteresowane. Ale nie są. Bo łatwiej sterować mechanizmem decyzji urzędniczych.
SKOZK jest organizmem wyjątkowym i rzadkim na polskim podwórku przykładem partnerstwa ekspertów-społeczników z państwem i z właścicielami zabytkowych obiektów.
Kiedy w roku 1978 powstała pierwsza Lista Światowego Dziedzictwa UNESCO, znalazło się na niej historyczne centrum Krakowa. Z jednej strony to niosło dumę i prestiż, z drugiej odsłoniło realny stan sekowanego przez władze PRL Krakowa: zagrzybione piwnice i ściany, gnijące mury, rozpadające się okna i bramy. Wtedy powołano Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa, a ciągłość proceduralna sprawiła, że fundusze dla SKOZK-u pochodzą z kancelarii Prezydenta RP.
Kiedy czytam, że jakiś poseł podnosi, iż nie wiedzieć dlaczego prez. Duda finansuje „swoje rodzinne miasto”, zastanawiam się gdzie są granice indolencji. Bo przed Dudą prezydentami byli Jaruzelski, Wałęsa, Kwaśniewski, Kaczyński i Komorowski; żaden nie pochodził z Krakowa ale każdy rozumiał, o co w tym chodzi. Przez te lata rozwiązanie to zapewniało Narodowemu Funduszowi Rewaloryzacji Zabytków Krakowa stabilność i niezależność od gier na politycznych arenach. Przeniesienie do resortu kultury w praktyce oznaczałoby likwidację SKOZK-u i całego od lat budowanego modelu sensownej troski o najcenniejsze zabytki.
Dla każdego nieuprzedzonego umysłu wyjątkowość Krakowa nie budzi wątpliwości. Tylko kosmo-szowinista kwestionowałby stwierdzenie, że to miasto wymaga specjalnej troskliwości. Osobliwość Krakowa nie polega na jego arcypolskości, tylko na polskości tout court; takiej która otwierała się na wzory włoskie, niemieckie, austriackie, czeskie żydowskie, a nawet tureckie. Bo mamy w Krakowie przy Długiej kamienicę z minaretem odremontowaną dzięki pomocy SKOZK….
Są w Polsce inne miasta piękne i bogate, inne zamki i muzea, inne mury i świątynie, ale drugiego tak kompleksowego „skupiska pamięci” nie mamy. Kraków jest dziś jedynym miastem będącym świadkiem 1000 lat wspólnej historii i państwowości. A politykę wzmacniania istotnych dla wspólnej pamięci historycznych centrów stosują wszystkie państwa europejskie oraz – o czym rzadko się mówi – Stany Zjednoczone
Bez SKOZK-u nie byłoby koniecznych prac na Wawelu, ani renowacji Ołtarza Wita Stwosza; historyczne groby na historycznych cmentarzach rozsypałyby się, podobnie jak forty i ponad 270 obiektów w Starym Mieście, i tyle samo na pozostałym obszarze strefy ochronnej UNESCO.
Przydałyby się w Sejmie warsztaty poświęcone frazie wyrytej w roku 1619 przez Matthausa Meriana Starszego: „Kraków w całej Polsce miasto najsławniejsze, ozdobione wspaniałym zamkiem królewskim i słynną Akademią”. Powtarzajmy: „Cracovia totius urbs celeberrima, atque amplissima Regia, atque Academia insignis”.
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, publikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz