Jakub Wiech napisał, że na skutek splotu czynników meteorologicznych Niemcom do tego stopnia nie starczało energii ze źródeł odnawialnych, że emisyjność ich gospodarki, w którą w ramach Energiewende wpompowano setki miliardów euro, aby zapewnić jej niezależność od paliw kopalnych, okazała się wyższa niż gospodarki polskiej.

No to ja teraz mam pytanie.

Na jakiej zasadzie na całym świecie „eksperci” od transformacji energetycznej, tacy jak Amory Lovins czy nasz rodzimy Marcin Popkiewicz, nadal są ekspertami?

Zaprasza się ich na konferencje i wykłady, piszą stale w najlepszych tytułach, nadal są doradcami i konsultantami i jakby nigdy nic nadal opowiadają pierdoły sakramenckie o gospodarce 100% OZE, bez energetyki jądrowej, bez węgla, ropy i gazu.

Warto się zastanowić nad mechanizmami „kreacji ekspertów” przez liberalno-lewicowy mainstream. Te środowiska bardzo dbają, aby w świat nie poszło, że ich baza ekspercka notorycznie we wszystkim się myli suflując w zaparte motywowane ideologicznie polityki.

Mylili się w sprawie margaryny, transformacji energetycznej, imigracji, Rosji i polityk zwalczania przestępczości.

Mylą się w sprawie stref czystego transportu, polityk edukacyjnych, polityk rasy i płci oraz w sprawie źródeł bogactwa narodów.

Tak naprawdę mylą się nieomal we wszystkim, w najlepszym wypadku suflując starannie spreparowane półprawdy.

Mają jednak za sobą ogromną władzę: mechanizmy kulturowe i medialne, które konsekwentnie idą w zaparte raz za razem przedstawiając katastrofalne błędy jako pomniejsze pomyłki a kiedy po prostu nie da się dalej kłamać w żywe oczy, rozkładają ręce, że może fakt – pomylili się – ale jest już za późno żeby zrobić krok wstecz i trzeba nadal „jeszcze więcej tego samego”: jeszcze więcej imigrantów, jeszcze więcej genderowego gówna wszędzie, jeszcze więcej samochodów na bateryjkę, jeszcze więcej wszędobylskich wiatraków.